Recenzja

Najlepsza odsłona cyklu - recenzja gry Sniper Ghost Warrior Contracts

Adam "Harpen" Berlik, 27.11.2019 10:30 0

Mimo nieciekawej fabuły, jedynie poprawnej grafiki i błędów technicznych, kampienie w nowym snajperze to świetna zabawa.  

CI Games wraz ze Sniper: Ghost Warrior 3 chciało przedrzeć się do segmentu AAA, czyli gier wysokobudżetowych, ale jak dobrze wiemy, gra nie spełniła pokładanych w niej nadziei, dlatego też polska firma zdecydowało się schować ambicje do kieszeni i stworzyć tytuł mniejszego kalibru, czyli Sniper Ghost Warrior Contracts. Niższe koszty produkcji, atrakcyjna cena w dniu premiery i lepsza rozgrywka – takie były założenia, prawda? Czy udało się je spełnić? W sumie tak, ale przy okazji zabrakło czegoś, co sprawiłoby, że nowy Sniper byłby czymś więcej niż jedynie średniakiem, którego warto kupić, gdy twórcy uporają się z wyeliminowaniem kilku irytujących bugów.

Jeśli podtytuł nowego Snipera wzbudził wasze skojarzenia z Agentem 47, to mamy dobrą wiadomość. Podobnie, jak w grach z Hitmanem, również tutaj nasze zadanie polega na wypełnianiu kontraktów (oczywiście bez możliwości korzystania z przebrań). Zamiast otwartego świata znanego ze Sniper: Ghost Warrior 3 otrzymujemy pięć całkiem rozbudowanych lokacji, w których mamy może nie ogromną, ale dość dużą swobodę działania. Do celu zwykle prowadzi kilka ścieżek i nie jest to przesadą, bowiem Sniper Ghost Warrior Contracts został skonstruowany tak, by zachęcić graczy do eksperymentowania. Chcieliście wejść do bazy od frontu, ale nie macie ochoty wybijać po kolei wszystkich strażników? Spróbujcie innej drogi. Może jest jakieś ukryte przejście, a może wystarczy po prostu dojść do budynku od boku, a zadanie wykonać, rozprawiając się z zaledwie kilkoma przeciwnikami. Oczywiście tak naprawdę nie trzeba do nikogo strzelać, bo wrogów można najzwyczajniej w świecie ominąć.

Możliwość działania w stylu Sama Fishera nie jest koniecznością, a nawet nie zalecałbym takiej taktyki, bo w Sniper Ghost Warrior Contracts oddawanie kolejnych strzałów jest naprawdę przyjemne. O ile, rzecz jasna, uda nam się dokładnie zrozumieć, jak należy korzystać z karabinu snajperskiego. Choć samouczek dokładnie wyjaśnia, co dokładnie trzeba zrobić, by ustrzelić nieprzyjaciela, to praktyka pokazuje zupełnie coś innego. Początkowo nowy system polegający na obserwowaniu poświaty imitującej spadający pocisk, a także nastawienia lunety w taki sposób, by ułatwić sobie celowanie, może sprawiać niewielkie problemy. Kiedy już się z tym uporamy, poczujemy naprawdę sporą frajdę, niezależnie od tego, czy strzelimy do przeciwnika po raz pierwszy czy też pięćdziesiąty.

https://www.youtube.com/watch?v=mJqG-bgdXj4

Oczywiście poza snajperką w ekwipunku naszego bohatera znalazło się także miejsce dla karabinu maszynowego, broni podręcznej i rozmaitych gadżetów. Trzeba jednak przyznać, że szanse na zwycięstwo w bezpośredniej konfrontacji z wrogiem przy użyciu szybkostrzelnej broni są raczej iluzoryczne, chyba że gramy na najniższym poziomie trudności. Dlatego też warto dogłębnie przeanalizować położenie wrogów i z dalszej odległości eliminować jednego po drugim, a dopiero na końcu zejść ze swojej pozycji i kontynuować wykonywanie misji. Warto pamiętać, że gra oddaje do naszej dyspozycji szereg przydatnych elementów wyposażenia i zdolności, wśród których znajdziemy chociażby granaty czy pociski zwabiające strażników; możemy także dezaktywować wieżyczki obronne nieprzyjaciela, itp.

O ile prawdziwy snajper musi mieć naprawdę dobre oko, o tyle nasz bohater już niekoniecznie. Sniper Ghost Warrior Contracts to gra, w której kierowana przez nas postać dysponuje specjalną maską. Co prawda wrogów oznaczamy w tradycyjny sposób, za pomocą lornetki, ale szukanie interaktywnych elementów otoczenia nie jest szczególnie problematyczne. Gdy wciśniemy lewy bumper na padzie, to włączymy coś w rodzaju wzroku orła z Assassin’s Creed, wiedźmińskich zmysłów z Dzikiego Gonu czy też fokusa dostępnego w Horizon: New Dawn. Nie ułatwia to rozgrywki w znaczący sposób, ale czasem pozwala uniknąć niepotrzebnego kręcenia się w kółko. Aha, żeby była jasność, nie ma tu czegoś w rodzaju znacznika prowadzącego nas sztywno do celu misji. Ten musimy zlokalizować sami, działając w obrębie fragmentu lokacji zaznaczonego na mapie.

Sniper Ghost Warrior Contracts próbuje w jakiś sposób uzasadnić, dlaczego wykonujemy powierzone nam zadania, ale tak naprawdę już po obejrzeniu filmu wprowadzającego trudno zapamiętać, o co tutaj chodzi. Kiepsko zaakcentowana, można nawet powiedzieć, że dodana na siłę fabuła, nie przeszkadzała mi jednak w tym, by chwycić za karabin snajperski i ruszyć do boju. Nie zniechęcało mnie również to, że na każdej mapie robi się praktycznie to samo. Zostajemy zrzuceni na teren wroga, spoglądamy na mapkę i działamy. Szukamy optymalnej ścieżki, eliminujemy wrogów, hakujemy komputer, podnosimy jakiś przedmiot, zabijamy główny cel i jedziemy dalej. To, że gra nie staje się monotonna jest zasługą wspomnianej już wolności, jaką oferują wszystkie lokacje. Swoboda działania zachęca do kombinowania. Chcemy nie tylko uporać się z pięcioma głównymi zadaniami, ale także wziąć udział w organizowanych co jakiś czas łowach, podczas których musimy zlikwidować wskazanych osobników, by zarobić nieco pieniędzy.

No właśnie, kasa. Za wykonywanie kontraktów otrzymujemy honorarium, a zdobytą gotówkę przeznaczamy na zakup nowych rodzajów broni, elementów wyposażenia czy umiejętności (niektóre talenty odblokowuje się jednak w inny sposób). Warto również przeszukiwać ciała poległych wrogów, bo w ten sposób możemy również zdobyć nieco funduszy, a przy okazji uzupełnić amunicję czy też znaleźć dodatkowe apteczki lub inne przedmioty. Taki system sprawia, że w Sniper Ghost Warrior Contracts mogłyby pojawić się mikropłatności, ale na szczęście twórcy nie zdecydowali się na ich wprowadzenie.

Choć czas ładowania poszczególnych lokacji jest dość długi, to i tak Sniper Ghost Warrior Contracts prezentuje się w tym aspekcie znacznie lepiej niż poprzednia część serii. Po około trzydziestu, może czterdziestu sekundach od kliknięcia przycisku „rozpocznij kontrakt” lub „kontynuuj” lądujemy na mapie i możemy rozpocząć zadanie. Kiedy jednak zginiemy, gra załaduje się bardzo szybko, dzięki czemu nie wypadniemy z rytmu. Problem jednak w tym, że czasem odrodzimy się niekoniecznie w ostatnim punkcie kontrolnym, ale w jakimś innym miejscu. Na szczęście nie doświadczyłem jednak sytuacji, w których gra zapomniałaby o zapisaniu moich postępów.

Sniper Ghost Warrior Contracts wymaga co najmniej jednej większej albo kilku pomniejszych aktualizacji. Festiwal pomyłek to sformułowanie, które najlepiej oddaje to, co zwykle dzieje się w świecie gry. Obserwowanie przez lornetkę wrogów patrolujących dany teren może wzbudzać zarówno śmiech, jak i irytację. Często widać, że przeciwnicy nie mają do końca wyznaczonych ścieżek, po których powinni się przechadzać, przez co latają w kółko, zacinają się przy obiektach otoczenia lub „chowają się” za osłonami. Wykorzystałem cudzysłów, bo tak naprawdę wrogowie, którzy chcą się ukryć przed graczem znajdują się nie po tej stronie murku co trzeba, w efekcie czego sami skazują się na śmierć.

https://www.youtube.com/watch?v=HVC-ZIBnEj8

Warto również wspomnieć, że podczas swojej przygody z grą Sniper Ghost Warrior Contracts wielokrotnie zauważyłem, jak modele postaci doczytywały się na moich oczach. Dopracowania wymaga także algorytm odpowiadający za wykrywanie Łowcy, bowiem niejednokrotnie zdarzyło się, że strażnicy zauważali mojego bohatera, mimo już byli do niego odwróceni plecami. Takie coś nie powinno mieć miejsca, chociaż z drugiej strony w innych Sniperach też borykaliśmy się z podobnymi niedociągnięciami. Co z tego, że leżeliśmy nocą w krzakach, skoro i tak wróg był w stanie dostrzec nas z odległości kilkuset metrów.

Długość rozgrywki w przypadku Sniper Ghost Warrior Contracts to kwestia indywidualna. Optymalnie całość da się przejść w jakieś 15 godzin, ale można uwinąć się dużo szybciej (zwłaszcza na najniższym poziomie trudności). Gracze, którzy chcą działać wyłącznie po cichu muszą przygotować się na to, że wszystkie kontrakty zaliczą w ponad 20 godzin, a chcąc wymaksować grę, czyli zebrać poszczególne znajdźki, należy liczyć się z tym, że gra wyrwie im z życiorysu jeszcze więcej czasu.

Sniper Ghost Warrior Contracts to z pewnością krok w przód dla tej serii. Widać, że autorzy dysponowali znacznie mniejszym budżetem niż w Sniper: Ghost Warrior 3, ale dostępne zasoby finansowe wykorzystali dużo lepiej niż w „trójce”. Dzięki temu udało im się stworzyć najlepszą odsłonę cyklu, w której eliminowanie celów z dalekiej odległości jest naprawdę satysfakcjonujące. Szkoda tylko, że bardzo często radość z zabawy odbierają irytujące problemy techniczne.

P.S. Jak na razie w Sniper Ghost Warrior Contracts dostępna jest wyłącznie kampania dla jednego gracza. Tryb multiplayer pojawi się w grudniu.

Sniper: Ghost Warrior Contracts

  • satysfakcjonująca mechanika strzelania
  • różnorodne lokacje
  • swoboda działania
  • maska umożliwiająca skanowanie otoczenia
  • system kupowania nowych przedmiotów za zarobione pieniądze
  • przyzwoity czas rozgrywki
  • liczne błędy techniczne
  • problemy z SI
  • kiepska, dodana na siłę fabuła
  • nijaka postać głównego bohatera
  • brak trybu multiplayer
Celny strzał, ale nie w sam środek tarczy 7.0
najnowsze