Upadek serii Driver. Od świetnej samochodówki, przez słaby klona GTA, aż po niewystarczające odkupienie

To historia o tym jak świetną samochodówkę przerobić w nieudolnego klona GTA, w efekcie niszcząc wspaniałą markę.

Myślę, że historia serii Driver to jeden z ciekawszych przypadków w branży gier. Od świetnej gry, która lata temu potrafiła nieco wyprzedzać swoje czasy, aż po tytuły, które kompletnie zatraciły własną tożsamość po tym jak obrano dziwny kierunek rozwoju. Nawet całkiem niezła próba powrotu do korzeni nie zdołała utrzymać serii na powierzchni. Szkoda, ponieważ rozmieniono na drobne kawał fajnej marki, której początki sięgają końca lat dziewięćdziesiątych. Lata temu studio Reflections Interactive postanowiło stworzyć coś, co odda klimat filmów sensacyjnych z lat siedemdziesiątych. Inspiracje były bardzo wyraźne. Twórcy czerpali z kina policyjnego, z pościgów samochodowych i z estetyki klasycznych produkcji, w których auto było głównym bohaterem. Niestety, pogoń za trendami okazała się dla Drivera katastrofą.

Driver
Driver

Historia serii Driver

Pierwsza część gry zatytułowana po prostu Driver, zadebiutowała w 1999 roku i szybko zdobyła ogromną popularność. Gracz wcielał się w Johna Tannera, policjanta działającego pod przykrywką, który infiltruje świat przestępczy. Już sam pomysł na fabułę wyróżniał grę na tle innych produkcji. Jednak prawdziwą rewolucją była mechanika jazdy, model zniszczeń oraz konstrukcja rozgrywki. W odróżnieniu od wielu ówczesnych gier, Driver skupiał się wyłącznie na prowadzeniu pojazdów. Nie było tutaj swobodnego chodzenia postacią. Cała akcja rozgrywała się za kierownicą. To ograniczenie okazało się jednocześnie ogromną siłą produkcji. Model jazdy był wymagający, ale satysfakcjonujący. Samochody miały wyraźną masę, reagowały realistycznie na skręty, a poślizgi były integralną częścią zabawy.

Driver
Driver

Gra oferowała otwarte miasta inspirowane rzeczywistymi lokalizacjami, takimi jak Miami, San Francisco, Los Angeles i Nowy Jork. Choć dzisiaj mogą wydawać się skromne, w tamtym czasie robiły ogromne wrażenie i można było odczuć, że są gigantyczne. Co więcej, twórcy nie ograniczali graczy. Były dostępne misje do wykonania, ale nic nie stało na przeszkodzie, aby swobodnie jeździć po ulicach lub bawić się w ucieczkę przed policją. Co więcej, gra świetnie nadawała się do zabawy w jazdę zgodnie z przepisami, co z resztą bardzo często praktykowałem. Pod jednym z przycisków na klawiaturze znajdował się tempomat, dzięki czemu łatwo było dostosować prędkość do ruchu ulicznego, a przy odpowiedniej prędkości i próbie skrętu aktywowały się kierunkowskazy.

Driver
Driver

To co jednak jest jednym z najbardziej pamiętnych elementów pierwszego Drivera i jednocześnie to co spędzało sen z powiek graczy, to była pierwsza misja samouczkowa w garażu. Myślę, że nawet dziś uchodzi ona za jedną z najtrudniejszych w historii gier. Wymagała wykonania szeregu manewrów w ograniczonym czasie 60 sekund, co dla wielu graczy stanowiło prawdziwą ścianę trudności. Z czasem odkryto jak obejść misję usuwając jedną linijkę kodu w plikach, ale jeśli ktoś nie znał tego patentu to miał dwa wyjścia: albo stawał na uszach i wychodził z siebie, żeby ukończyć wyzwanie, albo poddawał się i odbijał się od gry. Równie miło wspominam warkot silników, klimatyczny dymek z rury wydechowej i charakterystyczny, odpadający kołpak przy pierwszym ostrzejszym zakręcie po rozpoczęciu jazdy.

Driver
Driver

Generalnie odbiór tej gry był bardzo pozytywny, więc naturalnym krokiem było stworzenie kontynuacji. Driver 2 zadebiutował zaledwie rok później, czyli w 2000 roku i przyniósł ze sobą jedną z najważniejszych zmian w historii serii. Po raz pierwszy gracz mógł opuścić samochód i poruszać się pieszo. Był to wyraźny krok w stronę większej swobody, który później stanie się standardem w serii jak i w wielu podobnych grach. Driver 2 rozbudował także skalę świata. Pojawiły się nowe miasta, takie jak Chicago, Hawana, Las Vegas i Rio. Mapy były większe, bardziej zróżnicowane, a misje mocniej rozbudowane. Możliwość wsiadania do różnych pojazdów w trakcie rozgrywki dodawała dynamiki i otwierała nowe możliwości, ale tutaj musiało się pojawić magiczne – no właśnie – „ale”.

Driver 2
Driver 2

Przede wszystkim produkcja została wydana jedynie na PlayStation, więc gracze, którzy odkryli Drivera na PC byli mocno rozczarowani. Niestety, gra nie była też wolna od problemów. Sekcje piesze były krytykowane za toporność i sam wspominam to jako jeden z najmniej przyjemnych elementów w grze. Sterowanie postacią było zwyczajnie drętwe, a animacje… no cóż, powiedzmy, że były bardzo dalekie od ideału. Mimo wszystko gra została dobrze przyjęta i sprzedała się znakomicie, a to głównie dlatego, że pomimo wielu zmian, core gry, czyli model jazdy nadal pozostawał tak samo dobry i satysfakcjonujący. Warto też zauważyć, że Driver 2 pojawił się jeszcze przed Grand Theft Auto III, które rok później zdefiniuje na nowo gatunek gier z otwartym światem. Można więc powiedzieć, że seria Driver była jednym z pionierów tej formuły, choć nie wykorzystała w pełni swojego potencjału, tak jak zrobił to konkurent. W tym właśnie miejscu zaczyna robić się naprawdę ciekawie.

Driver 2
Driver 2

Kolejna odsłona, czyli Driver 3 z 2004 roku, zapisywane jako Driv3r, miała być wielkim powrotem i odpowiedzią na rosnącą dominację serii GTA. Tym razem twórcy postawili na jeszcze większy nacisk na fabułę, która na modłę hitu Rockstara, prezentowana była za pomocą licznych przerywników filmowych. Do obsady zaangażowano znanych aktorów, co miało podnieść prestiż produkcji. Premierze trójki towarzyszyły huczne zapowiedzi. Miało być więcej, lepiej i bardziej filmowo. Otóż… nie. Wyszedł z tego koszmarny potworek, który zawiódł chyba wszystkich.

Driv3r
Driv3r

Driv3r przenosił graczy do Miami, Nicei i Stambułu. Miasta były szczegółowe i pełne życia, a jazda samochodem choć wcale nie idealna, nadal była mocną stroną gry – na tym można by zakończyć wymienianie pozytywów. No dobra, były też motocykle, ale jestem świrem na tym punkcie, więc dla mnie to dodatkowy atut. Problem Driv3ra polegał na tym, ze twórcy próbowali zrobić wszystko naraz, chcąc tak naprawdę stworzyć drugie GTA, zamiast kolejnego Drivera. Mieliśmy tu zatem strzelanie, eksplorację pieszo, jazdę samochodem i motocyklami, a także pełno akcji za sprawą rozbudowanej fabuły. Niestety żadna z tych możliwości nie została dopracowana w stopniu jakiego mogliśmy oczekiwać. Weźmy takie sterowanie postacią. Kto grał ten pamięta, że twórcy wywrócili do góry nogami cały układ klawiszy z jakiego zwykle korzystaliśmy w grach i co gorsza, nie dało się tego zmienić. Pewnie na konsolach było lepiej, ale zawsze grałem w Drivery na PC (poza dwójką, która była na PS2), więc nie było mi dane się o tym przekonać. Tak czy inaczej, sterowanie było tragiczne, fabuła, która miała być czymś epickim, często prosiła się o „skipowanie” i nawet jazda samochodami też nie dawała takiej satysfakcji jak poprzednie odsłony, chociaż chcąc nie chcąc to i tak był najlepszy element tej produkcji.

Driv3r
Driv3r

Ponadto gra była pełna błędów technicznych, co znacząco wpłynęło na jej odbiór. Pojawiały się problemy z kamerą, sztuczną inteligencją, a na naszej drodze stawało wiele pomniejszych irytujących Bugów. Męczyłem się z tą grą, naprawdę. Gdyby w tamtych latach istniało Temu, to tak, powiedzonko GTA z Temu w kontekście Driv3ra byłoby bardzo na miejscu. Po latach spróbowałem raz jeszcze, pomyślałem, że może byłem wtedy za młody i teraz wszystko odczuję inaczej, ale nie. Myślę, że dłużej jak godzinę nie wytrzymałem. No cóż, jak wspomniałem zapowiedzi były huczne, przez co i oczekiwania ogromne, ale niestety Driv3r okazał się niesamowitym rozczarowaniem. Mimo wszystko twórcy i tak mieli dużo szczęścia, ponieważ sprzedaż gry siłą rozpędu i uwielbieniem marki, nadal była zadowalająca.

Driv3r
Driv3r

GramTV przedstawia:

Driv3r to nie było potknięcie. To był bardzo bolesny upadek na twarz. Po czymś takim, seria potrzebowała konkretnego odświeżenia, aby odbudować zaufanie graczy. Tak oto otrzymaliśmy zaledwie dwa lata później Driver: Parallel Lines. Twórcy zdecydowali się na zmianę bohatera oraz bardziej spójną strukturę rozgrywki. Akcja gry została podzielona na dwie epoki, lata siedemdziesiąte i początek XXI wieku. Ten zabieg pozwolił pokazać ewolucję miasta oraz zmiany w stylu jazdy i atmosferze. W latach siedemdziesiątych dominował klimat klasycznych filmów policyjnych, natomiast współczesność była bardziej brutalna i dynamiczna.

Driver: Parallel Lines
Driver: Parallel Lines

Parallel Lines skupiło się mocniej na jeździe, czyli na tym czego gracze przede wszystkim oczekiwali, ale jednocześnie twórcy poprawili mechaniki strzelania i poruszania się pieszo. Gra była bardziej dopracowana technicznie i spotkała się z lepszym odbiorem niż Driv3r, ale wciąż pozostawała w cieniu GTA, które w tym czasie osiągało szczyt popularności za sprawą San Andreas. Powiedziałbym, że Parallel Lines było takim solidnym średniakim. Gra ani zła, ani jakaś dobra, ot pograć, pobawić się i zapomnieć. Dokładnie tak ją zapamiętałem. Do niej również próbowałem powrócić po latach, ale prawdę mówiąc, w ogóle nie poczułem, że to był Driver. Nie było tam nic tak bardzo charakterystycznego, z czego zapamiętaliśmy tę serię, więc gdyby ktoś podstawił mi tę grę przed nos, zasłaniając jej tytuł, to nie miałbym pojęcia w co gram.

Driver: Parallel Lines
Driver: Parallel Lines

Bardzo możliwe, że nie tylko ja miałem takie odczucia, ponieważ Driver po tej odsłonie zapadł w długi letarg, choć z pewnymi przebudzeniami w postaci pomniejszych, mniej znaczących projektów. Mam tu na myśli tytuły takie jak Driver 76 na PSP lub Driver: Renegade 3D na Nintendo 3DS, ale nie oszukujmy się, były to gry, które były jedynie zapchajdziurą, aniżeli konkretnymi tytułami na które warto byłoby zwrócić uwagę.

Driver: San Francisco
Driver: San Francisco

Gdy wydawało się, że marka Driver jest już na dobre skończona, Ubisoft w 2011 roku podjął próbę powrotu na szczyt za sprawą Driver: San Francisco. Twórcy zdecydowali się na odważny krok i wprowadzili zupełnie nową mechanikę, która wyróżniała grę na tle konkurencji, ale połączyli ją z clue serii czyli z przystępnym, satysfakcjonującym modelem jazdy i wiecie co? To wyszło naprawdę dobrze!

Driver: San Francisco
Driver: San Francisco

Najważniejszym elementem tej odsłony był system pozwalający na natychmiastowe przełączanie się między różnymi pojazdami w trakcie jazdy. Gracz mógł w dowolnym momencie opuścić swoje auto i przejąć kontrolę nad innym kierowcą na ulicy, ponieważ był... duchem. Tak, fabuła mogła wydawać się na początku nieco dziwna, być może nawet odklejona, ale w tym szaleństwie była metoda. Ta mechanika, choć dawała graczom ogromne możliwości i co ważne, wprowadzała świeżość do rozgrywki i na nowo zdefiniowała serię. Po latach prób Drivera w staniu się klonem GTA, seria na nowo znalazła coś wyjątkowego, co nadało jej własną tożsamość.

Driver: San Francisco
Driver: San Francisco

Do tego wszystkiego Driver: San Francisco wrócił do korzeni serii, skupiając się głównie na jeździe, całkowicie eliminując chodzenie pieszo po świecie. Dla niektórych była to decyzja kontrowersyjna, ale dla mnie bardzo spójna z pierwotną wizją marki i cieszyłem się, że Ubisoft podjął taki krok. Skupienie uwagi na modelu jazdy pozwoliło go odpowiednio dopracować, dlatego nowy i zarazem ostatni pełnoprawny Driver jakiego otrzymaliśmy dawał naprawdę niesamowitą radochę z prowadzenia samochodów i brania zakrętów bokiem za pomocą ręcznego. Przy okazji dostaliśmy także licencjonowane samochody, więc tym bardziej cieszył fakt, polatania ulubioną furą z prawdziwego świata po szalonych ulicach San Francisco. Samo wykonanie gry również stało na bardzo wysokim poziomie. Błędów prawie nie było, graficznie jak na tamte laty produkcja wyglądała bardzo dobrze, a modele samochodów cieszyły oko.

Driver: San Francisco
Driver: San Francisco

Nic więc dziwnego, że Driver: San Francisco po takich zmianach, z w zasadzie w większości po powrocie do korzeni, zostało bardzo dobrze przyjęte zarówno przez recenzentów jak i samych graczy. Kreatywność i odwaga twórców w kwestii „ducha”, model jazdy oraz powrót do filmowego klimatu jak najbardziej się opłaciły. Wielu uznało ją za najlepszą część serii od czasu pierwszego Drivera i słusznie. Niestety, pomimo pozytywnych recenzji, sprzedaż gry nie była wystarczająca, aby jej zapewnić kontynuację i tutaj dochodzimy do końca tej burzliwej historii.

Driver: San Francisco
Driver: San Francisco

Po premierze Driver: San Francisco marka praktycznie zniknęła z rynku. Ubisoft nie zdecydował się na rozwijanie serii, skupiając się na innych, bardziej dochodowych projektach. No dobrze, w pewnym momencie Driver powrócił jako wyścigi motorówek, ale przemilczmy to. Tak czy inaczej, Driver padł ofiarą zmieniających się realiów branży. Gry stały się większe, droższe i bardziej złożone. Konkurencja była ogromna, a gracze oczekiwali coraz więcej. Seria, która kiedyś wyznaczała kierunki, nie była w stanie utrzymać takiego tempa, a najwyraźniej fanów samego, szalonego ścigania po mieście w klimacie starych filmów, było zbyt mało. Co więcej, ostatniego Drivera nawet bardzo ciężko dzisiaj zdobyć. W cyfrowej sprzedaży już go nie ma, a płyty z grą, które jeszcze gdzieś się uchowały potrafią kosztować po kilkaset złotych. Miałem to szczęście, że załapałem się na pełniaka z CD-Action, więc na farcie niskim kosztem zdobyłem ten tytuł i mam go do dziś.

Driver: San Francisco
Driver: San Francisco

Patrząc z perspektywy czasu, Driver pozostaje jednak niezwykle ważną marką. To jedna z pierwszych serii, która pokazała, jak może wyglądać otwarty świat oparty na samej jeździe samochodem. To także przykład na to, jak ważna jest spójność wizji i jak łatwo można ją zatracić, próbując nie tyle dogonić, co wręcz naśladować konkurencję. Dzisiaj wielu graczy wspomina Drivera z sentymentem. Szczególnie pierwszą część i ostatnią część Driver: San Francisco, które najlepiej oddają ducha serii. Być może kiedyś marka jeszcze powróci – bardzo bym tego chciałbym. Branża gier lubi przecież odgrzewać klasyki, pytanie tylko czy w dzisiejszych czasach jest jeszcze przestrzeń na grę w całości opartą na pościgach. Obawiam się, że niestety już nie.

Komentarze
0



Nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Napisz komentarz jako pierwszy!