Bez prądu - film

Kiedy myślicie, że gorzej być nie może... - recenzja filmu Kobiety mafii 2

Piotr Nowacki, 10 marca 2019 11:00 1

W swoim najnowszym filmie Patryk Vega bije własne rekordy żenady.

Kobiety mafii, mówiąc delikatnie, nie były dobrym filmem. Seans był na tyle przykrym doświadczeniem, że planszę z napisem Kobiety mafii powrócą… potraktowałem nie jako reklamę kontynuacji, tylko groźbę. Nie chciałem jednak z góry uprzedzać się do kontynuacji – Plagi Breslau były w porywach nawet poprawne. Dlatego starałem się podejść do Kobiet mafii 2 z otwartą głową. Być może Vega zrobi film, który da się oglądać? Płonne nadzieje.

Kobiety mafii 2 bezpośrednio kontynuują wątki z pierwszej części. Darii (Agnieszka Dygant) zaczyna ciążyć bycie szefową gangu, dlatego chce ubić interes życia sprzedając tonę kokainy kupioną od kolumbijskiej gangsterki Aidy. Spuchnięta Anka próbuje sobie na nowo ułożyć życie po wyjściu z więzienia – co nie jest dla niej łatwym zadaniem, gdyż do tej pory nie zajmowała się niczym prócz wydawania pieniędzy. Z kolei Siekiera, po tym, jak w pierwszej części uwolniła się od toksycznego męża-gangstera, cieszy się życiem w Maroku, gdzie poznaje arabskiego przystojniaka, pod wpływem którego… zostaje terrorystką (sic!).

Co ciekawe, cliffhanger z pierwszej części został bezceremonialnie ucięty. Kobiety mafii kończyły się sceną, w której tajniaczka Bela (Olga Bołądź) zatrudnia się jako niania u Darii. Z kolei pierwszy obraz jaki raczy widzów “dwójki” to Daria chowająca ciało niewymienionej z imienia opiekunki do dziecka.

W Kobietach mafii 2 absurd goni absurd. Scenariusz był ewidentnie pisany na kolanie, z zerowym poszanowaniem dla inteligencji widza. Najlepiej pokazuje to sposób, w jaki splotły się losy Aidy i Mata (Piotr Adamczyk). Przez nieudany deal narkotykowy z Darią Aida zmuszona została do ucieczki z Kolumbii. Kartele nie chciały jednak do tego dopuścić i motorówka, którą płynęła została zatopiona. Na szczęście dla niej, z wody wyłowił ją Mat, który akurat cieszył się wakacjami na swoim jachcie. Nieprawdopodobne zbiegi okoliczności są nieodłączną częścią kina, ale to jest gruba przesada – jak się okazało, Mat jest gangsterem i znajomym Darii, z którą wcześniej Aida ubijała interes. W takich chwilach ja się po prostu poddaję.

Scenariusz jest dodatkowo pogrążany przez natłok wątków i postaci. Intryga narkotykowa miała w sobie jakiś potencjał, podobnie jak wątek Mata, ale co z tego, jeżeli po każdej umiarkowanie interesującej scenie widz musi oglądać przez kilkanaście minut jak na przykład Spuchnięta Anka próbuje zdobyć pracę w supermarkecie? Na dodatek wątek Anki (a także Siekiery) praktycznie nie ma żadnego wpływu na całą resztę filmu, więc jego obecności nie da się uzasadnić.

Największą kulą u nogi Botoksu i pierwszych Kobiet Mafii był sposób produkcji – to nie były tak naprawdę filmy, tylko seriale zmontowane do długości około dwóch godzin. Wersji kinowych praktycznie nie dało się oglądać, za to seriale udostępnianie kilka miesięcy później na Showmaksie już oscylowały w okolicach poprawności. Dalej to była pulpa sygnowana wszystkimi znakami rozpoznawczymi Patryka Vegi, ale przynajmniej, w przeciwieństwie do wersji filmowej, te seriale miały jakąś podstawową strukturę, dało się dojrzeć jakiś ciąg przyczynowo-skutkowy.

Łudziłem się, że wraz ze śmiercią Showmaksa również ten model biznesowy odejdzie w niebyt. Niestety, wszystko wskazuje, że filmoseriale Vegi odnajdą dom gdzie indziej. Kobiety mafii 2 również cierpią na serialozę – i to dużo mocniej niż poprzednie filmy. Cała ta produkcja wygląda jak prawie zupełnie przypadkowy zlepek scen wyjętych z większej całości. Bohaterowie między jedną sceną w której się pojawiają a następną często przechodzą przemiany o 180 stopni, w zasadzie bez żadnego wyjaśnienia. Siekiera najpierw dworuje sobie z religii swojego muzułmańskiego kochanka, w kolejnej scenie bez wahania przechodzi na Islam na jego prośbę. Stella przez trzy czwarte filmu jest unurzana po pas w najróżniejszych gangsterskich interesach, a pod koniec nagle jest wielce zszokowana, że jej facet handluje narkotykami. Nic tu nie ma najmniejszego sensu.

Czasami się zastanawiałem, jak to jest możliwe, że Patryk Vega produkuje filmy w tak oszałamiającym tempie. Od 2016 roku regularnie jak w zegarku wypuszcza dwa filmy rocznie firmowane swoim nazwiskiem, jedynie początek 2017 roku był dla niego ciut bardziej leniwy, bo wypuścił tylko jeden krótki metraż dla Showmaksa w tym czasie. Jak on jest w stanie tyle filmów wyreżyserować w tak krótkim czasie?

Po Kobietach mafii 2 zaczynam skłaniać się ku odpowiedzi, że Vega tych filmów po prostu nie reżyseruje. Aktorzy wyglądają jak pozostawieni zupełnie samopas. Jedyne sceny, które tak naprawdę da się oglądać, to te, w których występują aktorzy na tyle dobrzy, by sobie poradzić bez wkładu reżysera, jak Piotr Adamczyk czy Janusz Chabior, który u Vegi gra wiecznie tę samą rolę, więc może lecieć na autopilocie. Całkiem niezły debiut na dużym ekranie zaliczył szczeciński raper Sobota. Reszta obsady z kolei zupełnie się nie odnajduje w tym filmie, uwydatniając tylko absurdalność scenariusza.

Kobiety mafii 2 to jest pomyłka. Po ostatnich filmach Vegi swoje oczekiwania obniżyłem prawie do zera, a i tak się zawiodłem. Jest to nie tylko najgorszy film tego reżysera, jaki widziałem do tej pory (chociaż muszę zaznaczyć, że nie widziałem niesławnego Ciacha), ale też jeden z najgorszych filmów, jakie widziałem w swoim życiu. Gdyby cofnąć się w czasie i pokazać Kobiety mafii 2 braciom Lumière, prawdopodobnie uznaliby wynalezienie kinematografu za błąd.

Najnowszy film Patryka Vegi daje jednak powody do optymizmu. Pierwsza część Kobiet mafii zebrała w kinach prawie 700 tysięcy widzów podczas pierwszego weekendu. Kontynuacja z kolei cieszyła się o połowę mniejszym zainteresowaniem. Wciąż jest to świetny wynik, ale może to być zapowiedź początku końca szczęśliwej passy Vegi. Widzowie najwyraźniej zaczynają mieć dosyć taśmowo produkowanych pseudo-filmów.

Waszyngton w ogniu - Tom Clancy's The Division 2 - recenzja
Przepraszam, że przeszkadzam to zwariowana komedia moralnego niepokoju
Przepiękne widoki, dziwna historia - recenzja Trüberbrook
Dobranocka dla dorosłych - recenzja Love, Death & Robots
najnowsze