Life is Strange: Reunion - recenzja. Jest lepiej, ale czy to wystarczy?

Adam "Harpen" Berlik
2026/04/07 14:00
2
0

Półtora roku po premierze rozczarowującego Life is Strange: Double Exposure odpowiedzialne za rozwój marki studio Deck Nine Games powraca z nową, lepszą grą. Choć - jak zawsze - nie obyło się bez zgrzytów.

Ponownie razem!

Jak się okazuje, czasem trzeba wiedzieć, kiedy ze sceny zejść, ale najwyraźniej ani przedstawiciele Square Enix, czyli firmy wydającej kolejnej odsłony cyklu Life is Strange, ani tym bardziej ekipa przygotowująca nowe części serii, nie mieli okazji zapoznać się z ponadczasowym hitem polskiego zespołu Perfect. Efekt? Mówiąc oględnie – nie do końca udane Life is Strange: Double Exposure. Mało tego – na początku bieżącego roku, zapowiedziano oficjalnie kolejną grę, czyli Life is Strange: Reunion, zwieńczenie historii opowiadającej o losach Max Caulfield i Chloe Price. Problem polega jednak na tym, że autorzy w niektórych miejscach musieli pójść na różnego rodzaju kompromisy, by ta opowieść najzwyczajniej w świecie mogła się skleić.

Life is Strange: Reunion
Life is Strange: Reunion

Ale zanim…

Na samym początku trzeba jednak odpowiedzieć na jedno, ale to bardzo ważne pytanie. Mianowicie - czy znajomość poprzednich gier z serii Life is Strange jest wymagana do zrozumienia fabuły zaprezentowanej w Reunion? Moim zdaniem tak, bo w przeciwnym razie gracze nie do końca połapią się, o co w tym wszystkim chodzi, kto jest kim, a ponadto niektóre postacie mogą okazać się płaskie, jeśli nie znamy całego kontekstu. Autorzy nie zdecydowali się na kontynuowanie niektórych wątków z poprzedniczek, by w całości skupić się na nowym scenariuszu i relacji między dwiema głównymi postaciami.

Mimo wszystko ekipa Deck Nine Games doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że Life is Strange: Reunion może być dla niektórych pierwszym kontaktem z tą doskonale znaną fanom narracyjnych przygodówek marką. Dlatego też znajdziemy tu streszczenie wydarzeń przedstawionych w pierwszym Life is Strange oraz przywołanym już Double Exposure. Zanim na dobre rozpoczniemy nową opowieść będziemy musieli ponadto dokonać kilku wyborów, bo - niestety - Life is Strange: Reunion nie pozwala na zaimportowanie zapisanych stanów rozgrywki ze wspomnianych, istotnych z punktu widzenia fabuły, odsłon cyklu.

Mam świadomość, że tę recenzję będą czytać osoby, które właśnie zastanawiają się nad zakupem Life is Strange: Reunion. Dlatego też obędzie się bez wielkich spoilerów, choć warto zaznaczyć, że dla weteranów obecność Chloe Price na ekranie od samego początku może być zaskakująca. Niemniej wydaje się, że autorzy wyszli z tego obronną ręką, choć dla niektórych całe wytłumaczenie może być jak intryga grubymi nićmi szyta. Ale w przypadku Life is Strange nic nie jest niemożliwe. Tak czy inaczej to nie gwiazda punkowego zespołu z niebieskimi włosami, ale właśnie profesor Max Caulfield gra tutaj… pierwsze skrzypce. Bo to właśnie ona doświadcza pożaru na uczelni, gdzie wykłada, co z kolei prowadzi do tego, że postanawia skorzystać ze swojej niesamowitej umiejętności.

Life is Strange: Reunion
Life is Strange: Reunion

Czas na mięsko!

Tak, tak, w Life is Strange: Reunion będziemy cofać czas. I to niejednokrotnie. Zwykle będzie dziać się to z naszym udziałem, czasem gra sama wymusi użycie tej unikatowej mocy bohaterki. Początkowo dlatego, byśmy przenieśli się o trzy dni wstecz i spróbowali zrobić wszystko, by zapobiec wspomnianej tragedii. Z owej umiejętności zrobimy użytek na różnych etapach kampanii, zwykle podczas przeprowadzania dialogów z napotkanymi postaciami, co pomoże nam wyciągnąć z nich dodatkowe informacje i popchnąć akcję do przodu. Choć jest jeden taki moment, w którym… A zresztą - zagrajcie, bo naprawdę warto. Tym bardziej, że - to akurat spoilerem przecież nie jest - do Max z czasem w końcu (i w to dość przekonujący sposób) dołączy właśnie Chloe.

GramTV przedstawia:

W związku z powyższym Price także będzie miała w Life is Strange: Reunion swoje gameplayowe pięć minut, ale trzeba przyznać, że w porównaniu do tego, jaki wpływ na otaczający nas świat ma Caulfield, zdolność Chloe wydaje się być jedynie dodatkiem. Może ona bowiem próbować przegadać swoich rozmówców, wybierając odpowiednie opcje dialogowe. Czasem pozwoli to jej zyskać dostęp do nowych, cennych informacji, a czasem - co idealnie komponuje się z jej charakterem (tak, mimo upływu lat, ona nadal taka jest) - wykaraskać się z tarapatów.

A jak w to się gra?

Life is Strange: Reunion nie udaje, że kładzie nacisk na opowieść, więc ponownie mamy do czynienia przede wszystkim z interaktywnym filmem, w którym pojawia się bodajże jedna sekwencja wymagająca wykonania odpowiednich czynności we wskazanym czasie. Ale to właśnie opowieść i podejmowanie decyzji wpływa na dalsze losy postaci i wygląd świata przedstawionego. Rzecz jasna mamy tu kilka kluczowych momentów, a znacznie częściej nasz wybór jest tak naprawdę iluzoryczny. Poza tym w niektórych miejscach gra sama informuje nas o tym, że podjęta przez nas decyzja będzie miała swoje konsekwencje, a my musimy niejako potwierdzić wybór dwukrotnie, by móc kontynuować przygodę. Nie można nie wspomnieć także o świetnie napisanych i - przede wszystkim - zagranych dialogach, bo voice acting to jeden z największych plusów gry.

Life is Strange: Reunion
Life is Strange: Reunion

Life is Strange: Reunion zapewnia około 10 godzin rozgrywki. Czas przejścia uzależniony jest oczywiście od tego, czy zdecydujemy się na lizanie ścian czy raczej będziemy podążać jedynie za kluczowymi wydarzeniami. Niezależnie od wszystkiego spędzimy naprawdę przyjemny czas, bo autorzy zadbali, przynajmniej w większości przypadków, o dobre tempo kampanii. Zdarzają się tu ze dwa nieco przydługie i być może niepotrzebne fragmenty, niemniej całościowo gra potrafi zaangażować odbiorcę. W końcu przecież każdy chciałby dowiedzieć się, czy ten pożar faktycznie wybuchnie, czy też Max zdoła ocalić wszystkich przed katastrofą. No i co się stanie z Chloe, która przecież także ma swoje problemy.

Usiądź i posłuchaj

Pod względem oprawy wizualnej Life is Strange: Reunion prezentuje się naprawdę solidnie, chociaż szkoda, że nawet w przypadku stosunkowo komiksowej grafiki nie pokuszono się o lepsze animacje włosów. Same twarze wyglądają przyzwoicie, poszczególne lokacje także są bogate w detale. Na uwagę zasługują ponadto rozmaite utwory, których niekiedy musimy, a czasem możemy posłuchać w trakcie zabawy. Twórcy dają nam chwilę wytchnienia, więc niekiedy pojawia się opcja dosłuchania wybranego kawałka do końca.

Podsumowanie

Life is Strange: Reunion wciąga. I to chyba najważniejsza informacja. Pomimo wad, uproszczeń i skupieniu uwagi przede wszystkim na losach Max i Chloe autorom udało się stworzyć ciekawą przygodę. Fani mogą jednak kręcić nosem, bo zabrakło tu kontynuacji ciekawych wątków. I będą mieli rację. Z drugiej strony nie jest to oczywiście gra, od której warto zacząć poznawanie serii Life is Strange, ale skoro teraz się nią zainteresowaliście, to najpierw nadróbcie zaległości. Reunion na was cierpliwie poczeka. Aha, i przebrnijcie przez Double Exposure, koniecznie.

Life is Strange: Reunion
Life is Strange: Reunion
7,5
Naprawdę udana, emocjonalna opowieść, którą warto poznać. Skupienie się głównie na losach Max i Chloe zmusiło niestety autorów do pójścia na liczne kompromisy
Plusy
  • angażująca opowieść na około 10 godzin
  • udany powrót duetu Max i Chloe (ten voice acting!)
  • kilka istotnych decyzji fabularnych
  • temat pożaru napędzający opowieść
  • mechanika cofania czasu pełni tu istotną funkcję
  • klimatyczna oprawa audiowizualna
Minusy
  • brak możliwości importowania zapisanych stanów rozgrywki z poprzednich części
  • zdolność Chloe potraktowane nieco po macoszemu
  • animacje włosów odstają od reszty grafiki
  • brak polskiej wersji językowej
Komentarze
2
MisioKGB
Gramowicz
Wczoraj 21:27

Zatrzymałem się na dwójce z tymi braćmi, chyba już jestem za stary na takie gry xd

Silverburg
Gramowicz
Wczoraj 15:19

Animacje włosów...nemesis każdego animatora :)