Bez prądu - książki

Jacek Dukaj - "Lód" - recenzja

grimnir, 29 grudnia 2007 20:34 14

Kolejna wspaniała książka

Kolejna wspaniała książka

Syberia to kraj daleki i o reputacji dla Polaka co najmniej wątpliwej. Niby człek wie o jej niezmierzonych bogactwach naturalnych, cudnej przyrodzie (zobaczymy, jak długo jeszcze Rosjanie pozwolą jej istnieć) i ciekawej faunie. Tym niemniej dzięki wielu latom w „objęciach bratniego narodu” kraina ta kojarzy się raczej z leczeniem klimatycznym z chorób zwanych wolnością, niepodległością tudzież innymi durnymi marzeniami. Jednakże coś z tej nielubianej części świata musiało nad Rzeczpospolitą (dowolnego numeru – acz aktualną) przywiać, skoro pojawia się ona w polskiej literaturze fantastycznej po raz wtóry w tym roku. Po świetnej Rudej sforze Kossakowskiej syberyjskie tematy drążyć zaczął był bowiem sam pan Jacek Dukaj – persona raczej dobrze znana każdemu miłośnikowi dobrej fantastyki, nie tylko polskiej.

Lód, bo taki tytuł nosi jego najnowsza powieść, jest kolejną już po Xavrasie Wyżrynie i Innych pieśniach historią alternatywną. Tym razem wydarzenie, które zmieniło czy też raczej, posługując się terminologią powieściową, „zamroziło” Historię, zaszło właśnie na Syberii. Po uderzeniu meteorytu tunguskiego świat zmienił się mocno. Po pierwsze, jak sam tytuł utworu sugeruje, spory jego kawał zamarzł. I to tak całkiem solidnie. Do stanu wymykającego się znanym czy choćby podejrzewanym prawom fizyki. Ba, dzięki temu dziwnemu faktowi pojawiły się całkiem nowe technologie i materiały – zimnazo, marostiekło i najdroższy minerał świata, wpływający na rozchodzenie się fal świetlnych i zarazem niezbędny do wszelkich nowych wynalazków surowiec, tungetyt.

Jednak strona ekonomiczno-akademicka zagadnienia to tylko jeden z efektów impaktu. Lód zamraża również idee i ludzkie charaktery. Zamroził także politykę. W 1924 roku Cesarstwo Rosyjskie istnieje sobie w najlepszej komitywie z Austro-Węgrami oraz Cesarstwem Niemieckim. Wojna z Krajem Kwitnącej Wiśni ciągnie się z przerwami od 1905 r., zaś Legion Japoński pod wodzą niejakiego Piłsudskiego wysadza tory i mosty na trasach rosyjskich uzupełnień. Po Zamrożonej Warszawie hulają wśród ludzi tajemnicze luty, dziwne istoty – nieistoty lodu. Ojczyzną ich jest prawdopodobnie Syberia, jeśli nie sam Kosmos. Nie wiadomo, po co i jak przemrażają się przez ziemię, i biada człekowi, który tknie któregoś z nich. Zamarznie taki z kretesem.

W takich to smętnych okolicznościach niejaki pan Benedykt Gierosławski, syn Filipa – terrorysty polskiego (oczywiście – Ruskie póki co triumfują, więc wszystko, co przeciw nim, to terroryzm), zesłanego zresztą na katorgę syberyjską – zostaje wezwany do carskiego Ministerstwa Zimy i obarczony misją odnalezienia rodziciela. Tak się składa bowiem, że ów w jakiś sposób zdolny jest porozumiewać się z lutymi... Na drodze Benedykta – hazardzisty i matematyka – staje pośrednio lub bezpośrednio mrowie nader ciekawych postaci epoki. Oplatają go spiski carskiej ochrany, skłóconych stronnictw w Dumie, tak samo skłóconych polskich konspiratorów, ruskich sekciarzy – odszczepieńców od ortodoksyjnego prawosławia, wierzących w boską moc i świętość lodu. Pełen zestaw wariatów, awanturników i zbrodniarzy, który najspokojniejszego duchem człeka doprowadziłby do fiksum dyrdum.

O ile Aleksander Dumas ojciec raczył był kiedyś powiedzieć, że historia to gwóźdź, na którym wiesza on swoje powieści, o tyle o Jacku Dukaju można powiedzieć, że on swoje utwory wiesza już to na filozofii, to na klasycznej literaturze i kulturze europejskiej. Po platońskich Innych Pieśniach czy też będącym hołdem i trawestacją Krasińskiego Cruxie za gwoździk robią sobie cicho i pokornie panowie Bierdiajew i Kotarbiński. Najwyraźniej Dukaj chce nieść przed narodem oświaty kaganiec i zmusić do ponownego przyjrzenia się swemu rodowodowi kulturowemu. Nie należy się tym jednak przerażać (jakby zachęcenie do lektury mogło którekolwiek z Szanownych Czytelników i Czytelniczek przerazić), akcji i napięcia w tej powieści na pewno wam nie zbraknie.

Osobną kwestię charakteryzującą twórczość owego autora stanowi język... Ten człowiek tworzy osobny język dla każdego niemal swego utworu. Czy to grekopochodną mowę Innych pieśni, czy to osobny rodzaj i gramatykę dla postludzkich kultur w Perfekcyjnej niedoskonałości. Nie inaczej jest i w Lodzie, tu mamy do czynienia z polszczyzną utytłaną w rosyjskim, nawet składnia uległa pewnemu zruszczeniu, ostatecznie wynaradawianie trwa już długo, a nic nie wskazuje na wielką wojnę europejską, która dałaby Polakom wolność.

Artyzm autora (bo trudno inaczej to ująć), po prostu urzeka. Ten pisarz jest chyba najlepszym twórcą literatury polskiej naszej doby. I nie jest to bynajmniej przesada. Udowadnia to wraz z każdą kolejną, coraz lepszą książką, którą wydaje.

Jedna dobra rada. Nie należy robić tylko jednej rzeczy. Bezpośrednio po lekturze Lodu nie warto czytać jakiejś „przyzwoitej” książki. Tylko „niezła” czy „przyzwoita”, ba, nawet całkiem dobra powieść przez kontrast może wylądować w rynsztoku, choć w innych warunkach nie zasłużyłaby na tak ostre potraktowanie.

Plusy: + świetny „dukajowy” warsztat i język + wspaniała wyobraźnia i rozmach + objętość – 1054 strony wystarczą na dłużej Minusy: - objętość sprawiająca, że książka jest potwornie niewygodną „cegłą”, znacznie lepiej byłoby wydać ją w dwóch tomach

Autor: Jacek Dukaj Tytuł: Lód Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie, 2007 rok Wydanie: oprawa twarda, 1054 str. Cena: 59 zł Strona WWW: tutaj

najnowsze