Activision Blizzard - fuzja, do której nie miało dojść

pepsi
2008/02/03 11:33

Jak donoszą dziennikarze serwisu GameDaily, negocjacje w sprawie połączenia spółek Activision i Vivendi przypominały prawdziwą drogę przez mękę. Wystarczy powiedzieć, że rozmowy trwały rok i były kilkukrotnie zawieszane.

Fuzja spółek Activision i Vivendi, w wyniku której powstała największa firma branżowa, Activision Blizzard, była z pewnością jednym z największych wydarzeń minionego roku w przemyśle gier. Już w grudniu szacowano, że wartość opisywanego porozumienia wyniosła około 19 miliardów dolarów.

Zanim jednak do tego doszło, trzeba było przebrnąć przez etap niezwykle zaciekłych negocjacji. Zaciekłych do tego stopnia, że kilkukrotnie były one najzwyczajniej w świecie zawieszane. Za każdym razem ktoś potrafił jednak stanąć na wysokości zadania i wyciągnąć rękę do tego drugiego. Activision Blizzard - fuzja, do której nie miało dojść

Ale od początku. Negocjacje w sprawie połączenia obu firm rozpoczęły się już w listopadzie 2006 roku. Rozmowy nabrały jednak tempa dopiero na przełomie kwietnia i maja 2007. Właśnie wtedy reprezentanci firm Allen & Company oraz Goldman Sachs próbowali ustalić szkic finansowy fuzji z uwzględnieniem takich elementów, jak kapitał zakładowy czy sumaryczna ilość akcji przedkładanych przez Activision w ofercie.

W czerwcu doszło do spotkania między Jeanem-Bernardem Lévym, prezesem i dyrektorem wykonawczym Vivendi, oraz Bobbym Kotickiem z Activision. Już wtedy doszło do pierwszego poważnego zgrzytu w negocjacjach. Prezes Vivendi stwierdził, że obie firmy mają zbyt rozbieżne wizje połączenia, przez co nie widzi sensu prowadzenia dalszych rozmów w tym zakresie.

Już w lipcu Kotick wezwał jednak Lévy'ego do przedstawienia kontrpropozycji. Ten pomysł był dla szefa Vivendi "generalnie akceptowalny". Doradcy przygotowali więc projekt fuzji, jednak i tym razem nie znaleziono porozumienia. Negocjacje trwały zarówno na poziomie doradców, jak i głównych zainteresowanych powstaniem największej spółki branżowej.

GramTV przedstawia:

Pertraktacje doprowadzały do coraz to nowych kompromisów i gdy wydawało się, że wszystko jest na najlepszej drodze, w połowie września nastąpił kolejny krach. Kotick zadzwonił do dyrektora wykonawczego Vivendi, Bruce'a Hacka. Stwierdził on, że nie widzi sensu w kontynuowaniu rozmów, gdyż nie uważa, by w tej chwili transakcja mogła dojść do skutku.

Wtedy do głosu doszli zarządcy Blizzarda. Na wspólnym obiedzie z Robertem Kotickiem jeszcze raz przedyskutowali możliwy kształt struktur firmy. Szefowie Activision i Vivendi rozmowy wznowili w listopadzie, aby niedługo później złożyć podpisy pod jedną z największych umów w dziejach przemysłu growego.

Jak zatem widać, wyżej opisane negocjacje były prawdziwą drogą przez mękę i chyba tylko jakaś niewidzialna siła sprawiła, że zakończyły się powodzeniem. Teraz przed Activision Blizzard otwiera się wielka szansa, jednak w sferze domniemywań pozostaje odpowiedź na pytanie, jak zostanie ona wykorzystana.

Analitycy po fuzji Activision i Vivendi mieli ciekawsze tematy do zadumy, niż przyszłość nowo powstałej spółki. Głównym było zachowanie głównego rywala największej, odtąd, firmy na rynku, Electronic Arts. A jeszcze w grudniu ubiegłego roku Mike Hayes z Segi zasugerował, że być może i jego firma trafi pod skrzydła giganta zwanego Activision Blizzard. Co z tego wszystkiego wyjdzie? Czas pokaże. My chcemy tylko najlepszych pod względem jakości gier.

Komentarze
60
Usunięty
Usunięty
08/02/2008 02:08

> > Dlaczego recesji? Przecież zeszły rok był najlepszym w branży i to chyba dobra passa> > powoduje wykupy (bo jest za co).> Poczytaj o wielkim kryzysie trochę. Podstawowym skutkiem krachu była fala wykupów małych> banków przez wieksze. Tak powstało imperium ogromnych banków z Nowego Yorku.Ale ja tu nie analizuję skotków tych fuzji. Ja tylko stwierdzam, że zeszły rok był rekordowy w branży i stąd pieniądze na kolejne wykupy.> > Dopóki jest google (który z konkuruje z MS w kwestii> > usług sieciowych) to na "globalny faszyzm ery cyfrowej" nie masz co liczyć.> faszyzm juz jest. Wg definicji Mussoliniego faszyzm to system sterowany przez korporacje.Myslałem, że przez "faszyzm" masz na myśli autokratyzm władzy z nim związany (co mniej więcej oznaczało by, że to MS decydowałby co może się w sieci znaleść a co nie). Teraz natomiast podałeś korporacjonizm który jest jednym z założeń faszyzmu rozumianego ściśle jako doktryna polityczna. Btw. faszyzm to nie system sterowany przez korporacje tylko system w którym gospodarka ma model korporacyjny.> Większość praw autorskich stosowanych na Świecie w odniesieniu do oprogramowania jest> autorstwa Microsoftu, a nie rządów. A jedyną spółką, która jest w stanie jeszcze powstrzymywać> MS jest IBM (patrz OOXML)Nie jestem pewien czy rządy mogą posiadać prawa autorskie. A poza tym ruch open source jakoś omija te MSowe patenty. Istenieją jeszcze inne firmy które posiadają sporo patentów związanych z oprogramowaniem np. SUN. Jeśli chodzi o OOXML to nie ma o czym dyskutować. wg. mnie wątpliwe, aby MS udało się go przeforsować jako normę ISO. A jeśli się uda? To co z tego i tak będę nadal używał otwartego i wolnego OpenDocument.> > Btw. Internet własnością MS? Bueheheh dobre ;]> Żebyś się nie obudził z ręką w nocniku.Jak mam to rozumieć? Że MS wykupi wszystkie systemy autonomiczne świata? Czy główne serwery DNS? Ciekawym jest własnie to, że wszelkie usługi w współczesnym internecie stawiają właśnie na "user created content", MS oferując słabą jakość w tym zakresie słabnie. Wzmacnia się natomiast google choć i on kontroluje niewielki odsetek tych usług (a świadczy je nieodpłatnie).

Usunięty
Usunięty
06/02/2008 19:37

Fajnie że powstało coś nowego ale, boje się że ten "gigant" zgniecie mniejsze firmy.

Usunięty
Usunięty
03/02/2008 23:18

Przestaje mi sie podobać to łączenie sie firm developerskich, lub pożeranie mniejszych.




Trwa Wczytywanie