Amerykański gitarzysta i wokalista bluesowy John Hammond zmarł w wieku 83 lat.
Informację o śmierci muzyka podało w weekend kilka źródeł. Artysta pozostawił trzecią żonę, Marlę. Hammond był jedną z kluczowych postaci bluesowego boomu w nowojorskim Greenwich Village w latach 60. Swój debiutancki album zatytułowany po prostu John Hammond, wydał w 1963 roku. Płyta uchodzi za jeden z pierwszych albumów bluesowych nagranych przez białego muzyka i wyznaczyła nowe kierunki w gatunku.
John Hammond
Zmarła legenda bluesa – John Hammond
Był synem i imiennikiem legendarnego producenta i łowcy talentów wytwórni Columbia Records. Relacje między nimi były jednak zdystansowane. Rodzice muzyka rozstali się, gdy był dzieckiem, a on sam dorastał głównie pod opieką matki. Zanurzony w rozwijającej się scenie folkowej Greenwich Village, Hammond poświęcił się bluesowi, inspirując się akustycznym stylem Lightnin' Hopkins oraz potężnym wokalem Muddy Waters.
John przez lata pozostawał kultowym artystą i cieszył się ogromnym uznaniem wśród innych muzyków. W 1965 roku nagrywał m.in. z gitarzystą Mike’iem Bloomfieldem oraz z muzykami Robbiem Robertsonem, Garthem Hudsonem i Levonem Helmem, czyli artystami, którzy wkrótce stworzyli zespół The Band. Podczas rezydentury w Greenwich Village w 1968 roku dokonał nie lada wyczynu, ponieważ na scenie dołączyli do niego zarówno Eric Clapton, jak i Jimi Hendrix.
GramTV przedstawia:
Przez dekady intensywnie koncertował i nagrywał, wypracowując unikalny styl, który zdobył uznanie krytyków, choć nigdy nie przyniósł mu masowej popularności. Był wieloletnim przyjacielem Tom Waits. W 2001 roku nagrał niemal w całości album z jego utworami, a mianowicie ceniony Wicked Grin.
Nieustannie promował bluesa, nagrywając ponad 30 albumów dla różnych wytwórni. Trzykrotnie stawał na ślubnym kobiercu. W 1985 roku otrzymał nagrodę Grammy za wkład w kompilację Blues Explosion oraz zdobył kilka kolejnych nominacji. Uhonorowano go również ośmioma Blues Music Awards, a w 2011 roku został wprowadzony do Blues Hall of Fame. Odejście Johna Hammonda to koniec pewnej epoki w historii amerykańskiego bluesa.
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Napisz komentarz jako pierwszy!