Afera wokół recenzji Supergirl. Padły ostre słowa

Radosław Krajewski
2026/07/02 10:30
5
0

Redakcja postanowiła stanąć w obronie swojego recenzenta.

Premiera Supergirl miała być kolejnym ważnym testem dla odświeżonego uniwersum DC, ale zamiast rozmów o przyszłości marki Warner Bros. i DC Studios dostały burzę wokół jednej recenzji. Film z Milly Alcock w roli głównej zanotował rozczarowujący start, zarabiając około 65 milionów dolarów na świecie w ciągu pierwszych czterech dni. Przy budżecie szacowanym na 170 do 186 milionów dolarów taki wynik może oznaczać poważne finansowe problemy widowiska.

Supergirl

Supergirl – afera wokół recenzji Variety

Według Page Six Hollywood to jednak nie sam box office stał się najgłośniejszym tematem po premierowym weekendzie. Więcej emocji wywołała negatywna recenzja Owena Gleibermana, wieloletniego krytyka Variety, który bardzo ostro ocenił film oraz scenariusz Supergirl. W sieci szybko pojawiły się zarzuty o seksizm, a część osób uznała, że tekst przekroczył granice zwykłej krytyki filmowej.

Gleiberman napisał między innymi, że Supergirl to:

Film komiksowy z najgorszym scenariuszem, jaki pamiętam.

Krytyk odniósł się również do wizerunku Milly Alcock, porównując ją do Kristy McNichol połączonej z Dzikim Dzieckiem z Mad Maksa 2, w zbyt dużych okularach w stylu Penny Lane. To właśnie ten fragment stał się jednym z głównych punktów zapalnych całej dyskusji. Variety nie odcięło się jednak od swojego autora. Redakcja przekazała, że stoi po stronie Gleibermana i broni prawa krytyków do niezależnych opinii.

Variety ma długą historię wspierania swoich krytyków i zachęcania ich do wyrażania szczerych oraz niezależnych punktów widzenia.

Redakcja dodała także, że w pełni popiera Gleibermana oraz jego recenzję. W odpowiedzi na tekst w sieci zaczęły pojawiać się artykuły i komentarze uderzające w krytyka. Wśród nagłówków przywoływanych w sprawie znalazły się między innymi teksty sugerujące, że nie trzeba lubić Supergirl, ale napisanie seksistowskiej recenzji jest czymś odpychającym. Inny materiał przekonywał, że Supergirl zasługuje na coś lepszego niż obecna medialna nagonka. Page Six określa całą sytuację jako:

Złowrogą kampanię oszczerstw.

GramTV przedstawia:

Według serwisu w Hollywood zaczęły krążyć plotki, że ktoś z otoczenia Milly Alcock mógł pomóc w nagłośnieniu przynajmniej jednego z tekstów krytycznych wobec Gleibermana. W publikacjach pojawiały się sugestie, że krytyk jest po sześćdziesiątce i ma opinię osoby oderwanej od współczesnej kultury. Przedstawicielka Alcock w rozmowie z Page Six zaprzeczyła jednak, aby aktorka lub jej zespół mieli jakikolwiek udział w rozpowszechnianiu takich twierdzeń.

Kontrowersje nabrały dodatkowego znaczenia, gdy pojawiły się informacje, że co najmniej jedna osoba krytykująca Gleibermana wcześniej skorzystała z w pełni opłaconej wizyty na planie Supergirl w Londynie. To z kolei uruchomiło dyskusję o potencjalnym konflikcie interesów i o tym, gdzie kończy się obrona filmu, a zaczyna próba wywierania presji na krytyków.

Część przedstawicieli branży stanęła po stronie Gleibermana. Jeden z krytyków, cytowany przez Page Six Hollywood, uznał porównanie do Kristy McNichol za nieszkodliwe.

Kristy McNichol jest świetna. Nie uważam, żeby to były niesprawiedliwe analogie.

Inny rozmówca serwisu nazwał oburzenie wokół recenzji zawstydzającym i stwierdził, że zorganizowane kampanie nacisku na krytyków narastają od lat. Sprawa Supergirl wpisuje się więc w szerszy problem relacji między mediami, twórcami, aktorami i społecznościami fanowskimi, które coraz częściej reagują na negatywne opinie w sposób bardzo emocjonalny.

Tymczasem kampania przeciwko Gleibermanowi nie wygasła. Co najmniej jedna autorka tekstów krytycznych wobec recenzji Variety opublikowała kolejny materiał, w którym pyta:

Kiedy branżowe publikacje wyciągną wnioski ze swoich błędów i przestaną brnąć dalej?

Dla Warner Bros. i DC Studios to wyjątkowo niewygodny moment. Supergirl już teraz musi mierzyć się z rozczarowującym wynikiem finansowym, a medialna debata zamiast pomagać filmowi, przenosi uwagę na konflikt wokół jednej recenzji. W praktyce oznacza to, że nowa produkcja DC walczy dziś na dwóch frontach, w kinach oraz wizerunkowo.

Komentarze
5
wolff01
Gramowicz
Dzisiaj 11:42
Silverburg napisał:

To działa w obie strony. Twórcy gniotów znajdują milion powodów dlaczego ich szmira się nie przebiła. Z kolei niedoszli widzowie krytykują filmy zanim jeszcze wyjdą, doklejając mu łatkę "woke", bo w filmie główną rolę gra kobieta. Warci jedni drugich.

Wiesz, porażkę Supergirl można było juz dawno przewidzieć:

- postać nigdy nie była popularna

- Gunn to pajac i nie ma pojęcia co robić z DCCU, do znudzenia kopiuje styl (nie tylko estetykę ale też humor, dobór muzyki itp) jedynej serii filmowej jaka mu wyszła w ostatnich latach

- zaadaptowano komiks który od początku zdradzał jaką postacią będzie w tym filmie Supergirl (hint: "nieznośną, zblazowaną imprezowiczką z depresją"). A już na pewno nie heroiczną. Moim zdaniem mało kto lubi takich bohaterów, wbrew temu co nam chcą wciskać media

- dowalili tradycyjną kampanią medialną "nie podoba ci się co robimy to nie oglądaj"

- wyczuwalna pogarda Gunna i aktorów dla docelowej widowni, komiksów (cholewa mamy 2026 i miliardy zarobione przez komiksowe filmy a oni dalej śmieszkują jakie to głupoty - no cóż, niektórzy te "głupoty" traktują powaznie, np... fani). Absolutne ignorowanie krytyki o to tej konstruktywnej (np. to że przepis na solidny film o superbohaterach jest bardzo prosty, ale oni nie chcą tego robić). Skupiają się na aktywizmie i walce z krytyką.

I tu nie chodzi o "jedni warci drugich". Jak coś jest szmirą to jest szmirą i tyle. Niech się teraz Gunn miota przed szefostwem dlaczego jego film utopi 200 baniek... (bo zakładam że film zarobi gdzieś 100 baniek, a jego koszt + marketing to zapewne coś koło 300-400 baniek)

wolff01
Gramowicz
Dzisiaj 11:31

Swoją drogą wybuchła też inna afera gdzie Dean Cain został zjechany przez lewą stronę bo "rozśmieszył" go mem gdzie Alcock porównuje się do Chaki (stało się to już takim viralem że nikt tego nie powstrzyma). Zarzucano mu m. in. brak "wrażliwości" gdzie on jako osoba pochodzenia pół-azjatyckiego sam mierzył się z rasizmem. Tylko że on jak o tym opowiadał to mówił "takie jest życie, trzeba sobie z tym radzić". I jakoś sobie poradził... i nawet to obraca teraz w żarty i anegdoty (widziałem z nim wywiady, to wyluzowany koleś i wbrew temu co ludzie mówią nie jest "byłym, spłukanym aktorem").

No ale takie mamy obecnie społeczeństwo (przynajmniej w mediach) - o wszystko trzeba sie "oburzać", a nie kształtować charakter.

Silverburg
Gramowicz
Dzisiaj 11:30
wolff01 napisał:

To jest żałosne że mamy 2026 i gdy wychodzi po prostu słaby film cała dyskusja sprowadza się do wyłapywania i interpretowania jakiś "pojednyńczych zdań" i oskarżania recenzentów o seksizm i inne bla bla. A porażka filmu to "wina" mizogonii i tym podobnych. Obudźcie się wreszcie tam w Hollywood.

No cóż od dawna wiadomo że są to działania celowe, takie rozmywanie prawdziwego obrazu porażki danej produkcji. W Hollywood są zbyt uparci żeby zmienić poglądy dlatego wolą iśc na zwarcie za każdym razem gdy coś im nie wychodzi zamiast posypać głowę popiołem "nie, to nie działa". A że "nei wychodzi im co chwila"... róbcie tak dalej a będziecie kopać rowy tam w Hollywood (choć trzeba przyznać że kopanie rowów to przynajmniej pożyteczna praca).

To działa w obie strony. Twórcy gniotów znajdują milion powodów dlaczego ich szmira się nie przebiła. Z kolei niedoszli widzowie krytykują filmy zanim jeszcze wyjdą, doklejając mu łatkę "woke", bo w filmie główną rolę gra kobieta. Warci jedni drugich.




Trwa Wczytywanie