Popkultura

Podły, okrutny, zły. Recenzja filmu o mordercy naszych czasów

Kamil Ostrowski, 21.05.2019 12:00 0

Zac Efron, znany do tej pory z miłosnych bajdurzeń i komedyjek, wciela się w rolę najsłynniejszego mordercy z USA. Czy młody aktor podołał?

Odpowiadając szybko na pytanie zawarte w nagłówku - owszem, podołał. Pojawiający się w Podły, okrutny, zły amerykański psychopata wszechczasów, niesławny Ted Bundy jest odpowiednio hipnotyzujący, charyzmatyczny, skomplikowany i czarujący. Zac Efron poradził sobie znakomicie. Z niemałym zdziwieniem przyznaję, że niełatwą rolę odegrał wzorowo. Niestety, nie udało mu się podźwignąć całego filmu z mielizny średniactwa.

Historia Teda Bundy’ego jest warta opowiedzenia z wielu powodów. Po pierwsze, ze względu na psychozę, która opanowała Stany Zjednoczone, a wpływ miała na to szczególnie ilość mordowanych przez niego młodych kobiet. Ofiary były niejednokrotnie torturowane, gwałcone, oznaczane, a ich zwłoki profanowane. Po drugie, ze względu na niesamowitą charyzmę tego seryjnego mordercy, który nawet swój proces wykorzystywał do tego, aby manipulować, konfabulować i kłamać do ostatniej chwili. Po trzecie, ze względu na jego niesamowitą relację z jego długoletnią partnerką Liz Kendall, która przez wiele, wiele lat nie była w stanie przyjąć do wiadomości, że miłość jej życia jest bezlitosnym, psychopatycznym mordercą i gwałcicielem. Twórcy postanowili uszczknąć po trochu z każdego z tych elementów, najwięcej poświęcając temu ostatniemu elementowi. Szczerze powiedziawszy, mam wrażenie, że tutaj popełnili błąd.Oglądając Podły, okrutny, zły nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że zdecydowanie za mało powiedziano o samym charakterze zbrodni Teda Bundy’ego. Owszem, siłą rzeczy mowa jest o niektórych z jego ofiar, podawane są szczegóły, w szczególności jeżeli chodzi o zbrodnie dokonane przez niego na Florydzie, na młodych studentkach (dokonał tego przebywając z nimi w akademiku!). Jego oratorskie popisy, wymyślne kłamstwa i wykręty również są zaakcentowane, ale często przechodzi się z nimi zdecydowanie zbyt szybko do porządku dziennego. Zupełnie tak jakby w gruncie rzeczy w całym jego spektaklu chodziło tylko o przekonanie Liz o jego niewinności, nie zaś ławy przysięgłych czy publiczności.

Wreszcie jego relacja z partnerką, z którą nawet wychowywał dziecko z jej poprzedniego związku. Prawdę powiedziawszy spodziewałem się trochę więcej. Ich rzekomo magiczny magnetyzm wydawał mi się wymuszony i niewiarygodny. Winię za to po części scenarzystów, którzy chyba trochę nie podołali ukazaniu dziwacznej więzi tych dwojga, a po części słabemu aktorstwu odtwórczyni głównej roli. Zwyczajnie zabrakło czasu, zabrakło napięcia, albo zabrakło iskry, żeby ta para na ekranie wyglądała na tak samo zabójczo w sobie zakochaną, jak to było w rzeczywistości.

O słabym aktorstwie odtwórczyni roli Liz (Lily Collins) już wspomniałem. Jej przeciwieństwem jest znakomity Zac Efron, który ten film może traktować jako ucieczkę od roli w komediach i melodramatach. Jestem przekonany, że młodego aktora zobaczymy niedługo w wielu poważnych rolach. Role reszty aktorów są tak drugoplanowe, że aż głupio o nich wspominać, ale nieco uwagi zwraca jeszcze John Malkovich jako sędzia Edward D. Cowart.

Podły, okrutny, zły to nie jest zły film, tym bardziej podły czy okrutny. Byłby nieco poniżej zdatności do oglądania, ale do poziomu dostatecznego wyciąga go Zac Efron. Dla samego podziwiania rozwoju tego młodego aktora warto poświęcić te niecałe dwie godziny. Zdarzają się momenty, w których z zaciekawieniem spojrzycie w ekran. Czy warto iść do kina? W to akurat wątpię, chyba że bardzo Wam się nudzi w jeden z tanich wtorków.

https://youtu.be/d6D9Wa6uO68

Jeżeli podobają Wam się gry o seryjnych morderstwach i przestępczości kryminalnej w Stanach Zjednoczonych, takie jak L.A. Noire czy Heavy Rain, to jest szansa, że ten film trafi prosto w Wasze gusta. Jeszcze lepiej odnajdą się tutaj miłośnicy court drama, chociaż może nie spod znaku Ace Attorney, bo aż takich cudów jak w tej serii tutaj nie uświadczycie.
 

najnowsze