Nietuzinkowy flirt z Agathą Christie – recenzja filmu Na noże

Joanna Kułakowska
2019/12/15 14:10

Na noże w reżyserii Riana Johnsona to seans obowiązkowy dla wszystkich, co pragną lekkiej, a zarazem inteligentnej rozrywki i cenią sobie cięty humor.

Po trailerze filmu Na noże (ang. Knives Out) można by się spodziewać, że przyjdzie nam przekrawać się przez całkiem smaczne, doprawione ostrym dowcipem i śmietanką aktorską z najwyższej półki, ale jednak odgrzewane kotlety. W końcu rzucają się w oczy klasyczne, niemal oklepane motywy z wielu kultowych kryminałów: tajemnicze okoliczności śmierci domniemanego denata, ekscentryczny detektyw, nieco zagubieni policjanci i grupa krewnych lub znajomych, w której każdy budzi podejrzenia i każdy ma jakieś sekrety. Tymczasem w trakcie seansu otrzymujemy oryginalną ucztę dla ducha, pełną mniejszych i większych, lecz zawsze soczystych, cieszących oko i ucho dań-niespodzianek.

Nietuzinkowy flirt z Agathą Christie – recenzja filmu Na noże

Historia zaczyna się oczywiście od pewnej problematycznej śmierci, która z początku – pomimo nader nietypowych, by nie rzec, makabrycznych okoliczności – wygląda na samobójstwo, lecz w miarę jak odsłaniane są kolejne elementy fabuły, nabiera coraz wyraźniejszych znamion zbrodni... Tajemnicą jest, dlaczego darzony powszechnym szacunkiem i cieszący się niesłabnącą popularnością pisarz kryminałów Harlan Thrombey (Christopher Plummer) postanowił odejść z tego świata tuż po swych hucznych urodzinach. W sprawie, prócz policji, uczestniczy sławny detektyw Benoit Blanc (Daniel Craig), a okoliczności jego zatrudnienia również stanowią zagadkę. Sytuacja wykreowana w filmie Na noże rozwija się na podobieństwo dzieł Agathy Christie – dziwny zgon i tabun gości na uroczystości starszego pana, których trzeba teraz przesłuchać, aby wyjaśnić potencjalne wątpliwości. Ponadto pojawia się też kwestia spadku, która odsłoni prawdziwe oblicze wszystkich tych kulturalnych i wyedukowanych ludzi. Podczas projekcji dość szybko okazuje się, że mamy do czynienia z bandą nielichych oryginałów o cechach zgrai hien tudzież pacjentów ośrodka dla (bardzo) nerwowo chorych.

Kto idzie ze sobą na noże? Z prawdziwą przyjemnością oglądamy pełną pychy, ledwie przysłoniętej przez towarzyską ogładę, córkę nestora rodu, Lindę Drysdale (Jamie Lee Curtis), która uważa się za jedyną spadkobierczynię godną tego miana – nie tylko fortuny, lecz także pamięci Harlana Thrombeya. Pani Drysdale jest poważaną szefową firmy, którą kieruje żelazną ręką, ale już w sprawach najbliższej rodziny nie radzi sobie najlepiej... Dowód na to stanowi zachowanie jej męża Richarda (Don Johnson), który za nieco pretensjonalną powierzchownością i werbalną swadą ukrywa fałsz i tchórzostwo, oraz zepsuty charakter syna Ransoma (Chris Evans), który jedzie w życiu na pieniądzach mamusi i atrakcyjności fizycznej. W znakomitych scenach przesłuchań ujrzymy również tuszującego gniew i kompleksy brata Lindy, Walta Thrombeya (Michael Shannon), który poświęcił się wydawaniu ojcowskich bestsellerów, i jego żonę Donnę (Riki Lindhome), która co i rusz wpada w histerię, a także Joni Thrombey (Toni Collette), egzaltowaną wdowę po synu Harlana, pozującą na ikonę Lifestylu. I wreszcie dzieci wyżej wymienionych – Jacoba (Jaeden Martell), młodocianego alt-rightowego hejtera, u którego dorośli dopatrują się problemów z uporczywym onanizmem, oraz Meg (Katherine Langford), powierzchowną i zmanierowaną SJW. Na tle owej „menażerii” pozytywnie wyróżnia się, posiadająca pewną kłopotliwą właściwość, pielęgniarka zatrudniona przez pana domu, Marta Cabrera (Ana de Armas), ale i ona skrywa niejedną tajemnicę...

W obrazie Riana Johnsona ujmuje to, że choć w świetle reflektorów znajdują się przede wszystkim Marta i detektyw Blanc, każda z postaci otrzymuje swoje pięć minut i, co równie istotne, są one świetnie skonstruowane. Niemal każda okazuje się niejednoznaczna moralnie i zaskakuje czymś widzów. Wilk przybiera owczą skórę, gdy ją zrzuca, okazuje się lisem, a domniemany drapieżnik okazuje się być ofiarą okoliczności. Wydawałoby się, porządne osoby robią złe rzeczy – czy to z powodu słabej woli, niedostrzegania prawdy, czy też po prostu źle pojętego dobra najbliższych. Wielką zasługą scenariusza jest fakt, że kiedy już poczyniliśmy określone założenia, fabuła Na noże wywraca je do góry nogami. Otrzymujemy w zasadzie śledztwo na opak. Docieramy do punktu, w którym wszystko jest jasne, mamy rozwiązanie zagadki, po czym rozpoczyna się nowa historia, nowe zawirowania, a ciąg dalszy... prowadzi nas z powrotem do niby to znanych wydarzeń. Reżyser, a jednocześnie scenarzysta, zachwyca zawartymi w filmie pomysłami i zwrotami akcji, dokonując rekonstrukcji śmiertelnego w skutkach incydentu i wodząc nas na manowce. Warto też zaznaczyć, że nie ma tu elementów przypadkowych, pustych ozdobników – każdy nóż trafi w swój cel.

Generalnie Rian Johnson zaserwował w produkcji Na noże świetną dekonstrukcję klasycznych kryminałów, w których celowała Agatha Christie. Prowadzi opowieść zgodnie z szablonem, a następnie odwraca stosowany przez nią schemat. Wskazuje na poszczególne postacie, a potem zabiegi te ukazane są w innym kontekście. Przy okazji celnie dźga portretowanych bohaterów i bohaterki we wstydliwe miejsca, wykpiwając chciwość ukrytą pod płaszczykiem rodzinnej lojalności, egoizm, ignorancję i hipokryzję we wszelkich odmianach. Idzie na noże z quasi-intelektualnymi trendami społeczno-kulturalnymi, ironizując na temat histerycznych wynurzeń domorosłych „znawców polityki” w mediach społecznościowych i salonowych kłótniach. Kuriozalne spory i wzajemnie wsadzane sobie szpile przez osoby, których w gruncie rzeczy wcale nie obchodzi, co naprawdę myślą, jak się czują, czego chcą i skąd pochodzą obiekty ich dyskusji, to, prócz scen przesłuchania kolejnych pompatycznych delikwentów i delikwentek, lśniące perełki czarnego lub absurdalnego humoru.

GramTV przedstawia:

Rozrywka, choć lekka, bynajmniej nie zachęca do bezmyślnej konsumpcji i poprzestawania na filmożerstwie. Rian Johnson puszcza perskie oko do odbiorców, zawierając w filmie kilka odniesień do Tęczy grawitacji Thomasa Pynchona (inspiruje ona chociażby specyficzne metody pracy detektywa) wraz z komentarzem, że przecież i tak nikt tego nie czyta (nawet przesłuchiwana rodzina, mimo że zapewnia potomstwu, delikatnie rzecz ujmując, niszowe kierunki studiów i uważa się za intelektualną elitę). Mamy dosłownie potraktowane sformułowanie „rzygam kłamstwem”, które okazuje się metaforą czegoś bardziej skomplikowanego – na przykład potrzeby oczyszczenia w relacjach, instynktu przetrwania, który każe przystosować się do trudnych warunków, pomimo że teoretycznie uniemożliwiają to nasze odruchy, myśli, że choć życie zmusza, by taplać się w brudach, wciąż można próbować zachować czystość i postępować słusznie.

Jedną z największych zalet recenzowanego filmu jest niesamowita wręcz gra aktorska. Szczególnie to, co wyczyniają na ekranie Chris Evans i Daniel Craig, odsłaniając kolejne pokłady komizmu, godne jest oklasków. Dialogi z udziałem tych aktorów, ich mimika i gesty to po prostu rewelacja – niezapomniane są wynurzenia detektywa na temat donuta (nie mylić z denatem) albo „KFC – CSI” bezczelnego synalka Drysdale’ów. Nader blado wypada jedynie Ana de Armas, ale to w sumie rzecz gustu – wielu oglądających bardzo sobie chwali jej interpretację postaci. Jeśli chodzi o realizację, naprawdę ciężko dopatrzeć się błędów: scenografia, konstrukcja poszczególnych scen, dynamika pracy kamery, nasycenie barw, ścieżka dźwiękowa – wszystko dobrze gra swoją rolę. Podsumowując: Na noże to świetny film, wspaniała kryminalna komedia czy może komediowy kryminał, na który warto się udać.


Najnowszy obraz Riana Johnsona może Ci się spodobać niezależnie od tego, przy jakich grach lubisz spędzać czas.

Komentarze
0

Nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Napisz komentarz jako pierwszy!