Recenzja

Grywalność, grywalność i jeszcze raz grywalność - recenzja Vampire's Fall: Origins

Adam "Harpen" Berlik, 10.02.2020 11:00 1

Vampire's Fall: Origins pokazuje, że wystarczy pasja i zaangażowanie, by stworzyć naprawdę wciągającą grę. Nie trzeba rewolucji.

Early Morning Studio, które odpowiada za stworzenie Vampire's Fall: Origins, składa się z zaledwie trzech osób. Jak sami mówią, są fanami staroszokolnych gier RPG i postanowili oddać hołd klasycznym przedstawicielom wspomnianego gatunku. Choć premiera Vampire's Fall: Origins na PC miała miejsce pod koniec stycznia, tak naprawdę tytuł ujrzał światło dzienne znacznie wcześniej, robiąc furorę na smartfonach i tabletach, gdzie zadebiutował w modelu biznesowym free-to-play. Na komputerach jest dostępny w wersji standardowej, a więc płacimy raz i nie musimy obawiać się jakichkolwiek mikropłatności.

Tym, co szczególnie zachęca do obcowania z Vampire's Fall: Origins jest dość spory, otwarty świat przedstawiony w rzucie izometrycznym. Nawet pomimo faktu, że lokacje nie są aż tak różnorodne, jakbyśmy sobie tego życzyli, i co rusz trafiamy na te same tekstury budynków czy innych elementów otoczenia, to i tak jesteśmy ciekawi, jaka nowa przygoda czeka tuż za rogiem. Czasem jest to naprawdę interesujący fragment głównego wątku fabularnego czy też zadanie poboczne, ale nie brakuje momentów, w których musimy pozbierać drewno w lesie i dostarczyć je wskazanemu NPC-owi lub też zanieść myśliwemu drugie śniadanie, o którym zapomniał przed wyjściem na polowanie.

Historia traktująca o poszukiwaniu Wielkiego Czarnoksiężnika zapowiada się naprawdę ciekawie, ale bardzo szybko okazuje się, że to nie fabuła, ale rozgrywka zatrzymywała mnie przed ekranem. Vampire's Fall: Origins miało zapewne oferować zapadający w pamięć scenariusz, który – jak się okazało - bazuje na doskonale znanych schematach, w efekcie czego można łatwo przewidzieć zakończenie tej opowieści. Mimo wszystko nie warto przewijać dialogów, bo napisane są bardzo dobrze, a niekiedy znajdziemy w nich sporo humoru.

Vampire's Fall: Origins oddaje do dyspozycji stosunkowo prosty do opanowania system walki. Poszczególne starcia, które odbywają się w systemie turowym na dwuwymiarowych planszach, nie sprowadzają się jedynie do wyprowadzania zwykłych ataków i kombosów, bowiem twórcy zaproponowali nam także szereg innych rozwiązań. Poza opcją skorzystania z dostępnego rodzaju broni (jednocześnie możemy nosić przy sobie dwie), mamy również instynkt oraz kontrolę. Dzięki nim możemy na przykład zwiększyć tymczasowo zadawane obrażenia, zaskoczyć wroga ciosem w plecy, nasłać na niego rój nietoperzy, które będą nękać przeciwnika przez kilka tur, i tak dalej, i tak dalej.

Zarówno wyżej wymienione talenty, jak i pozostałe zdolności (aktywne i pasywne) odblokowujemy po awansowaniu na kolejny level. Mamy tu więc standardowy system zbierania punktów doświadczenia, dzięki którym zwiększamy liczbę punktów zdrowia naszego bohatera, koncentrację (coś w rodzaju many pozwalającej na korzystanie z dodatkowych umiejętności) i szereg innych parametrów, takich jak np. wytrzymałość pancerza czy też szansa na wykonanie uniku. Jedyną rzeczą, do której można się przyczepić, jest częstotliwość zdobywania nowych poziomów. To jednak widocznie pozostałość po edycji na platformy mobilne.

Vampire's Fall: Origins jest oczywiście grą, w której nie mogło obejść się bez kolekcjonowania złota. To właśnie ono pozwala nam na kupowanie nowych rodzajów broni i innych elementów wyposażenia oraz dodatkowych przedmiotów, wśród których znajdziemy między innymi pierścienie dające nam rozmaite efekty (np. więcej punktów życia i szybsze zdobywanie punktów doświadczenia). Możemy ponadto ulepszać posiadany oręż specjalnymi klejnotami, a nawet wytwarzać miksturki za pomocą nieskomplikowanego systemu rzemiosła. Trzeba jednak pamiętać, że taka opcja dostępna jest tylko w bezpiecznych miejscach, więc nie ma mowy o warzeniu eliksirów w dziczy.

Po krótkim wprowadzeniu możemy wyruszyć w świat, lecz stosunkowo łatwo zorientujemy się, że to tylko pozory, bowiem w wielu miejscach natrafimy na zbyt mocnych przeciwników. Vampire's Fall: Origins nie zawiera funkcji skalowania poziomów wrogów, w efekcie czego najlepiej iść tam, gdzie to my bijemy innych, a nie na odwrót. Śmierć nie ma wielkich konsekwencji. Po zgonie postaci odradzamy się w najbliższej wiosce, a z naszego konta znika raptem parę sztuk złota. Nie musimy również lecieć wszędzie na piechotę, gdyż po kilkudziesięciu minutach zabawy odblokowujemy możliwość skorzystania z eliksiru szybkiej podróży.

Vampire's Fall: Origins nie olśniewa pod względem oprawy wizualnej, ale grafika niewątpliwie ma swój urok. Świetną atmosferę buduje nie tylko specyficzny wygląd poszczególnych lokacji, ale także nastrojowy soundtrack. Wierzcie lub nie, ale momentami naprawdę zatrzymywałem się tylko po to, by posłuchać kolejnych utworów. Nie jest to oczywiście poziom Hansa Zimmera, ale jak na grę niezależną od malutkiego studia, ścieżka dźwiękowa zasługuje na najwyższe słowa uznania.

Bawiłem się naprawdę dobrze, stąd też taka, a nie inna nota, którą widzicie powyżej. Jestem jednak świadomy tego, że dzieło Early Morning Studio nie wprowadza żadnych rewolucyjnych zmian, bazując na doskonale znanych mechanikach rozgrywki. Czy to źle? Nie, skoro eksploracja jest bezustannie angażująca, walka daje sporo możliwości, a system rozwoju postaci skonstruowano tak, by zachęcić do eksperymentowania zarówno podczas wybierania nowych rodzajów broni, innych elementów wyposażenia i zdolności. Tytuł pozbawiony jest jakichkolwiek irytujących błędów czy też niedociągnięć. Poza tym – jak już wspomniałem - Vampire's Fall: Origins to gra zrobiona przez fanów dla fanów. Z wielką pasją i miłością do gatunku. Grzech nie zagrać.

Vampire's Fall: Origins

  • bardzo dobrze zrealizowany system walki
  • wiele opcji w zakresie rozwoju postaci
  • angażująca eksploracja otwartego świata
  • różnorodne typy broni i pancerza do zdobycia
  • mnóstwo zadań do wykonania
  • nastrojowa oprawa audiowizualna
  • momentami fedexowe questy
  • przewidywalny główny wątek fabularny
Świetna gra, w której nie przeszkadza widoczny na każdym kroku niski budżet 8.0
najnowsze

Disco Elysium zmierza na konsolę Nintendo Switch

Twórcy ze studia ZA/UM nie zamierzają spocząć na laurach – gra Disco Elysium zmierza bowiem na łącznie trzy konsole. Prócz PS4 i XONE, pojawi się także na Switchu!