Kultowa seria science fiction zostanie zniszczona? Gwiazda uniwersum obawia się, że franczyza pójdzie w stronę polityki Donalda Trumpa

Radosław Krajewski
2026/06/24 19:40
0
0

Aktor nie ukrywa swoich obaw co do przyszłości serii.

Robert Picardo, czyli aktor od lat kojarzony z rolą Doktora ze Star Trek: Voyager, zabrał głos w sprawie przyszłości jednej z najważniejszych marek science fiction. Gwiazda serii nie ukrywa, że z niepokojem patrzy na kierunek, w którym może podążyć uniwersum stworzone przez Gene’a Roddenberry’ego.

Star Trek: Akademia Gwiezdnej Floty – Robert Picardo
Star Trek: Akademia Gwiezdnej Floty – Robert Picardo

Star Trek – Robert Picardo obawia się, że nowe odsłony serii będą odwoływać się do politycznej doktryny Donalda Trumpa

Robert Picardo jest związany ze Star Trek od 1995 roku, kiedy w serialu Star Trek: Voyager po raz pierwszy pojawił się jako Doktor, czyli Awaryjny Hologram Medyczny. Po latach aktor wraca do tej roli w Star Trek: Akademia Gwiezdnej Floty, ale przy okazji spotkania z fanami na Spacecon 2026 dał jasno do zrozumienia, że jego radość z powrotu miesza się z obawami o dalsze losy franczyzy.

Powód? Na ten moment przyszłość telewizyjnego Star Trek nie wygląda zbyt dobrze. W produkcji pozostają obecnie dwa aktorskie seriale, czyli Star Trek: Nieznane nowe światy oraz Star Trek: Akademia Gwiezdnej Floty. Obie serie mają jednak zakończyć się w 2027 roku, wraz ze swoimi finałowymi sezonami. Poza nimi nie zapowiedziano jeszcze żadnych kolejnych aktorskich projektów na mały ekran.

Podczas rozmowy z fanami Picardo przyznał, że martwi się o to, czy osoby odpowiedzialne obecnie za przyszłość marki rzeczywiście rozumieją, co przez dekady wyróżniało Star Trek na tle innych produkcji science fiction. Aktor odniósł się przede wszystkim do kwestii różnorodności, inkluzywności oraz wizji przyszłości opartej na współpracy, a nie dominacji.

Trochę martwię się o przyszłość Star Trek, ponieważ krytykowano nas za zbyt dużą różnorodność i inkluzywność, a to przecież jedna z podstawowych wartości Star Trek. Nie wiem, jak można robić Star Trek bez tego elementu.

Picardo podkreślił również, że niezależnie od tego, jaki kształt przyjmie kolejny etap rozwoju marki, seria powinna pozostać wierna idei wspólnego działania różnych cywilizacji. Według aktora Star Trek zawsze był opowieścią o porozumieniu, dialogu i wyobrażeniu lepszej przyszłości, a nie historią o podboju kosmosu.

Mam nadzieję, że czymkolwiek będzie następny Star Trek, a wiem, że czeka nas przerwa, zachowa on te wartości. Że zawsze będzie Narodami Zjednoczonymi w kosmosie, a nie America First w kosmosie. I że pozostanie opowieścią o współpracy. To wizja współdziałania planet zdolnych do podróży międzygwiezdnych w przyszłości, a nie pomysł w stylu: wyruszmy i podbijmy planety Wenezueli, Iranu, Grenlandii oraz Kuby.

GramTV przedstawia:

America First to hasło polityczne oznaczające stawianie interesów Stanów Zjednoczonych ponad zobowiązaniami międzynarodowymi, sojuszami czy globalną współpracą. W praktyce kojarzy się przede wszystkim z izolacjonizmem, protekcjonizmem gospodarczym, ograniczaniem zaangażowania USA za granicą oraz przekonaniem, że decyzje polityczne, ekonomiczne i militarne powinny być podejmowane przede wszystkim z myślą o korzyściach dla Amerykanów. Współcześnie termin ten najmocniej łączony jest z Donaldem Trumpem i jego programem politycznym, ale samo hasło pojawiało się w amerykańskiej debacie już wcześniej, między innymi przed II wojną światową, gdy używali go przeciwnicy angażowania USA w konflikty poza krajem.

Komentarze Picardo pojawiają się w momencie, w którym fani Star Trek z jednej strony czekają na nowe informacje, a z drugiej coraz uważniej przyglądają się decyzjom Paramount. Marka w ostatnich latach była mocno obecna na platformie Paramount+, ale po zakończeniu Star Trek: Discovery, Star Trek: Picard, Lower Decks oraz Prodigy przyszłość serialowej serii nie jest jasna.

Nie bez znaczenia pozostaje także sytuacja samego Paramount. Firma znajduje się w trakcie dużej transakcji przejęcia Warner Bros., a kontrolę nad nią sprawuje rodzina Ellisonów, od lat kojarzona ze wsparciem dla Donalda Trumpa oraz środowisk uznawanych przez wielu obserwatorów za prawicowe lub skrajnie prawicowe. W takim kontekście słowa Picardo wybrzmiewają nie tylko jako komentarz do jednej serii, ale również jako szersza obawa o to, czy nowe decyzje biznesowe nie wpłyną na tożsamość Star Trek.

Dla wieloletnich fanów różnorodność nigdy nie była dodatkiem do tego uniwersum, lecz jednym z jego fundamentów. Już Star Trek: The Original Series w latach 60. wykorzystywał futurystyczną konwencję do rozmowy o współczesnych problemach społecznych, uprzedzeniach, konfliktach i możliwościach budowania lepszego świata. Pytanie brzmi więc nie tylko, kiedy zobaczymy kolejny rozdział marki, ale także, czy zachowa on ducha, dzięki któremu Star Trek przetrwał tyle dekad.

Komentarze
0



Nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Napisz komentarz jako pierwszy!