Felieton

Dragon Ball Z Kakarot - wrażenia z pokazu

Michał "Muradin" Grabowski, 13.01.2020 16:20 0

Niby to samo, ale jednak co innego, czyli Son Goku powraca!

Do premiery Dragon Ball Z Kakarot pozostało kilka dni. To dobry moment, aby o grze napisać co nieco przed samą premierą i zdradzić, z czym tak naprawdę będziecie mieli do czynienia.

Od pewnego czasu seria Dragon Ball przeżywa renesans. Co prawda najbardziej zatwardziałych fanów serii cieszyły kolejne gry czy filmy, ale zawsze miałem wrażenie, że nie był to ten sam „boom” podobny do tego w latach dziewięćdziesiątych. A może zwyczajnie byliśmy wtedy młodzi, pewne rzeczy widzieliśmy inaczej… Nie mniej jednak czasy, gdy wracało się do domu i do obiadu oglądało się kolejny odcinek japońskiego serialu animowanego do dziś wspomina się ze łzą w oku. Podobnie jak granie w karty dołączane do paczek z chipsami czy zbieranie figurek.

gallery:13509

Bandai wraz z Toei Animation w ostatnich latach coraz częściej zaznaczał powrót Dragon Balla, a wraz z nim również przeróżnych gadżetów dla fanów i nie tylko. Mogliśmy się o tym przekonać podczas grudniowego pokazu Cenegi w warszawskim barze gamingowym New Meta.

Z jednej strony nowa seria – Dragon Ball Super, z drugiej nowe gry – Dragon Ball FighterZ czy Dragon Ball Z Kakarot (o którym kilka słów za chwilę), jak również całą gamę figurek – począwszy od tych najprostszych do tych, które można złożyć podobnie jak modele Gundamów. Chciałoby się powiedzieć, że lepszego momentu na rozpalenie swojej miłości do Dragon Balla chyba nie było. Ewentualnie można spróbować przelać swoją pasję na swoje dzieci, może nawet wnuków. 

Wracając jednak do gier – Dragon Ball Z Kakarot to jeden z elementów większej układanki związanej z dalszą promocją serii. Gry, która w swoich głównych założeniach jest… erpegiem z dużą ilością akcji.

Przyznam się, że to nie pierwsze moje spotkanie z Kakarotem, bo raz już miałem okazję sprawdzić grę na Gamescomie w ubiegłym roku. Jednakże nie było to na tyle długie spotkanie, aby na jego podstawie zbudować konkretne wnioski. Dlatego również cieszę się, że mogłem, tym razem na spokojnie, sprawdzić wszystko dokładniej. Zarówno w trybie otwartego świata, jak również i samych starć z potężniejszymi przeciwnikami.

Pierwsza rzecz i najważniejsza – to, że mamy do czynienia z grą cRPG w świecie Dragon Balla zobowiązuje. Za wszelkie zadania, starcia oraz aktywności wykorzystujemy do rozwijania bohaterów oraz ich umiejętności. Zbierane po świecie kule pomogą zdobywać konkretne ataki, trening – ulepszyć ich podstawowe wersje. Twórcy zakładają, że wraz czynionymi postępami gracze będą w stanie na nowo zapoznać się z wydarzeniami znanymi z mangi czy anime Dragon Ball Z. Z drugiej strony nie jesteśmy zmuszeni do obrania jedynej, właściwiej drogi. Oczywiście możemy zakładać, że każdy będzie dążył do tego, aby maksymalnie rozwinąć Kamehameha, ale dzięki możliwości obrania własnej ścieżki wojownika Kakarot zyskuje nieco więcej na różnorodności.

Na większym znaczeniu zyskuje również otwarty świat, w którym rozgrywa się akcja Dragon Ball Z Kakarot. Na podstawie wersji, którą mieliśmy przyjemność ograć trudno jednak wywnioskować czy całość będzie na tyle ekscytująca, aby skutecznie odciągnąć od głównego wątku fabularnego. Jeśli wierzyć na słowo twórcom, to będziemy do tego w pewien sposób zmuszeni, ponieważ pokonanie potężniejszych przeciwników podobno wymagało będzie czasami mniejszego lub większego grindu. Jeśli zadania oferowane przez bohaterów niezależnych będą interesujące (a podobno mają opowiadać zupełnie nowe historie związane z bohaterami Dragon Balla), to jest spora szansa, że nie będzie nudno. Na ten moment nie czułem zbytniej ekscytacji. Może dlatego, że nadal pod względem zadań pobocznych mistrzostwem jest dla mnie to, jak poprowadzone są tego typu aktywności w Yakuzie. W Kakarot opierało się to głównie na prostej zasadzie – pogadaj, poleć, pokonaj, wróć. Co prawda były miłe smaczki w postaci nawiązań do wcześniejszych wydarzeń z serii oraz bohaterów, ale może to być stanowczo za mało.

I spokojnie, wszyscy fani japońskich erpegów mogą odetchnąć z ulgą – jest łowienie ryb!

Z drugiej strony pojawia się ta dobrze znana graczom formuła walk podobna do wszelkich trójwymiarowych bijatyk spod szyldu Dragon Balla. Różnica w tym, że w odróżnieniu od nich tutaj starcia skupione są nieco lepiej wyreżyserowane, a pewne sekwencje przypominają faktyczne starcia z bossami niż walki z AI na pewnym poziomie trudności. Pojawiają się różne wersje ataków, warto nauczyć się tego, kiedy pojawia się najlepszy moment na zadanie ciosu. Pod tym względem z pewnością przyda się również wykorzystywanie odpowiednich umiejętności, które zdobywa Son Goku, jak również wsparcia pozostałych bohaterów, jeśli biorą udział w starciu. Liczę również, że w pewnej wersji o wiele trudniej będzie walczyć tylko i wyłącznie naciskając losowe przyciski. Głównie dlatego, że sam lubię rozkminiać najlepsze strategie.

Najtrudniejsze pytanie jednak brzmi – czy poza sentymentem Dragon Ball Z Kakarot ma do zaoferowania coś więcej? Wątpię, choć bardzo chciałbym się mylić.

To wszystko oczywiście jawi się jako świetne przypomnienie tego, co ukształtowało młodość wielu osób. Kultowe postacie oraz kultowe wydarzenia w nieco innej formie – tej, w której to my jesteśmy w centrum wydarzeń. Dla niektórych to wystarczy, aby dobrze się bawić. Jednakże w tym wszystkim brakuje mi czegoś, co sprawi, aby to wszystko było nie tylko czymś, co muszę odklepać, aby przejść do kolejnego etapu historii. Czegoś, co pozwoli mi poczuć pewien zew przygody oraz chęć poznawania nowych opowieści z tego świata. Na to po cichu liczę, bo potencjał Dragon Ball Z Kakarot jest ogromny, a bohaterowie na tyle nietuzinkowi, że spokojnie można byłoby z tego coś więcej, niż tylko nostalgiczną wyprawę w dobrze znane miejsca.  

Dragon Ball Z Kakarot pojawi się na rynku już 17. stycznia 2020 r. na PlayStation 4, Xbox One oraz PC.

najnowsze