Jej film zdobył tylko 38% na Rotten Tomatoes. Uznała to za "wyzwalające"

Jakub Piwoński
2026/06/29 10:40
2
0

Olivia Wilde, reżyserka Nie martw się, kochanie, kompletnie nie przejęła się porażką filmu. Twierdzi, że dzięki temu mogła nakręcić swój najbardziej osobisty film i postawić na kino zamiast streamingu.

Po sukcesie Szkoły melanżu w 2019 roku wydawało się, że Olivia Wilde błyskawicznie dołączy do grona najciekawszych reżyserek Hollywood. Rzeczywistość okazała się jednak bardziej brutalna. Jej kolejny film – Nie martw się, kochanie – został przyjęty przez krytyków bardzo chłodno, zdobywając zaledwie 38% pozytywnych recenzji w serwisie Rotten Tomatoes. To w prostej linii zaprowadziło film do porażki w kinach. Dziś Wilde przekonuje jednak, że właśnie ta hisoria pozwoliła jej odzyskać twórczą swobodę.

 Nie martw się, kochanie
Nie martw się, kochanie

Reżyserka filmu Nie martw się, kochanie uznała, że porażka filmu była jej potrzebna

W rozmowie z Variety reżyserka przyznała, że negatywny odbiór filmu paradoksalnie okazał się dla niej czymś oczyszczającym.

Wierzę w wartość wczesnych porażek. Kiedy przechodzisz przez coś takiego jak Nie martw się, kochanie i jego 38% na Rotten Tomatoes, czujesz pewnego rodzaju wyzwolenie.

Efektem takiego podejścia jest Zaproszenie, trzeci film Wilde jako reżyserki. To kameralna komedia z elementami thrillera, której akcja niemal w całości rozgrywa się w jednym mieszkaniu w San Francisco. Produkcja została nakręcona w zaledwie 21 dni, a sceny realizowano zgodnie z chronologią wydarzeń, co pozwoliło aktorom budować relacje między bohaterami niczym podczas prób teatralnych.

Jedną z głównych ról zagrał Seth Rogen, którego Wilde określa jako będącego u szczytu swoich aktorskich możliwości. Reżyserka nie szczędzi mu pochwał, twierdząc, że to najlepszy występ w jego dotychczasowej karierze. Co ciekawe, mimo zainteresowania platform streamingowych, Wilde od początku była zdecydowana, by Zaproszenie trafił do kin. Polska premiera filmu odbędzie się już 3 lipca.

GramTV przedstawia:

Byłam nieugięta. Nie chciałam, żeby ten film trafił na platformę streamingową. Każdy tradycyjny dystrybutor chciał wprowadzić go do kin i uznałam to za bardzo dobry znak.

Za dystrybucję odpowiada A24, a sama reżyserka uważa, że widzowie – szczególnie młodsze pokolenie – coraz chętniej wracają do kin i są gotowi dać szansę autorskim projektom. Wygląda więc na to, że po burzliwym okresie związanym z Nie martw się, kochanie Olivia Wilde postanowiła tworzyć filmy przede wszystkim na własnych zasadach.

Komentarze
2
sc
Gramowicz
Dzisiaj 11:09

Albo skończy jak Vega.

dariuszp
Gramowicz
Dzisiaj 10:56

Przynajmniej kiedy jej nie wyjdzie to w przeciwieństwie do reszty potrafi przyznać że jej nie wyszło zamiast szukać problemu wszędzie indziej.