Popkultura

Recenzja trzeciego sezonu Opowieści podręcznej. Kończymy czy idziemy do przodu?

Kamil Ostrowski, 25.08.2019 17:35 0

Znasz li ten kraj, gdzie baby na nerwach grają? Gdzie bursztynową szatę znojne Marty noszą, a czerwień Podręczne dzierżą i mężczyźni wszelką władzę wzięli?

Już recenzując, nieco ponad rok temu, drugi sezon Opowieści podręcznej, zwracałem uwagę na to, że serial w gruncie rzeczy stoi w miejscu. Wtedy nie przeszkadzało mi to tak mocno, bo przecież mieliśmy bogate uniwersum, które z przyjemnością poznawałem. O ile pierwsza seria opowiadała historię bardzo intymnej tragedii, stanowiąc niemalże sekcyjną dekompozycję cierpienia kobiety postawionej przed nieludzkimi faktami dokonanymi, tak druga otworzyła widzowi oczy na instytucjonalne mechanizmy generujące jej niewolę. W ten sposób scenarzyści pozornie absurdalną koncepcję uwiarygodnili, nie tylko sprawiając, że stała się straszniejsza, ale także dając widzowi możliwość aby przyjrzeć się z bliska tej interesującej formule. Pytanie, co w takim razie oferuje sezon trzeci? Odpowiedź to niestety: więcej tego samego.

Każdy dobry serial, jeżeli tylko chce być emitowany długo i nie znudzić widza, powinien nieustannie się rozwijać. W Breaking Bad główny bohater przekraczał kolejne granice, przeistaczał się, zmieniały się także warunki i skala jego działalności. W Grze o Tron (spuśćmy zasłonę milczenia na ostatnie sezony) prowadzone intrygi i wojny co rusz przybierały nowe formy, a szale konfliktu przechylały się nieraz niespodziewanie, ale z zyskiem dla obrazu. Opowieść podręcznej przestała się rozwijać. W tym jest zasadniczy problem.

O ile bowiem w pierwszym sezonie widzieliśmy jak główna bohaterka zostaje okaleczona, a później krzepnie w rodzaju dramatycznego stoicyzmu, a drugim sezonie na nudnawym pierwszym planie obserwowaliśmy przepoczwarzenie się June w kobietę silną i zdeterminowaną, tak w sezonie trzecim… cóż, zasadniczo nie dzieje się nic. Od początku do końca serii zasadniczo nie dzieje się nic. Show w związku z tym całkowicie kradnie Serena, której działania są tyleż radykalne, co w pewien sposób usprawiedliwione, zwłaszcza biorąc pod uwagę jej dotychczasowe osiągnięcia i przeżycia. Poza jej wątkiem reszta stanowi miks tego co było, odrobinę pseudorewolucyjnej błazenady i dziwacznych metafizycznych starć mentalnych jednych postaci z drugimi. A pośrodku tego wszystkiego nieśmiertelna June, która wychodzi cało z każdej sytuacji, chroniona cudownym immunitetem ze zbiegów okoliczności.

Nie brakuje tutaj mocnych scen i silnych przeżyć. Co najmniej dwie sceny i jeden zwrot akcji zapadły mi w pamięć bardzo mocno. Zasadniczo to wciąż doskonale nakręcony serial, z gęstym klimatem, duszącą koncepcją, skłaniającą do refleksji zarówno nad historią, jak i teraźniejszością. Widać, że silne są tutaj zarówno koncepcja, jak i warsztat twórców. Niestety, bez podjęcia trudnych, odważnych decyzji tutaj się nie obejdzie. Żaden serial nie może przez trzy sezony dreptać w miejscu.

Na plus, poza kilkoma dramatycznymi momentami, możemy policzyć na plus fakt, że o wiele szerzej poznajemy pozycję Gileadu jako państwa, zarówno w polityce wewnętrznej, jak i międzynarodowej. Świat nie pozostaje zupełnie obojętny na barbarzyństwo które tam się uskutecznia (chociaż ZASADNICZO tak jest), a bezczynność jest dosyć wiarygodnie uwiarygodniana. Całkiem możliwe, że jest to przyczynek do jakiejś formy otwarcia tematu “rozprawiania się” ze zbrodniczym państwem.

Nie mogę powiedzieć, żebym zupełnie się zniechęcił do Opowieści podręcznej. Nie do końca tak jest, chociaż trzeba powiedzieć otwarcie, że trzeci sezon jest najgorszy ze wszystkich do tej pory wypuszczonych. Kolejnych kilkunastu odcinków dreptania w kółko nie zniosę. O tyle dobrze, że końcówka ostatniego zapowiada zmiany. Duże zmiany. Czekam z niecierpliwością na nową formułę.

https://www.youtube.com/watch?v=RcTvQx1Wot0

Dla kogo jest trzeci sezon Opowieści podręcznej? Dla tych z Was, którzy kochają dystopie i nie zniechęcają, ani nie nudzą się łatwo.
 

najnowsze