Właśnie dzisiaj mija 28 lat od premiery filmu Armageddon, jednej z najgłośniejszych superprodukcji końca lat 90. Widowisko Michaela Baya przez lata było krytykowane za przesadę, patos i luźne podejście do nauki, ale jednocześnie zapisało się w historii jako jeden z najbardziej rozpoznawalnych filmów katastroficznych swojej epoki.
Armageddon
Armageddon – mija 28 lat od premiery kultowego filmu science fiction od Michaela Baya
Armageddon zadebiutował w kinach w 1998 roku, czyli w momencie, gdy Hollywood szczególnie chętnie sięgało po wielkie historie o końcu świata. Fabuła była prosta, ale skutecznie działała na wyobraźnię. W stronę Ziemi zmierza asteroida wielkości Teksasu, a NASA decyduje się wysłać w kosmos grupę specjalistów od odwiertów, którzy mają podłożyć ładunek nuklearny i uratować ludzkość. W obsadzie znaleźli się: Bruce Willis, Ben Affleck, Liv Tyler, Billy Bob Thornton, Steve Buscemi, Owen Wilson i Will Patton.
Film od początku dzielił widzów i krytyków. Recenzenci zarzucali mu chaotyczny montaż, przesadnie podkręcone emocje i scenariusz, który nie zawsze przejmował się logiką. Do dziś w serwisie Metacritic produkcja ma średnią 42/100. Z drugiej strony widzowie przyjęli film zdecydowanie cieplej. Armageddon był dokładnie tym, czym miał być, czyli wielkim, głośnym i emocjonalnym blockbusterem, w którym naukowa wiarygodność ustępowała miejsca widowisku, poświęceniu i hollywoodzkiemu patosowi.
GramTV przedstawia:
Najlepiej widać to po wynikach box office. Produkcja kosztowała około 140 milionów dolarów, a globalnie zarobiła 553,7 miliona dolarów. W Ameryce przyniosła 201,6 miliona dolarów, natomiast na rynkach międzynarodowych kolejne 352,1 miliona dolarów. Według zestawienia Box Office Mojo Armageddon był najbardziej dochodowym filmem 1998 roku na świecie, wyprzedzając między innymi Szeregowca Ryana i Godzillę.
Armageddon miał też spory wpływ na kino science fiction i filmy katastroficzne. Nie był oczywiście pierwszą produkcją o zagrożeniu z kosmosu, ale w wyjątkowo skuteczny sposób połączył motyw globalnej apokalipsy z kinem akcji, teledyskowym montażem, humorem, wojskową estetyką i melodramatycznym finałem. Po jego premierze stało się jasne, że science fiction nie musi opierać się wyłącznie na eksploracji nieznanego, technologii czy filozoficznych pytaniach o przyszłość. Może być również pełnoprawnym blockbusterem, zbudowanym wokół prostego, łatwego do sprzedania pomysłu, w którym świat za chwilę się skończy, a garstka bohaterów musi go uratować.
Film Michaela Baya utrwalił także model widowiska, w którym kosmiczne zagrożenie staje się pretekstem do opowieści o rodzinie, męskiej przyjaźni, patriotyzmie i poświęceniu. W tym sensie Armageddon był bliżej kina katastroficznego niż klasycznego, refleksyjnego science fiction, ale właśnie dlatego tak mocno wpłynął na masową wyobraźnię. Pokazał, że temat asteroid, NASA i końca świata można zamienić w spektakl dla szerokiej publiczności, nawet jeśli naukowcy będą przy tym łapać się za głowę.
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Napisz komentarz jako pierwszy!