Specjalny pokaz kultowej komedii w Los Angeles został odwołany.
ALI G, tfu, Borat, tfu, Sacha Baron Cohen – tak czy inaczej, jeden z najbardziej kontrowersyjnych komediowych twórców ostatnich dwóch dekad znów wywołał zamieszanie. Kampania promocyjna nowego filmu o Ali G sprzyja zresztą przypominaniu jego wcześniejszych, równie kontrowersyjnych wcieleń. Jednym z nich jest oczywiście Borat, fikcyjny dziennikarz z Kazachstanu, który w 2006 roku podbił kina swoim niepoprawnym politycznie humorem. Teraz postać miała powrócić na wielki ekran podczas specjalnego pokazu w Los Angeles. Nie doszło jednak do seansu.
Borat
Pokaz Borata został po cichu odwołany. W tle zarzuty o rasizm i syjonizm
Za wydarzenie odpowiadała organizacja Vidiots, zajmująca się promocją kina i niezależnego filmu w Los Angeles. W sobotę miał odbyć się specjalny pokaz Borata, podczas którego pojawić się mieli producenci filmu oraz projektant kostiumów odpowiedzialny między innymi za słynny strój głównego bohatera. Wydarzenie miało cieszyć się dużym zainteresowaniem, ale ostatecznie zostało po prostu usunięte ze strony Vidiots i odwołane bez oficjalnego komunikatu. Nie poinformowano nawet o jego przełożeniu na inny termin.
Według informacji, do których dotarł World of Reel, przed seansem pojawiły się protesty dotyczące zarówno samego filmu, jak i Sachy Barona Cohena. Krytycy zarzucali Boratowi przedstawianie rasistowskich stereotypów, natomiast aktora określali mianem syjonisty. Jedna z osób zaznajomionych ze sprawą stwierdziła, że „aktywiści wygrali”.
GramTV przedstawia:
Warto przypomnieć, że Borat został celowo skonstruowany jako skrajnie ignorancki i politycznie niepoprawny bohater, którego humor opierał się właśnie na stereotypach, absurdalnych zachowaniach i obraźliwych nieporozumieniach. Problem w tym, że Sacha Barona Cohen coraz częściej zderza się dzisiaj z dużo bardziej krytycznym podejściem do tego rodzaju satyry. Aktor przekonuje się o tym również przy okazji powrotu Ali G. Jak pisaliśmy wcześniej, nowy film z Ali G ma trafić do kin 23 października za pośrednictwem Amazona, ale już teraz spotyka się z protestami w Wielkiej Brytanii. Organizacja NewsCord prowadzi kampanię, w której apeluje do największych sieci kinowych, aby nie wyświetlały produkcji – ponoć, do sieci kin miało trafić już ponad 27 tysięcy wiadomości.
Sytuacja pokazuje, jak bardzo zmieniło się podejście do twórczości Cohena od czasów największej popularności Ali G i Borata. Żarty, które w połowie lat 2000. uchodziły za bezkompromisową satyrę, dziś są znacznie częściej analizowane pod kątem tego, czy nie przekraczają granicy między prowokacją a obrażaniem przedstawianych grup. Pojedynczy pokaz filmu staje się problemem.
Dziennikarz filmowy, krytyk. Lubi otwarte podejście do kina i popkultury. Fantastykę w każdej postaci przeplata seansami klasyki. Gdy akurat nie gra w Diablo 4, nie pogardzi dobrym komiksem i książką.
Ci, którzy najgłośniej krzyczą... Ludzie to komedia, ogarnijcie się. Nie oglądajcie jeśli się wam nie podoba.
To by było rozsądne podejście. Niestety aktywiści mają to do siebie że oni nie chcą po prostu nie oglądać tego co im się nie podoba. Oni chcą dyktować co inni mogą oglądać. Bo myślą że jeżeli powstrzymają Cię przed oglądaniem czegoś to jakoś zwyciężą bo myślą że jak ktoś zobaczy Borata to od razu stanie się rasistą. Tak samo myśleli że jak ludzie pójdą obejrzeć Jokera to wszędzie będą strzelaniny.
Plus taki że ich płacze doprowadzą do tego że jeszcze więcej ludzi pójdzie obejrzeć Borata tak samo jak cała masa ludzi poszłą obejrzeć Jokera.
Silverburg
Gramowicz
02/09/2026 11:57
wolff01 napisał:
Mówi się że toksyczni gracze mają "rzekomy" wpływ na gry i zastraszają studia developerskie. Pismaki mainstreamowych portali "stają murem" za korporacjami które im płacą studiami i zarzekają się jak to ciężko w branży, że jesteś non-stop zalewany hejtem, że nie możesz swobodnie wprowadzać swoich pomysłów do gier itd. Że biedni developerzy są hejtowani przez konserwatywnych/mizoginistycznych trolli. A ja myślę że wielu graczy/komentatorów popkultury chciałoby mieć taki realny wpływ na swoje ulubione produkcje, kireunkó rozwoju IP, ich "reinterpretacji" - ale mogą o tym wielokrotnie pomarzyć, chyba że mówimy o projektach Early Access itp.
A tymczasem grupce aktywistów która ma siłę przebicia udaje się odwołać cały event filmowy.
I kto teraz ma realny wpływ na popkulture?
Ci, którzy najgłośniej krzyczą... Ludzie to komedia, ogarnijcie się. Nie oglądajcie jeśli się wam nie podoba.
wolff01
Gramowicz
02/09/2026 11:08
Mówi się że toksyczni gracze mają "rzekomy" wpływ na gry i zastraszają studia developerskie. Pismaki mainstreamowych portali "stają murem" za korporacjami które im płacą studiami i zarzekają się jak to ciężko w branży, że jesteś non-stop zalewany hejtem, że nie możesz swobodnie wprowadzać swoich pomysłów do gier itd. Że biedni developerzy są hejtowani przez konserwatywnych/mizoginistycznych trolli. A ja myślę że wielu graczy/komentatorów popkultury chciałoby mieć taki realny wpływ na swoje ulubione produkcje, kireunkó rozwoju IP, ich "reinterpretacji" - ale mogą o tym wielokrotnie pomarzyć, chyba że mówimy o projektach Early Access itp.
A tymczasem grupce aktywistów która ma siłę przebicia udaje się odwołać cały event filmowy.