Olivia Wilde, reżyserka Nie martw się, kochanie, kompletnie nie przejęła się porażką filmu. Twierdzi, że dzięki temu mogła nakręcić swój najbardziej osobisty film i postawić na kino zamiast streamingu.
Po sukcesie Szkoły melanżu w 2019 roku wydawało się, że Olivia Wilde błyskawicznie dołączy do grona najciekawszych reżyserek Hollywood. Rzeczywistość okazała się jednak bardziej brutalna. Jej kolejny film – Nie martw się, kochanie – został przyjęty przez krytyków bardzo chłodno, zdobywając zaledwie 38% pozytywnych recenzji w serwisie Rotten Tomatoes. To w prostej linii zaprowadziło film do porażki w kinach. Dziś Wilde przekonuje jednak, że właśnie ta hisoria pozwoliła jej odzyskać twórczą swobodę.
Nie martw się, kochanie
Reżyserka filmu Nie martw się, kochanie uznała, że porażka filmu była jej potrzebna
W rozmowie z Variety reżyserka przyznała, że negatywny odbiór filmu paradoksalnie okazał się dla niej czymś oczyszczającym.
Wierzę w wartość wczesnych porażek. Kiedy przechodzisz przez coś takiego jak Nie martw się, kochanie i jego 38% na Rotten Tomatoes, czujesz pewnego rodzaju wyzwolenie.
Efektem takiego podejścia jest Zaproszenie, trzeci film Wilde jako reżyserki. To kameralna komedia z elementami thrillera, której akcja niemal w całości rozgrywa się w jednym mieszkaniu w San Francisco. Produkcja została nakręcona w zaledwie 21 dni, a sceny realizowano zgodnie z chronologią wydarzeń, co pozwoliło aktorom budować relacje między bohaterami niczym podczas prób teatralnych.
Jedną z głównych ról zagrał Seth Rogen, którego Wilde określa jako będącego u szczytu swoich aktorskich możliwości. Reżyserka nie szczędzi mu pochwał, twierdząc, że to najlepszy występ w jego dotychczasowej karierze. Co ciekawe, mimo zainteresowania platform streamingowych, Wilde od początku była zdecydowana, by Zaproszenie trafił do kin. Polska premiera filmu odbędzie się już 3 lipca.
GramTV przedstawia:
Byłam nieugięta. Nie chciałam, żeby ten film trafił na platformę streamingową. Każdy tradycyjny dystrybutor chciał wprowadzić go do kin i uznałam to za bardzo dobry znak.
Za dystrybucję odpowiada A24, a sama reżyserka uważa, że widzowie – szczególnie młodsze pokolenie – coraz chętniej wracają do kin i są gotowi dać szansę autorskim projektom. Wygląda więc na to, że po burzliwym okresie związanym z Nie martw się, kochanie Olivia Wilde postanowiła tworzyć filmy przede wszystkim na własnych zasadach.
Dziennikarz filmowy, krytyk. Lubi otwarte podejście do kina i popkultury. Fantastykę w każdej postaci przeplata seansami klasyki. Gdy akurat nie gra w Diablo 4, nie pogardzi dobrym komiksem i książką.