Fuzja spółek Activision i Vivendi, w wyniku której powstała największa firma branżowa, Activision Blizzard, była z pewnością jednym z największych wydarzeń minionego roku w przemyśle gier. Już w grudniu szacowano, że wartość opisywanego porozumienia wyniosła około 19 miliardów dolarów.
Zanim jednak do tego doszło, trzeba było przebrnąć przez etap niezwykle zaciekłych negocjacji. Zaciekłych do tego stopnia, że kilkukrotnie były one najzwyczajniej w świecie zawieszane. Za każdym razem ktoś potrafił jednak stanąć na wysokości zadania i wyciągnąć rękę do tego drugiego.

Ale od początku. Negocjacje w sprawie połączenia obu firm rozpoczęły się już w listopadzie 2006 roku. Rozmowy nabrały jednak tempa dopiero na przełomie kwietnia i maja 2007. Właśnie wtedy reprezentanci firm Allen & Company oraz Goldman Sachs próbowali ustalić szkic finansowy fuzji z uwzględnieniem takich elementów, jak kapitał zakładowy czy sumaryczna ilość akcji przedkładanych przez Activision w ofercie.
W czerwcu doszło do spotkania między Jeanem-Bernardem Lévym, prezesem i dyrektorem wykonawczym Vivendi, oraz Bobbym Kotickiem z Activision. Już wtedy doszło do pierwszego poważnego zgrzytu w negocjacjach. Prezes Vivendi stwierdził, że obie firmy mają zbyt rozbieżne wizje połączenia, przez co nie widzi sensu prowadzenia dalszych rozmów w tym zakresie.

Już w lipcu Kotick wezwał jednak Lévy'ego do przedstawienia kontrpropozycji. Ten pomysł był dla szefa Vivendi "generalnie akceptowalny". Doradcy przygotowali więc projekt fuzji, jednak i tym razem nie znaleziono porozumienia. Negocjacje trwały zarówno na poziomie doradców, jak i głównych zainteresowanych powstaniem największej spółki branżowej.
Pertraktacje doprowadzały do coraz to nowych kompromisów i gdy wydawało się, że wszystko jest na najlepszej drodze, w połowie września nastąpił kolejny krach. Kotick zadzwonił do dyrektora wykonawczego Vivendi, Bruce'a Hacka. Stwierdził on, że nie widzi sensu w kontynuowaniu rozmów, gdyż nie uważa, by w tej chwili transakcja mogła dojść do skutku.
Wtedy do głosu doszli zarządcy Blizzarda. Na wspólnym obiedzie z Robertem Kotickiem jeszcze raz przedyskutowali możliwy kształt struktur firmy. Szefowie Activision i Vivendi rozmowy wznowili w listopadzie, aby niedługo później złożyć podpisy pod jedną z największych umów w dziejach przemysłu growego.

Jak zatem widać, wyżej opisane negocjacje były prawdziwą drogą przez mękę i chyba tylko jakaś niewidzialna siła sprawiła, że zakończyły się powodzeniem. Teraz przed Activision Blizzard otwiera się wielka szansa, jednak w sferze domniemywań pozostaje odpowiedź na pytanie, jak zostanie ona wykorzystana.
Analitycy po fuzji Activision i Vivendi mieli ciekawsze tematy do zadumy, niż przyszłość nowo powstałej spółki. Głównym było zachowanie głównego rywala największej, odtąd, firmy na rynku, Electronic Arts. A jeszcze w grudniu ubiegłego roku Mike Hayes z Segi zasugerował, że być może i jego firma trafi pod skrzydła giganta zwanego Activision Blizzard. Co z tego wszystkiego wyjdzie? Czas pokaże. My chcemy tylko najlepszych pod względem jakości gier.