Bez prądu - książki

Robert M. Wegner "Opowieści z Meekhańskiego pogranicza. Północ - Południe" - recenzja książki

Łukasz Wiśniewski, 06 grudnia 2012 09:00 7

Cały projekt Opowieści z Meekhańskiego pogranicza jest dość złożony. Składają się na niego póki co cztery zestawy po cztery opowiadania (podzielone na dwa tomy) i powieść. Kolejna powieść jest już bliska ukończenia. Zbiory opowiadań oswajają czytelnika z Meekhanem i wprowadzają na scenę bohaterów. Każdy zestaw czterech tekstów to w zasadzie jedna opowieść, zawierająca wątki splatające się z innymi. Wątki te są rozwijane w powieściach. Ambitny projekt. Na szczęście tez bardzo sprawnie zrealizowany.

Na tom Opowieści z Meekhańskiego pogranicza. Północ - Południe składają się dwa cykle opowiadań: Topór i skała oraz Miecz i żar. Różni je w zasadzie wszystko. Pierwszy to fantasy militarna, drugi skupia się na samotnym wojowniku i jego sercowych rozterkach. Pierwszy opowiada o mroźnej północy, drugi o spalonym słońcem południu. Pierwszy wreszcie jest wysokiej jakości, drugiemu sporo brakuje i zalatuje pewną naiwnością. Tak czy inaczej, poznać trzeba oba, a wszelkie niedobory Miecza i żaru z nawiązką rekompensuje Topór i skała.

Topór i skała opowiada o Szóstej Kompanii Górskiej Straży. To jakby bohater zbiorowy, ale główną postacią pozostaje porucznik Kenneth-lyw-Darawyt. Młody oficer kreowany jest przez Roberta M. Wegnera na rodzaj ideału, uwielbianego przez swoich podkomendnych, ale wpadającego ciągle w problemy na wyższym szczeblu. W kolejnych czterech opowiadaniach śledzimy wydarzenia, których ukoronowaniem jest... przeniesienie Szóstej Kompanii w inny zakątek Imperium. Po prostu po wszystkim, co się wydarza na przestrzeni ponad trzystu stron, obecność porucznika i jego ludzi w okolicy nie jest najlepszym rozwiązaniem...

Górska Straż to bardzo specyficzna formacja, walcząca w trudnym terenie i rekrutująca się z lokalnych górali, mających pełną swobodę w doborze broni. Taka elitarna jednostka nieregularna. Ponieważ Meekhan jest wzorowany na cesarstwie rzymskim (choć w epoce odpowiadającej późnemu średniowieczu), to łatwo sobie wyobrazić, jaka jest różnica pomiędzy Strażnikami a typowymi oddziałami ciężkiej piechoty... Te tarcia są czasem ładnie rozgrywane. No a w tle mamy jeszcze Szczury, czyli imperialny kontrwywiad i pełne napięć pogranicze... Najlepszym chyba opowiadaniem w tym zestawie jest Krew na płaszczu, choć nagrodę im. Janusza A. Zajdla dla najlepszego opowiadania 2009 roku otrzymał inny tekst: Wszyscy jesteśmy Meekhańczykami. Tak czy inaczej, wszystkie cztery teksty (oprócz wspomnianych dwóch są to jeszcze Honor górala i Krew naszych ojców) trzymają wysoki poziom.

Gorzej jest z drugim zestawem. Już sam dobór tytułów opowiadań zaskakuje, bo wyglądają one bardzo pretensjonalnie: Ponieważ kocham cię nad życie, Gdybym miała brata, Pocałunek skorpiona, Zabij me wspomnienia... Bohaterem jest Yatech, nastoletni wojownik wywodzący się z ludu Issaram. To społeczność dedykowana walce i tradycji, pełna tabu i nakazów. Yatech jest wybitnym siepaczem nawet jak na swój lud, co czyni z niego kogoś w rodzaju typowego bohatera cRPG, zdolnego samodzielnie powalić hordy wrogów. Do tego ma skłonności werterowskie i psychologię zwichrowanego gimnazjalisty.

Może jestem po prostu za stary, albo może Robert M. Wegner był za młody, kreśląc szkice Miecza i żaru... nie wiem. Być może młodsi czytelnicy poczują jakąś więź z targanym emocjami zabójcą. Tak czy inaczej uważam te cztery opowiadania za najsłabszy element jego całej twórczości. Kłopot w tym, że historię Yatecha trzeba znać, bo wysnuwające się z niej wątki wplatają się we fragmenty późniejszych tomów... Trzeba przebrnąć przez długie strony, na których młody Issaram próbuje umrzeć i bije się z myślami, ukąszony w usta przez skorpiona, aż wreszcie poznaje potężną istotę, dla której stanie się narzędziem zemsty.

Opowiadania są długie, bo Robert M. Wegner jest gawędziarzem. Lubi się rozpisywać o wykreowanym przez siebie świecie, jego pejzażach, mieszkańcach, historii, legendach i religiach. Na szczęście robi to w sposób rozsądny, przeplatając owe dygresje z dialogami i akcją. Dzięki temu jedynie sporadycznie można poczuć lekkie zniecierpliwienie. Świat wykreowany w Opowieściach z Meekhańskiego pogranicza jest barwny i stanowi ciekawe połączenie rozmaitych elementów z kultur znanych z naszej historii.

Cieszy brak klasycznych sztanc fanstasy. Świat jest zdominowany przez ludzi, kultury ludów zamieszkujących północ i południe są barwniejsze i bardziej egzotyczne niż wszelkie elfy czy krasnoludy. Owszem, inne rasy się przewijają, ale raczej w historii, bo ludzie wraz ze swoimi bogami skutecznie je wyplenili. Nawet jednak ci nieludzie nie wywodzą się z kanonu post-tolkienowskiego. Bogowie i ich relacje z ludźmi też nie przypominają tego, co zwykle znajdujemy na kartach powieści fantasy. To raczej potężne byty z wadami i ambicjami na boską skalę. U korzeni Meekhanu leży swoista tolerancja religijna, bo wcześniej świat targany był świętymi wojnami pomiędzy religiami, kierowanymi przez awenderi, rodzaj boskich awatarów w tym świecie. Niestety, pewne zapomniane moce powracają po wiekach uśpienia...

Opowieści z Meekhańskiego pogranicza. Północ - Południe (a konkretnie Topór i skała) to kawał solidnej lektury, której nikt nie powinien żałować. Owszem, zdarza się autorowi zapomnieć, że w jego świecie nie ma współczesnej wiedzy medycznej, więc Meekhańczycy nie powinni tyle opowiadać o arteriach czy nerkach... Owszem, z niezrozumiałych powodów w polskich tekstach wszyscy używają anglosaskiego systemu miar... No, ale gdybyż tylko takie problemy były z większością fantasy, to byłby powód do radości. Wyruszcie w podróż z Górską Strażą, nie pożałujecie.

  • Tytuł: Opowieści z Meekhańskiego pogranicza. Północ - Południe
  • Autor: Robert M. Wegner
  • Wydawnictwo: Powergraph, 2012 rok
  • Wydanie: okładka twarda, 576 str.
  • Cena: 47 zł

Pierwsze strony książki możecie obejrzeć na stronie wydawcy.


>>Kup tani tablet KIANO Zip CITY II w sklepie sferis.pl

Wielkie i czerwone... nic - recenzja filmu Hellboy
Gdy magowie się kłócą, planety się rozpadają - recenzja Driftland: The Magic Revival
Pieniądz robi pieniądz - recenzja Anno 1800
Jaja bez trzymanki i wartości rodzinne - recenzja filmu Shazam!
najnowsze