Informacje

Retrogram - Odcinek specjalny, rocznicowo-urodzinowo-wspomnieniowy

117 gram.pl

Zapraszamy do lektury nieco nietypowego Retrogramu. Dziś Myszasty wspomni o swych początkach na gramie, powstaniu tego cyklu artykułów i... pomarudzi trochę na temat współczesnych gier.

Retrogram - Odcinek specjalny, rocznicowo-urodzinowo-wspomnieniowy - obrazek 1
"Dziś wieczór będzie nieco inaczej. Oczywiście wszyscy czekający na drugą część opowieści o powstawaniu Diablo II mogą być spokojni – za tydzień Retrogram powróci na normalne tory. Chciałem jednak skorzystać z okazji, jaką są piąte urodziny naszego portalu i przyłączyć się do ogólnego świętowania z własną, małą rocznicą. Tak się bowiem składa, że dokładnie cztery lata i jeden dzień temu miałem okazję zadebiutować na naszym portalu, recenzując grę The Fall. Zaś trochę ponad rok później ukazał się pierwszy odcinek Retrogramu."
Retrogram - Odcinek specjalny, rocznicowo-urodzinowo-wspomnieniowy - obrazek 2
Retrogram - Odcinek specjalny, rocznicowo-urodzinowo-wspomnieniowy - obrazek 3

117 komentarzyDodaj swój

Przeczytaj wszystkie komentarze na forum
sdaniel

Szacun dla tekstu pisanego, ale gdzie pr0gram?

Odpowiedz
G Ring5

Nie da się jednak ukryć, że coraz rzadziej trafiam na takie, które byłyby jakimś większym wyzwaniem. Takie, które zmuszą mnie do ciągłego zmieniania taktyki, kombinowania, szukania nowych rozwiązań, jakiejkolwiek kreatywnej gry.

Amen.

Pamiętam dłuuuuuugie godziny spędzane nad kolejnymi częściami genialnej Battle Isle. Teoretycznie prosta turóweczka na standardowej, podzielonej na heksy mapie, a jednak miała w sobie coś, co nie pozwalało się oderwać. Tekst "jeszcze tylko jedna tura i idę spać" idealnie tu pasował (szczególnie, że na większych mapach, tura mogła trwać i kilkadziesiąt minut). To była jedna z niewielu gier, które brały pod uwagę takie niuanse, jak chociażby fakt, iż bez paliwa i amunicji żadna armia wiele nie zwojuje. Samobójcze rajdy kilku jednostek, mające na celu odcięcie przeciwnika od jego zaopatrzenia, samoloty, spadające na ziemię, bo zapomnieliśmy ich cofnąć na lotnisko, zanim skończyło im się paliwo, czołgi, padające ofiarami zwykłej piechoty, bo zabrakło jednej tury na dostarczenie im amunicji... Ech, takich gier już teraz się nie robi...

O właśnie, może jakiś Retrogram poświęcony serii Battle Isle? ;)

Odpowiedz
G Myszasty

> Szacun dla tekstu pisanego, ale gdzie pr0gram?
Niestety, nadal mam "niegrywalny" głos. :( Właśnie próbuję się wykaraskać z zapalenia oskrzeli, jest szansa, że w tygodniu jakoś to nadrobimy.

Odpowiedz
G Myszasty

>
> O właśnie, może jakiś Retrogram poświęcony serii Battle Isle? ;)
Czyli ogólnie Blue Byte, które teraz zostało połknięte przez Ubi? Czemu nie. :) Swoją drogą muszę nadrobić zaległości, bo grałem tylko w 2 i 3.

Odpowiedz
G Scorpio100

Myszasty, co dziwne widziałem Ciebie lub kogoś BARDZO podobnego do ciebie w Saturnie w Arkadii O_O

Odpowiedz
G Ring5

> Czyli ogólnie Blue Byte, które teraz zostało połknięte przez Ubi? Czemu nie. :) Swoją
> drogą muszę nadrobić zaległości, bo grałem tylko w 2 i 3.
Dokładnie. Ostatnio była jeszcze czwórka (The Andosia War), ale to już był wypadek przy pracy... Miałem gdzieś oryginał BI2, ale niestety, podczas przeprowadzki kilkanaście lat temu gdzieś zaginął :(W każdym razie seria była naprawdę zacna :)

Odpowiedz
G Myszasty

> Myszasty, co dziwne widziałem Ciebie lub kogoś BARDZO podobnego do ciebie w Saturnie
> w Arkadii O_O
W Saturnie w Arkadii nie byłem ani razu w życiu. Zresztą, mieszkając na Zaciszu mam tam bardzo nie po drodze i chyba z pięć razy raptem to miejsce odwiedziłem. :)

Odpowiedz
G orion99

>
> O właśnie, może jakiś Retrogram poświęcony serii Battle Isle? ;)

Ja również jestem za. To była naprawdę dobra strategia.

Odpowiedz
G Scorpio100

To dziwne, tamten typek był aż tak podobny, że aż chciałem podejść i zapytać czy to ty :o.

Odpowiedz
G Myszasty

> Dokładnie. Ostatnio była jeszcze czwórka (The Andosia War), ale to już był wypadek przy
> pracy... Miałem gdzieś oryginał BI2, ale niestety, podczas przeprowadzki kilkanaście
> lat temu gdzieś zaginął :(
>
> W każdym razie seria była naprawdę zacna :)
Andosia War też pamiętam, ale nie wymieniałem nawet, bo jakoś mnie nie przekonało. Taki ni pies, ni wydra. A przyznam, że pierwszych screenach byłem podjarany początkowo. :)

Odpowiedz
G masterHADES

Ja sam należę do pokolenia dla którego Fallouty i Tormenty były już stare kiedy zaczynałem grać. Jak byłem młodszy nie potrafiłem czerpać z takich gier radości bo były dla mnie za trudne a fabuła mało mnie obchodziła wtedy. Teraz dopiero potrafię docenić takie gry. Ostatnio po przeczytaniu pewnego artykułu postanowiłem zagrać w Deus Ex'a. Gra po prostu świetna tylko wystąpił jeden problem trafiłem na buga który uniemożliwiał dalsze granie a jednym wyjściem było granie od nowa. Odpuściłem :P.

Odpowiedz
G Myszasty

> To dziwne, tamten typek był aż tak podobny, że aż chciałem podejść i zapytać czy to ty
> :o.
Było mu zdjęcie zrobić. :D Już nie pierwszy raz słyszę, że mam w Wawie sobowtóra. A nawet o dwóch słyszałem. :)

Odpowiedz
G Ichibanboshi-kun

Też czasami po prostu już zmęczeni tym gnającym światem nie ma się ochoty na gry trudne. Co niestety nie zmienia faktu, że gier trudnych to właściwie już nie ma. Nie w proównaniu do, np. Deus Exa czy pierwszego - najlepszego - Diablo.
I oczywiście też gra łatwa, nie musi od razu oznaczać złą. Dla przykaldu, nowy Kirby.
Nie można zginąć, ale gra jest wyśmienita, widać, że twórcy ruszyli makówami przy produkcji i stworzyli coś czemu bliżej do sztuki nawet, ale wciąz jest świetną rozgrywką.
Problem też w tym, że im my bardziej dorastamy tym ciężej nas zaskoczyć. Wystarczy dać komuś kto nie jest zaznajomiony w naszym stopniu z grami pada i nie będzie tak szybko jak my kojarzyć faktu lub przejść danego etapu. Przykre również jest to, że oryginalne studia upadają, bo strzelają bankruta. W tym roku taki los spotkał Cing, twórców Another code czy Hotel Dusk i Last Window. Te dwa ostatnie tytuły nie tyle graficznie się wyróżniały co pomysły były świetne. NIe istnieje bowiem w tych grach notatnik jako taki. Samemu trzeba go tworzyć wprowadzając własnoręcznie notatki.
NIestety coraz mniej zdarza się takich perełek ja SotC czy Mad World, a nawet Eternal Sonata, Heacy Rain.
Szkoda, ale mamy goga... i Wiedźmina ;D

Choć fajnie by było gdyby kiedyś coś znów dostarczało tyle emocji co opening do Shogo ;)

Odpowiedz
G Myszasty

> Ja sam należę do pokolenia dla którego Fallouty i Tormenty były już stare kiedy zaczynałem
> grać. Jak byłem młodszy nie potrafiłem czerpać z takich gier radości bo były dla mnie
> za trudne a fabuła mało mnie obchodziła wtedy. Teraz dopiero potrafię docenić takie gry.
> Ostatnio po przeczytaniu pewnego artykułu postanowiłem zagrać w Deus Ex'a. Gra po prostu
> świetna tylko wystąpił jeden problem trafiłem na buga który uniemożliwiał dalsze granie
> a jednym wyjściem było granie od nowa. Odpuściłem :P.
Spróbuj z System Shock 2. Jakbym nie kochał Deus Ex, tak SS2 od zawsze uważałem za absolutne mistrzostwo wśród klimatycznych FPS-ów z lekką nutką erpega.

Odpowiedz
G Budo


Ktoś wspominał o battle isle- eh dawne dzieje...

Odpowiedz
G Piotrbov

Kurcze tą gadka nt. Battle Isle daliście mi całkiem niezły apetyt na niego. Gdzie można tą grę kupić/ dostać?

Odpowiedz
mik999

W ciągu tego roku jedyna trudna gra w jaką z przyjemnością grałem było Demon Souls.... Załamał mnie min. Supreme Commander 2 (wciąż pamiętam jak nie mogąc zasnąć myślałem jak położyć to pole barrier w SC1), nie mówię o FPS jako, że sam nie jestem jakimś pro-wymiataczem by to oceniać. Czasami cieszą mnie z tego powodu MMO gdzie jeżeli znajdziesz łatwego przeciwnika prawie zawsze wiesz, że gdzieś za rogiem/dzrzwiami/zamkiem/krainą/ miesiąc jest coś lub ktoś trudniejszy nad kim spędzisz wraz z kolegami lub często nawet przyjaciółmi trochę czasu by doszlifować taktykę na tyle by go położyć [mam na myśli ICC w WoWie gdzie taktyka >>>>>>>>>>> sprzęt na późniejszych bossach). Teraz zaczynam częściej szukać gier z światem który może mnie zauroczyć, bo często na gameplay tak bardzo nie mogę liczyć (Enslaved - piękny świat, ale wyzwanie na Normalu zbyt duże nie było). Osobiście jestem z "późnego pokolenia" i mogę docenić gry takie jak Thief czy Deus Ex, ale jednak patrząc bezstronnie one teraz często się bronią tym czego wiele osób przestało dostrzegać, by móc ponarzekać na ułatwienia w gameplayu. Świat, klimat, postacie. Czemu coraz rzadziej o nich słyszę mimo, że często to one są esencją gry, nie gameplay (niechętnie muszę przyznać, że taki Fable mnie zauroczył, tak samo jak Oblivion na którego wiele osób narzekało, ale świat był po prostu zbyt.... sam nie wiem.) Przepraszam za ścianę tekstu ale chciałem o tym napisać.

Odpowiedz
G Ichibanboshi-kun

> jak Thief czy Deus Ex, ale jednak patrząc bezstronnie one teraz często się bronią tym
> czego wiele osób przestało dostrzegać, by móc ponarzekać na ułatwienia w gameplayu. Świat,
> klimat, postacie. Czemu coraz rzadziej o nich słyszę mimo, że często to one są esencją
Nie tylko to, te gry poza klimatem, fabuła, gameplayem jarają, bo... Są okropnie trudne. Umiera się często, ale wkurzają człowieka w taki sposób jak jRPGi - motywująco. "Myslisz durna gro, że mnie załatwiłaś? HĘĘĘĘ?!?!" i gra się dopóki się danej lokacji nie wygoli do zera.W takim Deusie łażąc po Hong Kongu aż się czuje jak Deckard w Blade Runnerze(czy w książkowym pierwowzorze "Czy androidy śnią o elektronicznych owcach"). Miodzio. Liczę w związku z tym bardzo na nowego Deusa i niech wreszcie wyjdzie jeszcze Beyond Good and Evil 2.

Odpowiedz
G Marco_Polo

Myszasty
"(...) i spędzić znów kilkadziesiąt godzin w świece o rozdzielczości 640 na 480 pikseli? "
Niekoniecznie. Społeczność graczy skupiona wokół jakiegoś tytułu nieraz już udowodniła na co ją stać. Do gier na silniku Infinity przychodzą z pomocą specjalne mody np. widescreen (aktualna wersja 2.60) umożliwiające granie w wyższych rozdzielczościach (niekoniecznie tylko panoramicznych).
Wczoraj zacząłem grać w Planescape Torment z tym właśnie modem oraz Ghostdog's PST UI (v2.01), który pierwszego moda poprawia sprawiając, że obraz zamiast w lewym górnym rogu jest ładnie wyśrodkowany, a brakujące miejsca uzupełnione o specjalne grafiki, dodatkowo można sobie ustawić rozmiar czcionki w dialogach.

PS. Jeśli ktoś chce poznać opinię (podobną zresztą do tej imć Myszastego) na temat stanu dzisiejszego rynku gier osoby, która w tej branży zajmuje się ich tworzeniem, odsyłam do ciekawego wywiadu z Michałem Kicińskim: http://www.redakcja.newsweek.pl/Tekst/Pop-Sztuka/535128,Trad-pod-lsniacym-pazlotkiem.html

Odpowiedz
G Marco_Polo

Jeszcze jeden zrzut, tym razem z widokiem na ekwipunek. Wszystkie zrzuty są zrobione z modem ustawionym na rozdzielczość 1680x1050.

Odpowiedz
G Vojtas

> Czyli ogólnie Blue Byte, które teraz zostało połknięte przez Ubi? Czemu nie. :) Swoją
> drogą muszę nadrobić zaległości, bo grałem tylko w 2 i 3.
Ekhem. A ja myślę, że pierwszeństwo należy do Sierry On-Line, niegdyś cesarzowej przygodówek. Firmie, której koniec jest jednym z najsmutniejszych w historii growego biznesu. Myszasty, co o tym sądzisz? ;)

Odpowiedz
G Kadaj

> Nie tylko to, te gry poza klimatem, fabuła, gameplayem jarają, bo... Są okropnie trudne.
> Umiera się często, ale wkurzają człowieka w taki sposób jak jRPGi - motywująco. "Myslisz
> durna gro, że mnie załatwiłaś? HĘĘĘĘ?!?!" i gra się dopóki się danej lokacji nie wygoli
> do zera.
Z mojego punktu widzenia - rozwija się ciekawa fabuła, niezły klimat, ale nie mam zamiaru się z tym cholerstwem użerać, więc wypad z dysku. Ale to nie standard, w wiele starszych tytułów da się na najniższym poziomie trudności normalnie grać.

Odpowiedz
G Demagol

Przeczytałem, bo cóż innego mogłem zrobić. Miałem napisać tutaj długiego posta i żalić się, jakie to gry są teraz głupie, ale tego nie zrobię. Zamiast tego zwrócę uwagę na inny fakt, a mianowicie to, że zadziwiła mnie taka gra jak Gruntz. Przez całą rozgrywkę gra wygląda tak samo, zmienia się jedynie wygląd lokacji, dorzucane są nowe przedmioty, które wiele na rozgrywkę nie wpływają, a całość staje się obszerniejsza i trudniejsza, a jednak ta gra mnie wciągnęła do końca, a wiele gier współczesnych, które niby mają dość ciekawe fabuły i mechanizmy rozgrywki przegrywają z tym starym tytułem.

Odpowiedz
G Demagol

Cesarzowej? Ja bym raczej palmę pierwszeństwa w tym gatunku przyznał LucasArts, Sierra była znana z tego, że wypuszczała te przygodówki taśmowo...

Odpowiedz
G Ichibanboshi-kun

Hehe, bo Gruntz to klasyk i gra się w to świetnie mając lat 8 jak i 19 ;)Iee tam, i tak najlepszą przygodówką bedą The Longest Journey i Syberia ;)No i Blade Runner.@KadajPewno i też przecież nie wszystkie są trudne, ta kwestia to bardziej mi się mityczną wydaje. Po prostu gry miały takie ograniczenia, które gry utrudniały albo motywy jak w Shogo gdzie przeciwnicy wiedzieli gdzie będziesz nim w ogóle się łeb wystawiło.

Odpowiedz
G Vojtas

> Cesarzowej?
Tak, Cesarzowej.Jedna i druga firma są niezwykle zasłużone na tym polu, ale Sierra w przygodówkach do pewnego momentu się specjalizowała.

Odpowiedz
Arrakis

Bardzo dobry artykuł :)
Mnie osobiście denerwują bardzo te ułatwienia w dzisiejszych grach (ostatni Splinter Cell grrrr...) brakuje mi gry podobnego do Thief, że trzeba było planować każdy ruch, lub FPS'a którym parcie do przodu niczym rambo kończy się natychmiastową klęską.... (chyba ostatnim takim FPSem był Half Life 2)

Odpowiedz
A3ha

stara szkola ponad czasowa...magalomania, utopia, dune1, 2...battle isle tez:)dzis chyle czola tylko przed starcraftem2 jak narazie bo wymaga troszke wysilku i duzo cierpliwosci:)

Odpowiedz
G Bambusek

Smutna prawda z tym, że teraz gry prowadzą gracza za rączkę, po za kilkoma wyjątkami. Pamięta ktoś questy w tytułowych Wrotach Baldura w pierwszej części? Frustrujące, bo gra nic nie pomagała, trzeba było łazić i szukać, a miasto do małych nie należało. Ba, BG jak BG, toż w Icewind Dale, niby hack&slash, też się miało ogólnie wskazywany kierunek, a dalej radź sobie graczu sam. A teraz? Mass Effect po prostu wskazuje, gdzie trzeba lecieć. Tylko w Cytadeli teoretycznie tak bezczelnej pomocy nie ma, ale znowu sam grywalny obszar stacji jest mały, zwłaszcza w ME 2.

Odpowiedz
A3ha

jak niewiadomo o co chodzi to...kasa:( szybki zysk, a reszta to juz sprawa drugorzedna...dlatego kupowac tylko produkty wartosciowe, a nie dmuchane hype

Odpowiedz
vegost

Fajna wspominka, lecz nie zostało tutaj bliżej przytoczone o jakich sudiach miałeś na myśli, więcej czytałem o Falloucie którego z resztą nie lubie :). Herosi III jak najbardziej to czasy w których rynek PC dopiero zaczął się rodzić w znakomite produkcje, sam pociskam własnie w H3. Zupełnie jak autor artykułu często powracam do starszych gier żeby je znów przejść, żeby o nich nie zapomnieć. To czasy które już nie wrócą ,ale dały nam starym wyjadaczą nadzieję że być może kiedyś któregoś dnia, zobaczymy kontynuacje jakieś gry ze znanej serii która będzie tak blisko swojej poprzedniczki jak kiedyś za dawnych starych czasów :) Chciałbym mieć nadzieję że taki Diablo III będzie zbliżony choć troche do tego co możemy zobaczyć w Diablo I. Bo powiedzmy sobie szczerze Diablo II nie było tym czego oczekiwałem od Blizzard, zupełnie czegoś innego. Artykuł jak zawsze 10/10 :)

Odpowiedz
G Martimat

Apropo Battle Isle - polecam jeszcze "Incubation".Takie połączenie BI z X-com'em. Uwielbiałem te eksperymenty i przyciskanie "szaraych" na "badaniach" aby dowiedzieć się co-nieco o ich krewniakach.Co do sobowtórów - są także w Szczecinie :D Jak zetniesz (szacun) krasnoludzki zarost, to będziesz mniej mylony z innymi brodaczami :) Albo zrób sobie warkoczyki z oryginalnymi ozdobami (ciężkie znaki runiczne).Nie - nie nabijam się.Pozdrawiam - Kath'ar Nogard - Profesjonalny Zabójca Trolli - do usług !!!(Edit)PS: sam przechodzę z synem anginę - i nie wiadomo tylko kto pierwszy zarazę przywlókł.

Odpowiedz
G hallas

Nie ma co biadolić - w takich czasach przyszło nam żyć. Kto nie jest w stanie sam robić gier najlepiej nich przerzuci się na inne produkcje.

Osobiście kupiłem ostatnio PS3 ale od ponad miesiąca nie mogę znaleźć żadnego tytułu wartego zakupu. Wiadomo - MGS4, może Uncharted 2 (pierwsza część potrafiła dać w kość a przechodzenie na wyskokich poziomach trudności było poezją) i może najnowsza Castlevania - brew mi się uniosła jak w demie zginąłem kilkanaście razy pod rząd - ale za drugim razem już było znanie lepiej - gra nie wybacza błędów zbyt łatwo.

Znaczna większość gier przypomina ma śmierdzącą kupę zawiniętą dla niepoznaki w jakieś sreberko. Takimi tytułami jak Force Unleashed II wręcz się brzydzę (w jedynkę nie grałem, ale domyślam się, że powinno mnie to cieszyć)...

... na szczęście coś się rusza w okolicy w dziedzinie gier planszowych. Może znów przyjdzie wyciągnąć Space Hulka z kartonu i pomalowani na krwistą czerwień terminatorzy znów ruszą po korytarzach wypchanych po brzegi tyranidami?

Odpowiedz
G TheAbsurd

> Smutna prawda z tym, że teraz gry prowadzą gracza za rączkę, po za kilkoma wyjątkami.
> Pamięta ktoś questy w tytułowych Wrotach Baldura w pierwszej części? Frustrujące, bo
> gra nic nie pomagała, trzeba było łazić i szukać, a miasto do małych nie należało. Ba,
> BG jak BG, toż w Icewind Dale, niby hack&slash, też się miało ogólnie wskazywany kierunek,
> a dalej radź sobie graczu sam. A teraz? Mass Effect po prostu wskazuje, gdzie trzeba
> lecieć. Tylko w Cytadeli teoretycznie tak bezczelnej pomocy nie ma, ale znowu sam grywalny
> obszar stacji jest mały, zwłaszcza w ME 2.
A ty dalej z tym Mass Effectem... BioWare to jednak spryciarze, zrobić grę na pograniczu gatunków, która nie jest w pełni ani jednym ani drugim, w żadnym z nich się samodzielnie nie obroni, a jednak zbiera świetne noty. I się ortodoksi gubią i szaleją. A ty znów oceniasz końcowy produkt po zapowiedzach i klasyfikacji? To jest "action RPG" bo inaczej się nie dało nazwać. Aha, rozumiem, gdyby BW zapowiadało ME jako symulator łazika kosmicznego, to by powiedziano, że jazda Mako jest słaba, a dodatkowe elementy przyćmiewają sekwencje rajdowe. Pisałem to i powtórzę: mam nadzieję że granice między gatunkami będą się dalej zacierać, będzie zabawnie oglądać spory między "znawcami". :)A wg. mnie ME przebija zajefajnością Baldura, Tormenta i resztę "rasowych" erpegów. Możecie mnie teraz wszyscy zjeść. :D

Odpowiedz
topyrz

> A wg. mnie ME przebija zajefajnością Baldura, Tormenta i resztę "rasowych" erpegów. Możecie
> mnie teraz wszyscy zjeść. :D
O gustach się nie dyskutuje, ponoć, lecz gusta się wyrabiają. Jeszcze długa droga przed tobą ;)

Odpowiedz
G TheAbsurd

Zresztą, już nieważne. Zastanawia mnie tylko dlaczego tak walczysz z tym ME jakby było złem największym i zwiastunem apokalipsy w grach. Bo ja uważam, że to jedna z najbardziej oryginalnych i ciekawych produkcji tej dekady. Ja np. nie rozumiem gier sportowych jak Fifa, skoro prawie każdy może zagrać na podwórku za oknem. Albo nie ogarniam strzelanek typu MW2. Jednak nie uważam mojego gustu za obowiązujący wszystkich a wspomniane produkcje potrafiłbym ocenić obiektywnie. Nie widzę też powodu do marudzenia na cokolwiek w branży gier. Bo głosuje się portfelem. Jeśli mi się podoba to ją kupuję i daję twórcy i innym tworzącym podobne produkcje do zrozumienia, że jest kolejna osoba zainteresowana tym typem rozgrywki.

Odpowiedz
G TheAbsurd

> > A wg. mnie ME przebija zajefajnością Baldura, Tormenta i resztę "rasowych" erpegów.
> Możecie
> > mnie teraz wszyscy zjeść. :D
> O gustach się nie dyskutuje, ponoć, lecz gusta się wyrabiają. Jeszcze długa droga przed
> tobą ;)
Jaka długa droga? Chcesz powiedzieć że ponad 15 lat nieprzerwanego, nieustannego stażu w grach, czyli w zasadzie od kiedy sięgam pamięcią to za mało? Dni, tygodnie, miesiące, nierzadko całe lata przy niemal wszystkich klasykach z najróżniejszych gatunków. Na PSX, PS2, wielu różnych PeCetach, od DOSA i wielkie dyskietki przez 95 po XP i Win 7. Na X360, PS3, PSP, GBC, GBA i trochę DreamCasta. Fallout 2, Beyond Good & Evil i Diablo 2 to były zawsze moje ulubione gry. I ME2 zrobił na mnie jak na razie największe wrażenie, może na równi z WarCraftem 3. Czy to znaczy że coś ze mną nie tak? Czy to znaczy że nie jestem "prawdziwym graczem"? Gusta wyrabiają? Czyli mówisz, że z moim coś nie tak i że powinien się zmienić?Może i żartowałeś, ale niezbyt zabawnie i otwartym umysłem się nie popisałeś.

Odpowiedz
G TheAbsurd

Dodam od siebie trochę luźnych myśli, niekoniecznie "przemyślanych".

Starych studiów, które tworzyły kultowe gry a mają jako taką niezależność nie zostało wiele. Większość się rozsypała. A nawet jeśli dajmy na to takie BioWare robi teraz RPGi dla mas to widocznie mają taką ochotę, taką a nie inną "wizję artystyczną". No bo ile można w kółko? Ja tam padam przed nimi na twarz za ME i DA, że zechcieli odejść od tych koszmarnie przegadanych i nudnych "rasowych" roleplayów. Zyskali nowych fanów, trafili do innej publiczności.

Co mam powiedzieć? Że gracze są naiwni czy głupi? Nic a nic mnie nie obchodzi, czy dzisiejsze produkcje są wymagające czy mają świetną fabułę, choć te dwie rzeczy w zasadzie cenię w grach najbardziej. Wg. mnie mają przede wszystkim dostarczać rozrywki. A mimo całkiem dobrego skilla nie narzekam na niską trudność w grach, zawsze mogę sobie podkręcić. W zasadzie nie zauważyłem też tych całych ułatwień. Tak jakby gry prócz wyższej rozdzielczości wiele się nie zmieniły, przynajmniej na polu konsol. Jeśli tak jest to zamaskowane pod grubą warstwą czystej, nieskrępowanej zabawy. Chociaż jest jeszcze jedna rzecz - najlepsze gry to takie które potrafią namieszać w głowie i zapaść na długo w pamięć. I tego mi dzisiaj nie brakuje.

A nawet jeśli wieszczony przez was armaggedon, czyli ewolucja branży nadchodziła, to widocznie na nią pora. Filmy już nie są nieme i czarno-białe, książki nie są pisane staropolszczyzną czy wierszem, muzyki nie gra się tylko na klasykach. Młody, nowy developer wraczający dziś na rynek nie zacznie stąd ni zowąd tworzyć gier tekstowych ze szczątkową grafiką, tym bardziej jeśli ma tak wspaniałe możliwości wyrażenia swojej ukochanej wizji. A weterani sceny mają albo brak chęci bądź pomysłów na robienie w kółko tego samego, albo ich studia - jak Blizzard czy BioWare, już nie są grupką zapalonych studentów czy niedoszłych lekarzy, tylko behemotami z kilkutysięczną załogą i wieloma siedzibami. I kto z tej załogi pamięta tamte czasy, kiedy spało się w studiu, a pierwsze gry miały nakład 30 sztuk? Inna bajka.

To wszystko to raczej jest bronienie wspomnień. Bo np. ja jako osoba zaczynająca przygodę z Diablo od części drugiej albo WarCraftem od trzeciej, nie pojmuję jak ktoś może uważać ich archaicznych, brzydkich, nudnych poprzedników za coś niezaprzeczalnie lepszego. Oczywiście przesadzam, nie uważam ich za złe, wręcz przeciwnie, jednak po zapoznaniu się najpierw z późniejszymi częściami (i bezgranicznym pokochaniu ich), nie wiem skąd ten cały fanatyzm dla tych prequeli idący w parze z nienawiścią do sequeli.

Odpowiedz
likop2

dwarf fortress.

Odpowiedz
G Demagol

A nie uważasz, że pomimo możliwości technicznych i finansowych, by stworzyć gry wspaniałe i cieszące zmysły, to twórcy zupełnie z tego nie korzystają, idąc po najmniejszej linii oporu i nie wkładając w swoją pracę serca?I sam jesteś nudny i brzydki! :P WarCraft II do dzisiaj wygląda - nomen omen - fantastycznie. No, może już nie bardzo, bo rozdzielczość 640x480 jednak robi swoje. A grywalność, że ho ho. I może odesłałem go na emeryturę, ale to i tak jedna z najwybitniejszych gier świata. Gdyby nie on, to WarCraft 3 nie zrobiłby na mnie takiego wrażenia. I ja akurat jestem jedną z osób zachwycających się trójką - tyle tylko, że nie do końca mi się podoba przyjęty przy niej (i kontynuowany w dalszych grach) kierunek artystyczny i rozwojowy świata, zagubił dużo ze swojej osobowości i niegdysiejszego klimatu. A The Frozen Throne w singlu, w kampanii głównej mnie znudził - znamienne jest to, że w międzyczasie postanowiłem zagrać także w jedynkę i to ona przykuła mnie na długi czas do komputera.Wracając do ostatniego punktu - może dlatego, że po prostu fani byli rozczarowani tym, w jaki sposób kontynuowano ich ulubione gry? I radziłbym nie wchodzić na teren wspomnień starszych fanów i dawnych gier, bo to niebezpieczny (dla ciebie!) teren ;).

Odpowiedz
G Lordpilot

> A wg. mnie ME przebija zajefajnością Baldura, Tormenta i resztę "rasowych" erpegów. Możecie > mnie teraz wszyscy zjeść. :D
Żeby tylko zjeść :) Niech tu wpadną "hardkorzy" (przeważnie z mlekiem pod nosem) to zaraz zostaniesz pojechany od "każuala", "bezguścia" i usłyszysz że masz "dwie lewe ręce", bo przecież nie jest możliwe żebyś bardziej cenił współczesne tytuły od zalatujących już lekko naftaliną (ale bardzo fajnych) klasyków.Hehe, moze dodam tyle, że ja wręcz uwielbiam obydwa Mass Effecty, na trójkę również zagłosuje swoimi pieniędzmi na 100%, także nie martw się - nie bedziesz jedynym odsądzanym od czci i wiary ;-)ps. Zgadzam się również z wydźwiękiem posta 38. Sam tekst Myszastego natomiast całkiem zgrabnie napisany - bardzo osobisty i maksymalnie sentymentalny ;-) I dokładnie tak go traktuje - patrzenie na przeszłość, która już nie wróci przez pryzmat swojej młodości. A wiadomo, że kiedy człowiek był piękny i młody to gry były lepsze, piwo tańsze i smaczniejsze, a dziewczyny ładniejsze :). Ze wspomnieniami nie da sie wygrać - zawsze są wybiórcze, na ogół pamięta się tylko te dobre ;-) Stąd Myszaszty pominął ile to w latach 90-tych wychodziło growego śmiecia (choćby zaraz po C&C świat został zalany masowo tandetnymi rtsami), ile gier było "trudnych" tylko dlatego, że miały totalnie zjebany interfejs,etc.. Druga sprawa - skoro ze starych tytułów z dekady 1990-2000 wymienił raptem 4 tytuły (świetne Vampire The Masquarade: Bloodlines to jednak czasy bardziej współczesne), to ja myślę że z nowymi grami nie jest jakoś specjalnie źle.Zresztą kupka tytułów, która czeka na ogranie i jest nie ruszona (tylko i wyłącznie z braku czasu) stale rośnie :)

Odpowiedz
G Marco_Polo

Sentyment dotyczyć może tych, którzy kiedyś grali, a dziś już jedynie wspominają tamte czasy. Chyba nie powiecie, że inni, nadal grający w stare tytuły robią to z czystego sentymentu.

Odpowiedz
G Gryppa

Gry w dzisiejszych czasach to biznes więc ich produkcja jest nastawiona na zysk. Czy to źle? Dzięki temu branża się rozwija, a gry są obecne w życiu coraz większej ilości ludzi. Fallout 3 dzięki zmodyfikowaniu rozgrywki stał się godnym przedłużeniem serii, a jak ktoś narzekał na za niski poziom trudności to mógł manipulować pokrętłem, lub ściągnąć sobie odpowiednią modyfikacje. Dzięki temu zabiegowi duża rzesza casuali dowiedziała się o tej fenomenalnej serii.
A co do starszych gier, czasami boję się do nich wrócić, gdyż obawiam się, że dzisiejsze spojrzenie zniszczy ich obraz z dzieciństwa. Jednak jeśli gra jest jednak dobra (a interface przystępny) to nie widzę żadnego problemu.
Czy dzisiejsze gry są złe? Moim zdaniem uproszczenia dotknęły głownie interface'u, całą resztę można przynajmniej częściowo modyfikować. Przynajmniej na razie i miejmy nadzieję, że się to nie zmieni.

Odpowiedz
G Lordpilot

> Sentyment dotyczyć może tych, którzy kiedyś grali, a dziś już jedynie wspominają tamte > czasy. Chyba nie powiecie, że inni, nadal grający w stare tytuły robią to z czystego
> sentymentu.

No pewnie, że nie tylko. Grają, bo niektróre tytuły są po prostu ponadczasowe - dlatego chętnie się do nich wraca (jak do dobrego filmu czy książki), pomimo tego, że graficznie odstają, że mechanika nieraz zajeżdża totalnym oldskulem, że nie ma pełnego voice-actingu, etc. Zostaje jednak wciągająca fabuła/historia/tematyka - jak choćby ta z Tormenta: poszukiwanie własnej tożsamości, odpowiedzialność za swoje czyny i nieśmiertelne pytanie "Cóż może zmienić naturę człowieka" To jest ponadczasowe. Do takich gier się wraca - wydane bodajże (w jakiejś kompilacji) dwa lata temu stare Fallouty (F1,F2, Tactics) znalazły w USA jakąś kolosalną liczbę nabywców. Taki sam los spotkał cyfrową wersję stareńkiego FF VII - w ciągu tygodnia z PSN "zeszło" 100 tys. egzemplarzy...dwunastoletniej wtedy gry - żeby dopełnić obraz całości: była to ta sama gra, co w 1997 r., nie dodano nawet wyższej rozdziałki (co na TV Full HD oznacza totalny koszmar i masakrę dla oczu). Mało kto na to narzekał :) To jest fakt który raczej nie podlega dyskusji - są tytuły, które bronią się nawet po latach.Będę się jednak upierał przy tym, że także dziś można znaleźć takie tytuły - bardziej ambitne, zostające w pamięci na dłużej, takie do których będzie się wracać (tylko w tym roku totalnie zachwycił mnie RDR i Alan Wake). I w głównym nurcie (gry typu AAA) i w niszy. Na pewno jest ich mniej niż gier, które mają po prostu zapewnić czystą rozrywkę, fun dla funu, ale daleki jestem od stwierdzenia, że trzeba ich szukać ze świecą .Mój wcześniejszy post, to nie jest broń Boże atak na stare tytuły. Po prostu wyraziłem swoją opinię, a ta jest taka, że gro starszych tytułów to nie były jakieś perełki. Te (dokładnie tak jak teraz) stanowiły jednak mniejszość. Cóż, pamiętam dość dobrze lata 90-te i nawet wspomnienia nie zatarły mi tego obrazu - wychodziło wtedy sporo "śmiecia". Ale że czasu wtedy miałem trochę więcej, to nawet w średniaki się grało... To, że Myszasty z całej dekady 1990-2000 wymienił zaledwie garść tytułów które warto pamiętać (ba nie tylko pamiętać - warto po nie sięgnąć !) raczej dość dobitnie pokazuje: nie wszystko co stare jest dobre... Nie każda stara gra zasługuje na szacunek, tylko z racji tego, że jest stara :)ps. Ze starymi grami jest jeszcze jeden problem - uruchomić to dziś na nowym sprzęcie to jest pewien ból :/ Do niektórych tytułów wychodzą jeszcze jakieś mody (mnie na ogół urządza już sam widescreen - naprawdę nie dałbym rady katować się na panoramie rozdziałką pokroju 640x480), inne pozostały olane nawet przez moderów :/ Kilka lat temu (jeszcze na Win XP) próbowałem odpalić SHOGO - generalnie próba ta skończyła się porażką: tylko tryb softwarowy (co wyglądało koszmarnie), totalny brak dźwięku... Fanowskich patchy nie uświadczyłem :/ Szkoda...

Odpowiedz
G Demagol

Owszem, kiedyś też tak było, że ludzie potrafili zniszczyć bardzo ambitne projekty swoim brakiem zainteresowania (Trespasser, Star Trek: Klingon Academy, Heart of Darkness). Niemniej jednak jestem w stanie podać ogromną liczbę tytułów z okresu 2001 - wstecz, które są wybitne, znakomite lub po prostu bardzo dobre. Oto przykłady:seria WarCraft, StarCraft, Age of Empires, Total Annihilation, Another World, Oddworld, seria C&C, choć jej fanem nie jestem, Commandos, Cywilizacje, Descenty, Mechwarriory, Fallouty, Heart of Darkness, Trespasser, Klingon Academy, Unreal Tournament (i pierwszy Unreal), Majesty, MDK, Need for Speedy, wspominany wielokrotnie Torment, Baldur's Gate, starwarsowe serie Dark Forces/Jedi Knight z linią X-Wing/TIE Fighter, Monkey Islandy (ogółem przygodówki LucasArts, może i Sierry, jakoś do nich nie byłem przekonany), Thiefy, The Neverhood, Subculture (pamięta ktoś?), Rayman, Wormsy... A i sporo pominąłem, bo albo nie pamiętam, albo nie grałem, albo sporo gier mnie nie rusza. W sumie parę takich gier znajdzie się i wśród wymienionych, które mnie jednak nie powaliły.

Odpowiedz
G Bambusek

> Bo ja uważam, że to jedna z najbardziej
> oryginalnych i ciekawych produkcji tej dekady.
Możesz pokazać, co w niej oryginalnego? Tzn. ok, w jedynce jeszcze czymś nowym był system z przegrzewaniem broni, w dwójce już nawet to zabrali. Po za tym? Fabuła? Nie, przecież to ratowanie świata. Mechanika gry? Nie: chowanie się za osłonami było już wcześniej w grach, a system drużyny Bioware po prostu wzięło z własnego KotORa, tylko zabrało dodatkowo kontrolę nad innymi postaciami niż Shepard. Prowadzenie dialogów? Raczej upośledzone a nie oryginalne.

Odpowiedz
G Bambusek

> Hehe, moze dodam tyle, że ja wręcz uwielbiam obydwa Mass Effecty, na trójkę również zagłosuje
> swoimi pieniędzmi na 100%, także nie martw się - nie bedziesz jedynym odsądzanym od czci
> i wiary ;-)
Lubię ME. Tylko, najwyraźniej w przeciwieństwie do TheAbsurd, widzę ich wady, ewentualnie grałem w starsze cRPG i widzę różnice. Naprawdę, rozbicie duetu Bioware-Black Isle i upadek tego drugiego to najgorsze, co spotkało gatunek. "Mistrzowie cRPG" z Bioware sami potrafili zrobić już tylko KotORa.

Odpowiedz
G hallas

Co się czepiasz? Gra jest jak film! No to nie może być zła! Gra-jak-film. Siedzisz i oglądasz, przecież po to są gry, prawda? By siedzieć i oglądać...

Odpowiedz
G Bambusek

> Dzięki temu zabiegowi duża rzesza casuali dowiedziała
> się o tej fenomenalnej serii.
I uważasz, że zaraz po tym rzucili się do sklepów/na eBay szukać jedynki i dwójki? I don't think so.

Odpowiedz
G Lordpilot

> Możesz pokazać, co w niej oryginalnego? Choćby rozmowy, które już (prawie,prawie) przypominają te rzeczywiste - całe lata na to czekałem ! W grach starego typu (przeważnie rolplejach, ale nie tylko) wyglądało to następująco - wybieram linijkę tekstu, mówię co mam powiedzieć, odzywa się oponent, znowu ja - ot, taki "ping-pong". Mnie to totalnie wyłącza z immersji i uświadamia - to tylko gra, nic tu nie jest serio... Nawet w uwielbianym przeze mnie pierwszym Falloucie tak to wyglądało - ważą się losy świata, ale Master grzecznie czeka aż skończę swój dialog... i będzie tak czekał nawet godzinę, kiedy nagle zachce mi się zrobić herbatę :) Ok - wtedy to kupowałem, bo technologia nie pozwalała na więcej. Do tego - ceniłem Fallouta, za jeszcze jedną rzecz, której wielu graczy nawet nie zauważyło: grom bliżej do medium jakim jest film (obraz, dźwięk) niż do książek (tekst czytany). Fallout był pierwsza znaną mi grą, która na miarę dostępnej wtedy technologii próbowała ten fakt wykorzystać - chodzi mi o tak zwane "talking heads" - część NPCów miała animowane twarze i reagowała odpowiednimi "grymasami" na to co mówiliśmy (zobacz choćby minę Tandi, kiedy proponujemy jej seks ;-)) To było totalne nowatorstwo, na długo przedtem zanim ludzie zaczęli się zachwycać mimiką w Half Life 2.Wiele lat później w ME2 rozmowy nie tylko są już bardziej dynamiczne (pełen voice acting z odpowiednią intonacją, wtrącanie się NPCów w to co mówimy, odpowiedni montaż, muzyka, najazdy kamery, timing, emocje na twarzy, etc.), ale do tego jeszcze BioWare wprowadziło jeden fajny patent - akcje "paragona" lub "renegata". Nie musimy już wysłuchać rozmowy do końca (jak w życiu !) - mamy dodatkową (czasowo ograniczoną - i bardzo dobrze) możliwość zrobienia czegoś zaskakującego. W pierwszym lepszym queście pobocznym - rozmawiamy z wrogo nastawionym Kroganinem, cała scenka ładnie zmontowana, w pewnym momencie najazd kamery na jakąś rurę pod w/w Kroganinem i teraz mamy możliwość strzelenia w tą rurę i wysłania Kroganina na łono Abrahama. Nie musimy czekać aż skończy gadać :) Taki sam patent ma się pojawić w Wiedźminie 2, do tego część dialogów będzie ograniczona czasowo - całym sercem popieram ten pomysł, który Redzi zerżnęli z gry Bio i jescze wzbogacili. Dialogi zyskają na dynamice, a rozmowy będą bardziej autentyczne.Skończą się "pacynkowe" dialogi sztywniaków :) Widzisz wszystko zależy od podejścia - rozumiem żale zwolenników starej szkoły, ale sam stoję dokładnie po przeciwnej stronie barykady - cieszy mnie, że gry bardziej upodobniają się do filmów (co nie znaczy, że mają się totalnie nimi stać, ale na to się raczej nie zanosi - oglądanie zamiast grania to już przerabialiśmy w latach 90-tych i ten trend na szczęście nie wypalił), że dialogi zyskują na dynamice i autentyczności. W starych rolplejach więcej było "słowa pisanego" i nie narzekałem, ale IMO wynikało to z ograniczeń technologii - ot pojawiał się tekst: robisz obrażoną minę, marszczysz brwi i zaczynasz krzyczeć do oponenta (tu pojawia się dialog, pisany, bez głosu) "Ty skur@#&u, jak mogłeś mi to zrobić !" Czy naprawdę dziś to jest potrzebne ? Po co - skoro na twarzy naszego bohatera ładnie możemy przedstawić wszystkie emocje, a odpowiednio dobrany aktor wygłosi dialog tak jak trzeba ? KIedyś było to niemożliwe - żaden sprzęt by nie wyrobił, a do tego dyskietki/kardridże/CD miały jednak dość ograniczoną pojemność... Ale teraz ?

Odpowiedz
Przeczytaj wszystkie komentarze na forum