Felieton

Dark Souls Plus Plus

Bartłomiej Nagórski, 01.04.2013 09:07 23

Rzeczy które robisz w Lordran będąc martwym, czyli o głębi Dark Souls słów kilka.

Poprzez zasypane popiołem pustkowia Kiln docierasz wreszcie do ruin, w których czeka siwowłosy Lord Gwyn. Walczysz z nim przy wtórze smutnej muzyki, blokując bądź omijając ciosy płonącym mieczem, aż wreszcie siwowłosy bóg pada. Oglądasz krótkie, enigmatyczne zakończenie, po czym widzisz znowu swoją postać w celi Azylu Nieumarłych, tam, gdzie wszystko się zaczęło. Powoli dociera do Ciebie, że oto właśnie przeszedłeś (bądź przeszłaś) Dark Souls. Zaczyna kiełkować w Tobie myśl - i co teraz? Czy to już koniec? Nie, to dopiero początek.

Dark Souls jest ambitnym i wciągającym tytułem, po brzegi wyładowanym treścią. Miarą tego jest tak zwany endgame, czyli wszystko to, co można robić pod koniec gry, a także już po nim. Podobnie bowiem jak śmierć nie jest w Dark Souls przeszkodą, a co najwyżej niedogodnością, tak i ukończenie gry nie oznacza od razu końca rozgrywki. Nie sposób w jednym podejściu posmakować wszystkiego, co Dark Souls ma do zaoferowania, gdyż pozostaje jeszcze mnóstwo rzeczy do zrobienia. O części z nich przeczytacie poniżej.

Na dobry początek można przejść grę drugą postacią - brzmi trywialnie, ale zapewniam, że to tylko pozór. Tworząc drugiego bohatera (lub bohaterkę) warto wybrać inną klasę postaci, a później rozwijać ją w odmienny sposób niż za pierwszym razem. Graliście zręcznym złodziejem, który turlał się dookoła przeciwników w lekkiej zbroi, dźgał znienacka w plecy, a co bardziej niebezpieczne monstra zdejmował na dystans z łuku? Spróbujcie teraz zagrać potężnym wojownikiem, od stóp do głów zakutym w stal i uzbrojonym w olbrzymi dwuręczny miecz. Zmiana taka gwarantuje odkrycie całkowicie odmiennego stylu walki, wymusza porzucenie dawnych nawyków i eksperymentowanie z nowymi boniami i taktykami. Okazuje się wtedy, że powtórna pielgrzymka przez Lordran oznacza zupełnie inne Dark Souls niż przy pierwszej wędrówce.

Odkrywanie możliwości jakie daje model rozgrywki w Dark Souls to przyjemność sama w sobie - a przecież to wciąż nie wszystko. Grając po raz wtóry możecie bowiem zwiedzić nowe miejsca, sprawdzić alternatywne wątki fabularne czy przystąpić do innych frakcji. Czy za pierwszym razem widzieliście mroczne Anor Londo, nad którym zgasło słońce? Odwiedziliście Jezioro Popiołów u korzeni świata? Zostaliście wciągnięci w magiczną rzeczywistość obrazu, w którym schroniła się pewna smutna albinoska? Zaprawdę powiadam Wam, wiele tajemnic skrywa kraina Lordran, a to nadal nie wszystkie.

Poza mniej lub bardziej ukrytymi lokacjami, w Dark Souls znajdziecie też sześć różnych bractw (Covenants). Przystąpienie do nich również nie pozostaje bez wpływu na styl gry, a nawet jej finał. Niezależnie od tego, czy zdecydujecie się bronić lasu Darkroot na polecenie grubej kocicy Alviny, atakować innych graczy jako Mroczna Zjawa by skraść ich człowieczeństwo (Humanity), czy też będziecie wspierać zagubionych w Lordran podróżników jako lśniący złotawo Wojownik Słońca - decyzja ta otworzy przed Wami pewne ścieżki, a zamknie inne. Podobnie dzieje się też z wątkami fabularnymi. Czy udało Wam się doprowadzić do smutnego końca historię Solaire'a z Astory, jowialnego rycerza ze słońcem na piersi? Albo do spotkania Cebulowego Rycerza Siegmayera i jego córki Sieglinde? Jeśli nie, to wiedzcie, że jest to możliwe. Czy wiedzieliście, że Fraampt nie jest jedyny Pierwotnym Wężem? A może chcielibyście zrozumieć, co mówi do Was smutna Quelaan, cierpiąca siostra agresywnej pajęczycy Queelag? Bo i to da się zrobić.

Powiedzmy jednak, że odwiedziliście już wszystkie zakamarki Lordran, uratowaliście Solaire'a przed spełnieniem jego marzenia, służyliście przez chwilę Wiecznemu Smokowi czy też zniewieściałemu synowi Lorda Gwyna, zobaczyliście spowite mrokiem Anor Londo i udało Wam się porozmawiać z Anastazją z Astory po tym, jak odzyskaliście jej duszę z rąk mordercy. Ba, może nawet widzieliście obydwa zakończenia i dzięki podszeptom Kaathe z Otchłani rozumiecie różnice między nimi. Brawo! Jednak to wciąż nie musi oznaczać końca wyzwań stawianych przez Dark Souls. Kolejna próba zmierzenia się z tą grą to New Game Plus (w skrócie NG+).

Czy pamiętacie, że po skończeniu gry Wasz bohater znajduje się znowu w celi Azylu Nieumarłych, dokładnie w takim stanie, w jakim pokonał Lorda Gwyna? Jeśli będziecie kontynuować rozgrywkę, zauważycie, że zwykłe zombie są teraz znacznie silniejsze, nie mówiąc już o pierwszym bossie. To właśnie nowa gra z plusem - Wasza postać rozwinęła się i jest teraz znacznie mocniejsza w porównaniu z początkiem gry, ale też o wiele mocniejsi stali się przeciwnicy. Jeśli wydaje Wam się, że już żaden potwór nie jest dla Was zagrożeniem, spróbujcie zmierzyć się z New Game Plus - to pozwoli Wam sprawdzić, jak twardzi jesteście naprawdę. A jeśli NG+ to za mało, cóż, wystarczy zatoczyć pełen krąg, dotrzeć do Kiln i ubić Lorda Gwyna. Po raz kolejny odrodzicie się w Azylu Nieumarłych, by stawić czoła New Game Plus Plus (stąd tytuł artykułu) - i tak aż do NG+++++++, czyli do siedmiu plusów. To już wyzwanie dla prawdziwych masochistów.

Alternatywą dla zmagania się z coraz trudniejszymi przeciwnikami jest próba zrobienia calaka, jeśli gracie na Xboksie 360, bądź platyny, jeśli na PlayStation 3 - co oznacza zdobycie każdego możliwego achievementu / trofeum. Od razu uprzedzam, nie jest to łatwe, trzeba bowiem pokonać wszystkich bossów, wliczając w to ukrytą Priscillę, zdobyć wszystkie możliwe bronie, zaklęcia, piromancje, cuda, przystąpić do wszystkich bractw... Nie da się tego zrobić przechodząc Dark Souls tylko raz. Ba, dla większości graczy nawet dwie próby nie wystarczą. Ostateczną nagrodą jest trofeum o nazwie The Dark Soul i status prawdziwej Mrocznej Duszy. Jest to niebagatelne osiągnięcie - przyznaję bez bicia, że pomimo wielu godzin spędzonych w Lordran nie udało mi się go zdobyć.

Prawdziwym fanom Dark Souls nie wystarcza jednak nawet podbicie kolejnych New Game Plus i odblokowanie wspomnianego najwyższego achievementu / trofeum, dlatego stawiają sobie rozmaite dodatkowe wyzwania. Poza znanym z innych gier speedrunem, czyli próbą jak najszybszego ukończenia gry (w chwili obecnej rekord świata, wynoszący 56 minut 44 sekundy, dzierży japoński gracz Otsunari), gracze podejmują też próby przejścia całej gry bez podnoszenia statystyk bohatera. Skrótowo nazywa się to SL1, od Soul Level 1, co oznacza pierwszy poziom postaci, lub po prostu Low Level, czyli niski poziom - gdyż niektóre klasy zaczynają od Soul Level wyższego od 1. Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, by po skończeniu gry bez "levelowania" kontynuować ją w wersji z plusem. Inne wyzwania to przejście Dark Souls bez bycia zabitym, czyli "na jednym życiu", jak na automatach, albo przyznawanie punktów za zabicie dużych i pomniejszych bossów jednym ciosem (w pewnych okolicznościach da się to zrobić, choć normalnie pokonanie ich zajmuje zwykłym graczom wiele prób i wiele godzin).

Myślicie że to już wszystko, co może Wam zaoferować Dark Souls? Ależ skąd, przecież do tej pory nie wspomnieliśmy jeszcze nic o rozgrywce z udziałem innych graczy. Po trosze o temat ten zahaczyliśmy przy okazji wzmianki o bractwach: w zasadzie każde z nich wiąże się w jakiś sposób z grą online. Wyznawcy słońca będą pomagać wędrującym przez Lordran, a mroczni mieszkańcy Otchłani - uprzykrzać im życie. Tak czy owak, grając online nie sposób prędzej czy później nie stanąć do zbrojnej walki z innym graczem, co zbiorczo określamy jako PvP (skrót od Player versus Player, czyli gracz przeciwko graczowi). Na pozór w trybie tym brak sformalizowanych reguł starcia. Zdarzają się sytuacje, gdzie Wasz bohater zostanie napadnięty przez dwie lub trzy Mroczne Zjawy, ale bywa i odwrotnie - przyzwane przez Was białe dusze, kierowane przez innych graczy, dwoma szybkim sztychami pozbędą się jakiegoś pechowego najeźdźcy. Jeśli pogracie dostatecznie długo, zauważycie jednak, że są pewne niepisane zasady, którymi rządzą się pojedynki między graczami. Przykładowo, większość Mrocznych Zjaw kłania się przed rozpoczęciem walki, a także po niej, gdy już zwłoki najechanego nieszczęśnika rozwiewają się w nicość. Zaatakowanie kogoś w trakcie wykonywania ukłonu jest uznawane za brak dobrych manier. Pewnym nietaktem jest również korzystanie z Estus Flask w trakcie walki - skoro atakujący nie może jej używać, uważa się że dla wyrównania szans zaatakowany również nie powinien tego robić. Etykieta pojedynków nie jest tak sformalizowana jak Kodeks Boziewicza, ale bezsprzecznie istnieje.

Pomimo że tryb walk na arenie zaimplementowano dopiero w DLC do Dark Souls, pomysłowi gracze organizowali już turnieje dużo wcześniej. Umawiano się na konkretne miejsce, poziom postaci (np. SL120), reguły (nie używano pewnych broni) - a potem walczono aż do wyłonienia zwycięzcy. Zasady zmieniały się z turnieju na turniej, ale pewne rzeczy dość często się powtarzały. Niektóre kombinacje ekwipunku (jak Baldur Sword plus Leo Ring) bądź exploity bywały zakazane ze względu na nieuczciwą przewagę, jaką dawały w walce - choć przydawały się niekiedy po turniejach, w starciu z szczególnie złośliwym atakującym. Zwłaszcza na PC, gdzie łatwiej było korzystać ze specjalnych programów dających fory graczowi, dawało to miłe poczucie sprawiedliwości po pokonaniu jakiegoś oszusta. Przykładowo, pewien przesadnie pewny siebie gracz zaatakował starego wyjadacza turniejowego postacią z nieskończoną ilością punktów życia i wytrzymałości - i bardzo się zdziwił, gdy ten podprowadził go w pobliże urwiska i celnym kopnięciem strącił w przepaść. Fałszywa nieśmiertelność nie pomogła w starciu z autentycznymi umiejętnościami.

Inne zabawne rozrywki w trybie online cierają się już o zaawansowany trolling. Przechodząc grę na SL1 można przecież najechać niespodziewających się tego graczy niskiego poziomu. Jest spora szansa, że będą to osoby dopiero rozpoczynające grę w Dark Souls, nieznające sztuczek i technik walki PvP, na dodatek dysponujące znacznie słabszym ekwipunkiem. Wśród doświadczonych graczy jest to uważane za nietakt, ale w internecie jest wiele osób, które lubią pastwić się nad słabszymi. Jeśli ktoś jest naprawdę dobry, zdoła skończyć grę na SL1, być może nawet wielokrotnie. Może wtedy podpuszczać innych graczy, zostawiając znak przyzwania by prosić o wsparcie. Oczywiście mechanizm rozgrywki wieloosobowej nie pozwoli zobaczyć go osobom o znacznie wyższym poziomie SL, więc do świata New Game Plus (lub więcej) przybędą na pomoc gracze niskopoziomowi. Później nowi przybysze ruszają do walki, absolutnie nieświadomi czyhających na nich zagrożeń, po czym ku swojemu zdziwieniu giną od jednego ciosu zwykłego zombie. Kolejną zabawą jest przebieranie się w zbroje zdarte z bossów bądź bohaterów niezależnych i najeżdżanie graczy w takiej formie, podszywając się pod postaci z gry. Najpopularniejszymi wyborami są tu Ornstein, Solaire i pękaty Siegmeyer - aż szkoda, że nie można zobaczyć twarzy zaskoczonych ofiar.

Jak widzicie, Dark Souls jest wręcz niewiarygodnie głęboką grą. Rozgrywka, tak w trybie dla jednego gracza, jak i online, daje znacznie więcej możliwości, niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Poznanie wszystkich tajemnic tej gry jest prawie niemożliwe - ponad rok po premierze w społeczności graczy ciągle jeszcze zdarzały się przypadki odkrycia czegoś nowego. Powyższy artykuł powinien Wam jednak dostarczyć dostatecznie dużo podpowiedzi i punktów zaczepienia, byście mogli ponownie wkroczyć do świata Dark Souls i doświadczyć rzeczy, które ominęły Was wcześniej. Do zobaczenia w Lordran!

najnowsze