Warhorse Studios dziś ma już ugruntowaną pozycję. Niemniej początki studia wyglądały zupełnie inaczej.
Problemy ze znalezieniem wydawcy, zbiórka na Kickstarterze i ogromny sukces przy sequelu. W tej historii wiele się działo.
Kingdom Come: Deliverance
Gdzie wydawcy nie chcieli, tam pomógł Kickstartet
Wszystko zaczęło się od tego, jak Martin Klima z Bohemia Interactive oraz Daniel Vavra z 2K Czech zostali zapoznani przez Viktora Bocana. Już wtedy Vavra miał pomysł na umiejscowione w XV-wiecznych Czechach RPG, był jednak problem – brak inwestora. Jak się okazuje, nowo założone studio potrzebowało sporo środków i dostało je od czesko-amerykańskiego miliardera, Zdenka Bakali. To wystarczyło jednak na uruchomienie zespołu oraz rozpoczęcie prac, ale nie na ich ukończenie. Tutaj była daleka droga – trudniejsza tym bardziej, że Czechom nie udało się dostatecznie zachęcić żadnego z wydawców, z którymi rozmawiali.
Jak wspomina Klima w rozmowie z PCGamerem:
Prosiliśmy o całkiem sporo pieniędzy. Wtedy było naprawdę trudno... Znalezienie inwestora zajęło nam dwa lata. [...] Mieliśmy naprawdę fajne demo gry. Zatrudniliśmy agencję. Jeździliśmy po świecie. Rozmawialiśmy z, nie wiem, 50 różnymi wydawcami na trzech kontynentach. Nikt nie był zainteresowany. [...]
Jestem w tym biznesie od 30 lat i udało mi się sprzedać wydawcy tylko jedną grę – Original War w 1997 roku. To doświadczenie, próby sprzedania Kingdom Come wydawcom, naprawdę otworzyło mi oczy na to, jak trudne, wręcz niemal niemożliwe, jest to zadanie. Dlatego ogromną ulgą i potwierdzeniem naszych racji było zobaczenie, że gracze się z nami zgadzają.
GramTV przedstawia:
Po wielu niepowodzeniach włodarze Warhorse podjęli nietypową decyzję i postawili na crowdfunding. Decyzja ta okazała się jednak strzałem w dziesiątkę, bo Kingdom Come: Deliverance zostało wsparte finansowo przed ponad 35 tysięcy osób. Dzięki temu gra mogła ostatecznie ukazać się w 2018 roku. Zdaniem Klimy kluczowe znaczenie miało tutaj odmienne podejście produkcji do gatunku, bo w tym wypadku nie robiono z nas zbawcy świata.
Myślę, że chodzi o ideę RPG dla dorosłych. Wciąż jestem znudzony i zmęczony wszystkimi tymi RPG-ami, w których jesteś wybrańcem... Nikt nie robi gry, która powiedziałaby: “Dobra, to jest duże RPG, a ty jesteś nikim i nie zostaniesz zbawcą świata. To gra o zwykłym, przypadkowym człowieku, który robi zwykłe rzeczy zwykłego, przypadkowego człowieka, a na końcu jest tylko umiarkowanie mniejszym nikim” – stwierdził 57-latek.
Absolwent dziennikarstwa sportowego na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Pasjonat esportu, piłki nożnej i polityki. Od 2026 roku redaktor Gram.pl.
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Napisz komentarz jako pierwszy!