Zakończenie genialnego science fiction pozostaje bez odpowiedzi? Po ponad 40 latach aktor rozwiewa złudzenia fanów

Radosław Krajewski
2026/05/05 14:30
0
0

Prawdopodobnie nigdy nie poznamy odpowiedzi na nurtujące widzów pytanie dotyczące zakończenia tego filmu.

Czy finał kultowego horroru Coś da się jednoznacznie wyjaśnić? Kurt Russell nie ma wątpliwości, że nie o to w tym wszystkim chodzi. Aktor po latach odniósł się do licznych teorii fanów i jasno podkreślił, że zakończenie filmu miało pozostać niejednoznaczne.

Coś
Coś

Coś – Kurt Russell wyjaśnił, że zakończenie filmu miało być niejednoznaczne

Film w reżyserii John Carpenter, inspirowany opowiadaniem Who Goes There? autorstwa Johna W. Campbella, opowiada historię tajemniczego organizmu zdolnego do perfekcyjnego naśladowania ludzi. Akcja rozgrywa się na Antarktydzie, gdzie naukowcy z placówki Outpost 31 stopniowo popadają w paranoję, nie wiedząc, kto jest jeszcze człowiekiem, a kto już „czymś”.

Od premiery minęły ponad cztery dekady, a finałowa scena z udziałem MacReady’ego i Childsa wciąż budzi emocje. Wielu widzów próbowało rozszyfrować, który z bohaterów jest imitacją, a który pozostał człowiekiem. Nawet operator filmu, Dean Cundey, sugerował kiedyś, że odpowiedź można odnaleźć w oświetleniu scen. Te interpretacje zostały jednak podważone przez samego reżysera.

Russell, który ponownie wrócił do tematu przy okazji specjalnego pokazu filmu w Portland, przyznał, że stoi po stronie Carpentera:

Muszę się zgodzić z Johnem w tej kwestii.

Aktor podkreślił również, że w gruncie rzeczy odpowiedź nie ma znaczenia, ponieważ los bohaterów i tak był przesądzony:

Spójrzcie, istota w Coś, którą trzeba zrozumieć, polega na tym, że ten film miał być jednym, zamkniętym dziełem. Nie powstawał w czasach, gdy myśleliśmy o rozwijaniu tego konceptu dalej. To historia z konkretnym zakończeniem. John i ja długo o nim rozmawialiśmy i ostatecznie zdecydowaliśmy się na to, które widzicie w filmie. Scenariusz Billa Lancastera był bardzo zwarty i wszystko w nim działało precyzyjnie. Jeśli ten organizm dotarłby na Ziemię, albo już to zrobił, bardzo trudno byłoby cokolwiek z tym zrobić.

GramTV przedstawia:

Russell zwrócił uwagę, że siłą filmu jest właśnie brak jednoznacznej odpowiedzi:

Dla mnie najlepszą rzeczą w Coś jest zakończenie i to ono dało temu filmowi życie. Można iść w setki różnych interpretacji i zastanawiać się nad każdym szczegółem, ale to wszystko było zamierzone. Historia została napisana tak, aby zostawić przestrzeń na takie rozważania. Im więcej widz analizuje, tym bardziej zaczyna się niepokoić. Na końcu mamy dwóch ludzi, którzy mają powody, by podejrzewać siebie nawzajem. To film o paranoi, a ona nie znika. Ona nie znika.

Produkcja była trzecią współpracą Russella z Carpenterem po filmach Elvis oraz Ucieczka z Nowego Jorku. Mimo że dziś Coś uznawany jest za arcydzieło, w momencie premiery spotkał się z chłodnym przyjęciem.

Russell wspomina, że Carpenter zawsze stawiał na artystyczną wizję, a nie komercyjny sukces:

Najlepsze u Johna było to, że podejmował decyzje wyłącznie pod kątem tego, co było najlepsze dla filmu, a nie tego, co przyniesie największy sukces komercyjny. Ten film wyprzedzał swoje czasy. Trudno było zrozumieć, że to historia o paranoi, a nie tylko o potworze, dlatego ciężko było ją sprzedać widzom.

Na koniec Russell podkreślił, że współczesny odbiór filmu jest znacznie dojrzalszy niż w latach osiemdziesiątych:

Dziś widzowie dostrzegają ten film takim, jakim miał być. W 1982 roku wiele osób widziało w nim jedynie przerażającego potwora. Tymczasem to historia o paranoi i niepewności, o tym, że nie wiemy, kim jest druga osoba. To właśnie było sednem książki Who Goes There?. John nie robił remake’u, tylko pierwszą, wierną adaptację tej historii. Po ponad 40 latach ludzie naprawdę zaczęli doceniać tę zagadkę i napięcie finału, w którym po prostu nie da się poznać odpowiedzi.

Komentarze
0



Nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Napisz komentarz jako pierwszy!