Krótko po premierze Aphelion od Don’t Nod otrzymujemy szansę wyruszenia na kolejną kosmiczną wyprawę – tym razem znacznie bardziej przerażającą.
Kosmos, jego eksploracja i poszukiwanie nowej planety zdatnej do życia, to temat jak nigdy aktualny i gorący. To zawsze była też świetna przestrzeń do wykorzystania przez twórców horrorów, którzy jak nikt inny wiedzą, że w kosmicznej pustce nikt nie słyszy naszego krzyku. W tym kierunku poszło Supermassive Games, które właśnie w taki sposób otwiera nowy rozdział w historii serii The Dark Pictures Anthology. W zasadzie znana nazwa niewiele tutaj znaczy, bo po śmierci aktora Tonego Pankhursta, który dotychczas grał kuratora, studio nie zdecydowało się na zastąpienie go kimś innym. Directive 8020 nie korzysta więc z rozwiązań znanych z poprzednich części mrocznej antologii, ale marketingowo (innego powodu nie widzę) sugeruje, że nowa gra ma coś wspólnego z poprzednimi tytułami – rzeczywiście, pewne punkty wspólne istnieją, ale jednocześnie bliżej jej do The Quarry.
Odwołuję się do The Quarry (można też wspomnieć The Casting of Frank Stone), bo to nieco bardziej rozbudowana gra niż produkcje z serii The Dark Pictures – na pewno widać wyraźnie większy budżet, rozmach i poziom dopracowania. Dokładnie takie jest Directive 8020, które urzeka chociażby szczegółowymi modelami twarzy czy mimiką. Bez zmian zostaje za to sprawdzony schemat, w którym cała rozgrywka ogranicza się do wąskiej grupy postaci, które znalazły się w niezbyt sprzyjających okolicznościach. Tutaj jest to załoga statku kosmicznego, który ma trafić na orbitę planety uznawanej za nowy dom dla ludzkości. Niestety wszystko przerywa uderzenie małej asteroidy w kadłub statku. Uszkodzenia może nie są aż tak krytyczne, ale w ten sposób na pokład trafia obca forma życia – szybko rozprzestrzeniająca się maź, która przejmuje kontrolę nad jedną z członkiń załogi. Tak zaczyna się koszmar odciętej od świata grupy ludzi, którzy zamiast odkrywać nowy ląd, walczą o życie.
Przez długi czas fabuła Directive 8020 nie powala na kolana odkrywczymi motywami. To raczej dosyć standardowa opowieść o statku kosmicznym, z którego nie ma ucieczki, a w cieniu kryje się śmiercionośne zagrożenie. Taki Obcy, ale z nieco innym… obcym. Gra próbuje dodawać nieco dynamiki, mieszając linie czasu. Przez większość kampanii widzimy teraźniejszość, ale niektóre rozdziały zaczynają się od sceny, która wydarzy się dopiero za kilka godzin i oczywiście jest znacznie bardziej dramatyczna. W pewnym momencie trafiamy jednak na powierzchnię planety i tam fabuła zaczyna nabierać wyraźnego tempa. Fani science fiction na pewno nie poczują się zaskoczeni rozwiązaniem fabuły, bo jednak nie można powiedzieć, aby taki wątek nigdy nie pojawił się w tym gatunku. Większość graczy pewnie jednak poczuje dużą satysfakcję widząc mocny zwrot akcji, który wyjaśnia co tak naprawdę się wydarzyło.
Symulator reżysera czy emocjonująca opowieść?
Jak przystało na grę narracyjną, ważniejsze od mechaniki jest to jak poprowadzona jest opowieść. Supermassive Games klasycznie dla siebie pozwala nam wcielić się w reżysera, który ma możliwość prowadzenia opowieści w różne strony. Tutaj niestety mam pewien zarzut. Moim zdaniem opowieść traci na swojej mocy przez zdecydowanie zbyt dużą liczbę komunikatów na ekranie. Gra powinna mieć jak najmocniej sterylny interfejs, aby gracz w pełni wczuł się w klimat. Zamiast tego non stop jesteśmy rozpraszani i wybijani z atmosfery grozy informacjami o tym, że dotarliśmy do rozwidlenia historii czy nasza decyzja wpłynie na osobowość bohatera. Przez to Directive 8020 traci jako filmowe doświadczenie, które przeżywa się. Gra w każdym momencie pozwala cofnąć się do kluczowego wydarzenia i podjąć inną decyzję. Całkowicie burzy to uczucie grozy i ponoszenia konsekwencji naszych działań. Oczywiście można z tego zrezygnować na początku gry wybierając odpowiedni poziom trudności, ale powiedzmy sobie wprost – rozpoczynając rozgrywkę gracz wcale nie musi wiedzieć którą z kilku opcji wybrać i w większości przeżyje przygodę z ustawieniami domyślnymi.
Trudno więc wczuć się w ten świat i zaangażować w losy bohaterów, jeśli na każdym kroku gra przypomina, że to tylko… gra. Traci na tym też poczucie grozy, bo każdy ruch można łatwo zmienić. Directive 8020 ma kilka mocniejszych momentów, ale to zawsze jump scare, a nie subtelne budowanie napięcia. Oczywiście podobnie było w poprzednich produkcjach tego studia, ale tutaj wyjątkowo mocno czuję, że psuje to odbiór rozgrywki. Momentami aż miałem wrażenie, że twórcy chcieli, abym cofał decyzje i odkrywał różne ścieżki, zamiast pozwolić mi raz przeżyć tę opowieść na swój sposób, a dopiero po dojściu do końca zobaczyć inne możliwości.
GramTV przedstawia:
Jeszcze jednym problemem narracyjnym Directive 8020 jest montaż wielu scen. Kilka z nich jest bardzo dobrych. Zawsze jednak są one liniowe. Gorzej to wygląda kiedy widać, że gra łączy kilka fragmentów na podstawie wyborów gracza. Jest to wyraźnie nienaturalne i znacząco zmniejsza efekt. Ponownie należy dodać, że to problem, który miały też poprzednie gry Supermassive Games. Mocniej jednak zwracam na niego uwagę tutaj, ponieważ oczekuję od dewelopera jakiegoś progresu. Directive 8020 zasługuje też na znacznie lepszą narrację, bo jest w tej grze sporo jakości na innych poziomach. Tutaj zdecydowanie jest potencjał na znacznie więcej.
Więcej skradania, mniej QTE
Największą zmianę, o dziwo, widzimy na poziomie rozgrywki. Poprzednie gry Supermassive Games miały dużo QTE, a do tego sporo sekcji, w których chodzimy po pomieszczeniach i oglądamy przedmioty. W Directive 8020 jedno i drugie zostało ograniczone do minimum. Przybyło za to znacznie bardziej dynamicznych etapów, w których skradamy się. Wyjątkowo często musimy kucnąć i chować się za przeszkodami, aby ominąć przeciwnika. Przyznam, że nadaje to grze dynamiki i sprawia, że znacząco zwiększyło się moje zaangażowanie w rozgrywkę. Wydane w tym roku Life is Strange (nie jest to horror, ale pod kątem podejścia do rozgrywki jest to niemal to samo) jest tak skonstruowane, że momentami można odłożyć pada, bo nie ma co robić oprócz śledzenia dialogów. Directive 8020 znacznie częściej wymaga od gracza zaangażowania w rozgrywkę, również w porównaniu do poprzednich produkcji brytyjskiego dewelopera.
Szkoda, że gra nie oferuje jednak więcej mechanik, bo czasy dla produkcji narracyjnych nie są najlepsze. Gracze oczekują więc dużo więcej niż tylko chodzenie po pustych lokacjach i śledzenie dialogów. Sekcje skradankowe uważam więc za najcenniejszą zmianę, która znacząco poprawia rozgrywkę. To nowość, której brakowało w serii The Dark Picture Anthology. Z drugiej strony gra stojąca historią powinna ten element dopracować do perfekcji, bo właśnie po to gracze sięgają po Directive 8020 – na pewno nie dla jednak dosyć prostego skradania. Na to niestety muszę pokręcić nosem. Wiele rzeczy zostało zrobionych na wysokim poziomie, ale też kilka decyzji jest moim zdaniem niezrozumiałych. Tak jakby twórcy sami nie chcieli, abyśmy w pełni zatopili się w kosmicznej atmosferze. Pod koniec kampanii, kiedy szybko przeskakujemy między postaciami, gra nawet każdą z nich od nowa podpisuje imieniem i nazwiskiem, jakby tego właśnie potrzebował gracz w emocjonującym finale kilkugodzinnej opowieści.
Nie mam więc wątpliwości, że najlepszą grą Supermassive Games nadal pozostaje Until Dawn. Directive 8020, mimo kilku rzeczy, na które mocno narzekam, to jedna z lepszych produkcji tego dewelopera. Chociaż podciągnięcie jej pod serię The Dark Pictures Anthology jest troszkę naciągane, w jej ramach to niewątpliwie najbardziej dopracowany tytuł. Tym bardziej żałuję, że deweloper nie chciał, aby gracz w pełni zatopił się w atmosferze kosmicznego horroru. Polecam więc wyłączyć w ustawieniach poziomu trudności brak możliwości cofania czasu i zmiany decyzji, aby doświadczyć jednej, emocjonującej historii. Tę, przy pewnych okolicznościach, można tutaj znaleźć.
7,3
Możliwe, że to najlepsza część The Dark Picture Anthology, ale twórcy jakby nie chcieli wykorzystać jej pełnego potencjału.
Plusy
Dodanie do rozgrywki sekcji skradankowych
Rozwinięcie historii jest całkiem ciekawe
Kilka mocnych momentów
Liczba QTE nie jest zbyt duża
Minusy
Interfejs i komunikaty, które wybijają z klimatu
Gra za bardzo namawia do sprawdzania innych ścieżek
Mimo wszystko w 2026 roku oczekujemy nieco więcej rozgrywki
Prześwietlam polski gamedev - piszę o grach, biznesie i kulisach branży, do których inni nie docierają. Rozmawiam z twórcami i analizuję co dzieje się za zamkniętymi drzwiami.