Pojawiające się co jakiś czas przecieki to prawdziwa zmora twórców gier. Bo chociaż nie wszystkie okazują się prawdą, to nierzadko dają nam wgląd w pracę studiów wcześniej niż życzyliby sobie tego sami deweloperzy i wydawcy.
Czy jednak dochodzimy do momentu, w którym przecieki znikną? Pomóc w tym miałaby sztuczna inteligencja.
Sztuczna inteligencja będzie wykrywać źródła leakówGrafika wygenerowana przez AI
Leakerzy na celowniku sztucznej inteligencji
Podczas tegorocznego Game Developers Conference Troy Batterberry, który wcześniej spędził 25 lat w Microsofcie, zaprezentował nową technologię, za którą stoi jego obecny pracodawca, EchoMark. Notabene pracodawca, którego sam Batterberry jest współzałożycielem. Tak czy inaczej, mowa tutaj o wykorzystaniu AI do tego, by ukryć “na widoku” unikalne znaki identyfikacyjne. Wszystko za pomocą tzw. steganografii. Jednym z głównych rozwiązań jest wprowadzenie tysięcy korekt w odstępach między liniami – tak subtelnych, że wręcz niedostrzegalnych dla ludzkiego oka. Niemniej sztuczna inteligencja będzie w stanie je zauważyć i w ten sposób zidentyfikować, do którego pracownika mogła należeć “zleakowania” kopia danego dokumentu.
GramTV przedstawia:
Ale to jeszcze nie wszystko. Dzięki technologii EchoMark sztuczna inteligencja może np. zmieniać wyrazy na ich synonimy czy też modyfikować całą strukturę zdań, tworząc nawet bilion unikalnych wersji jednej i ten samej notatki. Takie rozwiązanie raz jeszcze wskaże dokładnie, kto mógł być informatorem odpowiedzialnym za wyciek informacji. Ponadto mowa też o rozwiązaniu nazwanym Alpha Blend. W tym wypadku na ekranie komputera pojawia się półprzezroczysty i niemal niewidoczny znak. Gdy ktoś wykona zdjęcie monitora, sieć neuronowa wykryje tenże znak i będzie w stanie przypisać go do konkretnego pracownika.
Giganci branży od dawna narzekają na regularnie pojawiające się leaki, dzięki którym o większości gier wiemy jeszcze przed ich oficjalnym ogłoszeniem. Samo EchoMark twierdzi, iż przecieki niszczą radość, która pojawiałaby się podczas ogłoszenia wcześniej nieujawnionego nam projektu, a na dodatek mogą wpływać na ceny akcji czy nawet wyniki sprzedaży. Powyższe narzędzia mogą jednak sprawić, że powoli zmierzamy do końca ery leaków.
Absolwent dziennikarstwa sportowego na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Pasjonat esportu, piłki nożnej i polityki. Od 2026 roku redaktor Gram.pl.
Nic to nie da, bo pracownicy będą zwyczajnie świadomi tego. Co za tym idzie, jeżeli notatka wyjdzie, to będzie zredagowana informacja, a nie oryginalny tekst. Jedyny sposób to mieć fałszywą informację per pracownika. Licząc, że poda detal, który tylko on zna. Ale to się robi nawet bez AI.
A co do obrazów, to jest prosty sposób. Wystarczy przeprowadzić tę samą operację na obrazie. Po prostu nasrać drobnych niedostrzegalnych artefaktów.
Dodatkowo obstawiam, że pojawią się narzędzia do wykrywania artefaktów. Już teraz są takowe, których celem jest szukanie śladów korekty programem graficznym.