Popkultura

Recenzja drugiego sezonu The Rain. Jakie to jest głupie, mój mózg!

Kamil Ostrowski, 29.05.2019 21:00 1

Jeżeli sądziliście, że nic głupszego od ósmego sezonu Gry o Tron w tym roku nie zobaczycie, to właśnie znaleźliście powód, żeby sięgnąć po drugi sezon The Rain.

Pomimo tego że debiutujący rok temu The Rain wydał mi się zwyczajnie głupi, nielogiczny, a tragiczne aktorstwo skutecznie dopełniło czary goryczy. Wydawało mi się niemożliwe, żeby serial mógł z czasem stać się jeszcze gorszy. W ogóle nie chciało mi się wierzyć, żeby Netflix zdecydował się na wyprodukowanie drugiego sezonu. Niestety, intuicja zupełnie mnie w tym przypadku zawiodła i oto jest - kontynuacja durnej historii, o którą nikt nie prosił i która nikogo nie zadowoli.

Drugi sezon The Rain rozpoczyna się dokładnie w momencie, w którym zakończył się pierwszy. Główni bohaterowie wiedzą już o wiele więcej o świecie w którym żyją, wiedzą że ich wrogiem jest organizacja Apollon, wirus, korporacje, rząd światowy, oni sami, Rasmus będący jedynym żyjącym zarażonym, masoni, kościół katolicki, społeczeństwo, mama każąca nam dojeść marchewkę, zwierzęca natura człowieka czy kto tam jeszcze (połowę zmyśliłem, domyślcie się którą). Udaje im się uciec i udają się w kolejną podróż w poszukiwaniu odpowiedzi i lekarstwa.

Swoją drogą hola! Pamiętacie o tytule serialu? Rain czyli deszcz. Deszcz, który nigdy nie pada. Ani razu, przez całe sześć odcinków nie spada ani kropla śmiercionośnego opadu, wokół którego przecież kręciło się do tej pory całe widowisko. Twórcom najwidoczniej nie chciało się komplikować sprawy, czy też odpowiadać na trudne pytania, na które nie udzielili odpowiedzi w pierwszym sezonie, jak chociażby dlaczego deszcz morduje tylko w zamkniętej zonie, po co trzymać tam na siłę ludzi, skoro deszcz zabija od razu, więc niemożliwym jest zawleczenie choroby, itd. Obawa przed najdelikatniejszą mżawką była tym, co ratowało ten serial, przynajmniej w jakiejś części. Ja wiem, że deszcz z jakiegoś powodu deszcz przestał mordować w pewnym momencie pierwszego sezonu, ale skoro już nie trzymamy się w ogóle logiki, to dlaczego nie miałby znowu zacząć? To przynajmniej budziło jakieś emocje.

Zamiast tego najpierw skupiamy się na kapsułkach, które nie pozwalają ocalałym opuścić strefy śmierci, a później śmiercionośny wirus, ten który poprzednio był w deszczu, przyjmuje klasyczną formę obcego organizmu, który wymyka się spod kontroli i mutuje jak oszalały. Pojawiają się tajne laboratoria, eksperymenty, zmiany, nieposkromione supermoce i tym podobne. Trochę w stylu Resident Evil, trochę w stylu The Expanse, chociaż oczywiście wszystko podane w sposób maksymalnie uproszczony, bez jakichkolwiek oryginalnych rozwiązań czy pomysłów. Beznadziejny kalejdoskop ze scenek, które wiedzieliśmy już kilka razy i to w dużo lepszym wydaniu.

Całość podlewa rakowe aktorstwo, które w swoich szczytowych momentach osiąga poziom jasełek wystawianych w parafii na przedmieściach Nowego Dworu Mazowieckiego czy wystąpienia przed sądem Cienkiego (kumpel Grubego) z poznańskiego Łazarza, który próbuje się wywinąć z recydywy i wreszcie mięknie na sali posiedzeń po tym jak sędzia już ogłosił wyrok. Pojawiło się parę nowych postaci, które niestety nie wniosły istotnej zmiany do zastanego stanu rzeczy. Z kolei dynamika pomiędzy już wcześniej występującymi bohaterami zasadniczo się nie zmieniła, a jedynie pogłębiła, przy czym ustalmy, że jej charakter i wykonanie jak urągało poczuciu inteligencji widza, tak dalej urąga. Najmniej wiarygodne romanse, konflikty i rozterki jakie widziałem na ekranie od miesięcy, a może i lat.

Nie ma absolutnie żadnego powodu, żeby normalny widz miał kiedykolwiek sięgnąć po The Rain. Ja zrobiłem to powodowany niezdrową ciekawością, która kazała mi sprawdzić w jaką stronę zmutować może już tak bezkształtny, bezwartościowy twór. Wydawało mi się niemożliwym, żeby skiepścić ten serial jeszcze bardziej. Jak to się mówi, do trzech razy sztuka i jeżeli kiedykolwiek pojawi się kolejna odsłona duńskiej serii, to nie spodziewajcie się u nas recenzji. Każdy ma swoje granice, nawet ja.

https://www.youtube.com/watch?v=ANlCKgFsxUY

Jakkolwiek by Was nie kusiło - nie oglądajcie The Rain. Jeżeli już jakimś sposobem wytrzymaliście pierwszy sezon, to dajcie sobie chociaż spokój z drugim. Nie ma żadnego powodu, żeby tkwić w tym idiotycznym, infantylnym, mało oryginalnym świecie. W porównaniu z tym gniotem nasz rodzimy 1983 to arcydzieło.

najnowsze