Intensywność rozgrywki w nowym Kapitanie Tsubasa potrafi pozytywnie zaskoczyć, ale bywają też momenty frustracji.
Ustalmy na początku jedno: Capitan Tsubasa 2: World Fighters to gra dedykowana wyłącznie dla fanów tego kultowego anime. Nawet zwolennicy piłki nożnej mogę się tutaj nie odnaleźć. Po zagraniu w tę produkcję stwierdzam, że prędzej jej do zwariowanej bijatyki w stylu Dragon Balla, aniżeli footballu. Rzecz w tym, że ma to swój urok, a gra dostarcza znacznie więcej frajdy niż się spodziewałem, choć nie bez pewnego “ale”.
Capitan Tsubasa 2: World Fighters
Capitan Tsubasa 2: World Fighters to widowiskowa piłk… bijatyka
Nigdy nie byłem giga fanem Kapitana Tsubasy. Jak większość, oglądałem anime na Polonii 1, tuż obok Generała Daimosa, Tygrysiej Maski, Yattamana i tym podobnych. Jako dzieciak zachwycałem się strzałami, które powodowały wejście piłki w nadświetlną, ale gdy już podrosłem, to gdzieś to wszystko we mnie umarło i nigdy w żadnej formie do Tsubasy nie wróciłem. Teraz miałem okazję przekonać się czy nostalgia działa i czy takie podejście do piłki nożnej może być atrakcyjne dla kogoś, kto nie śledził tej serii od wielu lat.
Capitan Tsubasa 2: World Fighters
Przygodę w Captain Tsubasa 2: World Fighters zaczynamy od stworzenia swojego własnego zawodnika, który dołącza do ekipy tytułowego Tsubasy Ozora. Edytor postaci nie jest może najbardziej rozbudowanym spośród gier w stylistyce anime, ale da się w nim coś fajnego stworzyć. Nawet udało mi się wykreować zawodnika, który wygląda jak Cloud z Final Fantasy 7, choć tak naprawdę główną robotę zrobiła tu charakterystyczna fryzura. To co jednak ważne to elastyczność stworzonej postaci. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby ustawić się zarówno w ataku jak i w obronie, czy nawet na bramce. W trakcie kampanii rozwija się indywidualnie styl rozgrywki, więc to trochę od nas zależy w jak wyspecjalizujemy własnego awatara.
Capitan Tsubasa 2: World Fighters
W trakcie – nazwijmy to kariery – rozgrywamy kolejne mecze w ramach juniorskich mistrzostw świata, jednocześnie próbując w jakiś sposób wkomponować się w drużynę. Możemy grać neutralnego gościa, pokornie słuchać Tsubasy i reszty zespołu, albo próbować gwiazdorzyć. Jako, że kampania jest podzielona na kolejne epizody i te które przejdziemy możemy rozegrać raz jeszcze, to sprawdziłem powyższe wybory i wygląda na to, że są one jedynie kosmetyczne i bardziej dla nas. Cały epizod niezależnie od wybranego dialogu przebiega tak samo. Poza tym fabuła jest bardzo luźna, łatwo przyswajalna, aczkolwiek momentami scenki są mocno przegadane.
Capitan Tsubasa 2: World Fighters
Zanim przejdziemy do meczu, możemy poszperać nieco w taktyce. Ta jest raczej skromna, ale jako że zawodnicy potrafią mieć inne predyspozycje, to czasami warto tutaj zajrzeć. Tzn, na normalnym poziomie, ponieważ na łatwym chyba nie ma to jakiegoś większego znaczenia. Gra wówczas jest na tyle uproszczona, że można wygrywać mecze bez większego wysiłku. Ogólnie jest ponad 110 grywalnych postaci i 22 drużyny narodowe, więc nawet grając szybkie mecze poza kampanią, warto czasem spojrzeć na taktykę, zawodników oraz ich specjalne zdolności, aby polepszyć możliwości zespołu lub dostosować go pod konkretnego rywala (o ile wiemy czym dysponuje, a to możemy po prostu wychwycić grając).
Capitan Tsubasa 2: World Fighters
Gdy wszystko już poustawiamy, przychodzi pora aby wyjść na boisko i tam zaczyna się prawdziwa walka o życie. Dosłownie, ponieważ gra o piłce nożnej ma zaskakująco mało z nią wspólnego. Oczywiście mamy zawodników, którzy biegają za piłką, podają, strzelają, bronią tyle, że klasycznego footbolu jest w tym jak na lekarstwo, a liczy się brutalność, ostre zagrania i strzały, które mogłyby rozwalić pół stadionu. Oczywiście nie ma w tym nic złego i w pełni rozumiem zamysł. Od klasycznego footballu mamy EA FC, tutaj odgrywamy spotkania, które mogłyby być wyciągnięte żywcem z kultowego anime.
Capitan Tsubasa 2: World Fighters
GramTV przedstawia:
Samych zagrań jest ponad 150, wliczając w to podania, drybling, odbiory, strzały i generalnie wszystko co piłkarze zwykle robią na boisku. Powiem tak: warto korzystać ze wszystkie co się ma, bowiem walka o piłkę to twardy orzech. Zanim połapałem się w jaki sposób działają poszczególne mechaniki to przejście pod bramkę przeciwnika zajmowało mi czasem całą połowę meczu, a to wszystko nawet nie na trudnym poziomie. Inna sprawą jest to czy uda się oddać sensowny strzał. Rzecz w tym, że tutaj klasyczne granie w piłkę nożną absolutnie nie ma racji bytu. Captain Tsubasa 2: World Fighters to produkcja w której na każdym kroku trzeba korzystać ze specjalnych umiejętności, aby utrzymać się przy piłce, dokonać skutecznego odbioru lub by oddać skuteczny strzał.
Capitan Tsubasa 2: World Fighters
Gra premiuje ładnie złożone akcje, ale dokonanie tego przy zaciekle atakujących przeciwnikach nie jest łatwym zadaniem. Najgorzej jest gdy już przedrzemy się pod bramkę po kilku pięknie wykonanych podaniach oraz dryblingach i w ostatniej chwili podczas końcowej fazy ładowania paska strzału dostajemy brutalny wślizg na nogi, który niszczy cały ten piękny łańcuch ruchów. Na boisku często panuje istny chaos, a od intensywnych animacji można dostać oczopląsu. Nie bez powodu przyrównałem nowego Kapitana Tsubasę do Dragon Balla. Nawet wzmocnieni zawodnicy biegają otoczeni aurą niczym w dziele Akiry Toriyamy. Generalnie jest niesamowicie intensywnie, ale tak powinno być i choć czasem frustrowałem się nieudanymi akcjami to jednak taka szalona i agresywna gra dawała mi mnóstwo frajdy – do czasu ataku na barmkę.
Capitan Tsubasa 2: World Fighters
Niestety o ile boiskowa, intensywna batalia trafiła w moje upodobania, tak nie do końca przekonał mnie tryb zbijania życia bramkarzy podczas strzałów lub obrony w zależności po której stronie akcji się znajdowałem. Każdy z nich ma swój czerowny pasek, który zmniejsza się od strzałów. Im mocniejsze uderzenia, tym bardziej zmniejszają ten pasek. Najtrudniejsze do wykonania superstrzały naturalnie zbijają go najmocniej, ale przy intensywnej obronie przeciwnika, trudno czasem wykonać takie „ulti”. Co się jednak stanie gdy ten pasek spadnie do zera? Otóż, dopiero wtedy padnie bramka.
Capitan Tsubasa 2: World Fighters
Na początku gry pomyślałem „o, całkiem fajne rozwiązanie”, ale z czasem szybko zaczynałem na nie narzekać. Raz, że wiele meczów było bardzo ciężkich i doprowadzenie do strzału bywało trudne, a dwa, nawet wybór idealnie pustego okna w bramce nie zakończy się golem dopóki pasek bramkarza nie zmniejszy się do zera. Wybór kierunku strzału oczywiście ma wpływ na jakość strzału, a co za tym idzie na „zadane obrażenia”, ale w wielu niesamowicie czystych sytuacjach, aż prosiło się o normalną bramkę. Oczywiście istnieje cień szansy, że jakimś cudem da się tego dokonać, ale mnie się nie udało. Poza tym zwyczajnie dziwnie to wygląda, gdy wybieram swoim bramkarzem przeciwny kierunek do strzału rywala, ale i tak animacja pokaże jak wyłapuję piłkę, tyle że tracąc więcej paska zdrowia.
Capitan Tsubasa 2: World Fighters
Już po kilku godzinach grania zacząłem czuć, że bardziej od samego oddawania kosmicznych strzałów na bramkę rywala, podobała mi się walka o piłkę w środku pola. To o tyle dziwne w moim przypadku, że w takim EA FC jestem raczej gościem grającym z kontry i w myśl zasady „byle szybciej na bramkę przeciwnika”. Tutaj wolałem bawić się w środku pola, choć też bez przesady, wszak zegar nieustannie mknął ku 90 minucie spotkania, więc prędzej czy później trzeba było spamować rywala kolejnymi atakami, aby przebić się do upragnionego gola.
Capitan Tsubasa 2: World Fighters
Finalnie Captain Tsubasa 2: World Fighters jest nawet fajną grą. To, że mnie nie do końca siadł system zdobywania bramek, nie oznacza, że prawdziwemu fanowi Tsubasy też nie siądzie. Wolę nieco inny typ rozgrywki, ale za to bardzo doceniam możliwości rywalizacji w polu karnym, efektowność wielu akcji, w tym strzałów, dynamikę starć, a także wierność i szacunek do anime. Na koniec jeszcze raz podkreślę: powinniście być zadowoleni jeśli jesteście fanami Kapitana Tsubasy. W innym przypadku możecie się nieco rozczarować.
PS. Nostalgia działa. Świetnie było wspomnieć stare czasy!
6,8
Więcej w tym bijatyki niż piłki nożnej, ale walka o piłkę to świetna rozrywka. Gorzej ma się jednak zdobywanie bramek.
Plusy
Bardzo dynamiczna i dość wymagająca rozgrywka
Efektowne zagrania dokładnie tak jak w anime
Możliwość grania własnym zawodnikiem i prowadzenie go wedle swoich upodobań
Wierność materiałowi źródłowemu
Ustawienie taktyki może nie jest kluczowe, ale realnie wpływa na możliwości zespołu
Brutalność i zdecydowane działania przeciwnika
Sporo drużyn i zawodników do wyboru
Polska wersja językowa
Minusy
Niektóre scenki są okropnie przegadane
System strzałów i obrony nie nagradza dobrej gry. Liczy się spamowanie bramkarza kolejnymi atakami
To bardziej bijatyka niż piłka nożna. Normalna gra w piłkę nie ma tutaj racji bytu
Po kilkunastu godzinach gry, strzelanie bramek staje się na tyle męczące, że trochę traci się zapał do gry (to naprawdę trzeba lubić)
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Napisz komentarz jako pierwszy!