Recenzja - PC

Recenzja Catherine Classic. Gdzie diabeł nie może, tam babę pośle

Kamil Ostrowski, 29 stycznia 2019 19:30 1

Pecetowcy po prawie ośmiu latach mają okazję zagrać w jedną z najciekawszych gier na PlayStation 3. Pytanie tylko czy wciąż warto?

Vincent, trzydziestodwuletni mężczyzna związany z Katherine, stoi na życiowym rozdrożu. Wyraźnie czuje on, że zbliża się moment, w którym jego otoczenie, a przede wszystkim jego dziewczyna, spodziewa się zmiany stylu życia. Do tej pory raczej na spokojnie podchodził on do swoich obowiązków, unikając głębszego zaangażowania. Ze wszystkich stron padają jednak pytania i mnożą się oczekiwania. Kiedy ślub, kiedy dziecko, kiedy stabilizacja. Vincentowi dobrze jest w jego obecnym życiu – wolałby luźną relację z Katherine i spędzanie wieczorów w swoim ulubionym barze. Nagle na jego drodze staje jednak Catherine, której obecność nie tylko generuje monumentalną liczbę trudnych sytuacji, ale także wymusi na młodym/niemłodym mężczyźnie podjęcie paru trudnych decyzji.

Jakby codziennych rozterek było mało, to Vincent cierpi na straszliwe koszmary. Każdej nocy zasypiając przenosi się do dziwacznego świata w którym musi wspinać się w górę po dziwacznej strukturze stworzonej z sześciennych bloków różnego, ścigając się z potworami nadchodzącymi z dołu konstrukcji. Jeżeli potwór go dopadnie, ginie on również w prawdziwym życiu. Pomiędzy kolejnymi poziomami może zatrzymać się, aby porozmawiać z innymi mężczyznami uwięzionymi w koszmarnej jawie. Żeby było ciekawiej, po przebudzeniu nasz bohater nie pamięta makabrycznych przygód, które stały się jego udziałem w nocy.

Mechanika gry nie uległa zasadniczym zmianom od czasu wypuszczenia tej produkcji na PlayStation 3. Dużą część Catherine stanowią cut-scenki, z których część przedstawiona jest w formie rodem z anime. Niektóre z nich powstały z kolei na silniku gry – mamy więc do czynienia ze swoistym misz-maszem. Z kolei wieczory spędzamy zawsze w ulubionym barze Vincenta, w którym możemy porozmawiać ze swoimi znajomymi, z bywalcami tego przybytku, odpowiedzieć na wiadomości tekstowe otrzymywane od różnych postaci czy zdecydować się ile chcemy danego wieczoru wypić.

Noce z kolei stanowią mieszankę gry zręcznościowej (w małym stopniu) z grą logiczną (w dużym stopniu). Naszym głównym celem jest dotarcie do drzwi znajdujących się na szczycie wielostopniowej konstrukcji złożonej z sześcianów, które zasadniczo możemy przesuwać, a które rządzą się swoimi, specyficznymi prawami (np. nie obowiązuje ich grawitacja, zasada jest inna – muszą się łączyć przynajmniej jedną krawędzią z klockiem obok). Jednocześnie wspinać możemy się tylko o jeden poziom, dopuszczalne jest również zwisanie z krawędzi takiej figury. Popędza nas biegnący czas, a przeszkadzać potrafią nam inne „owce”, które startują w wyścigu ku upragnionej ucieczce z koszmaru. Co ciekawe, mamy ograniczoną liczbę prób, zwiększymy je zbierając znajdźki, a po wyczerpaniu ich wszystkich, musimy zaczynać całą grę od początku. Z tego powodu osobom nie lubiącym się frustrować i pragnących przede wszystkim poznać historię, zdecydowanie polecam wybrać poziom „easy”. Nawet na „normalu” potrafi być bardzo, bardzo ciężko.

Lekkim rozczarowaniem jest fakt, że w Catherine Classic zabrakło jakichkolwiek dodatków czy rozbudowania w zakresie zawartości w sensie fabularnym w stosunku do pierwotnego wydania na PlayStation 3, za wyjątkiem dodania możliwości włączenia japońskiej ścieżki dźwiękowej. Warto o tym wspomnieć w kontekście rychłego wypuszczenia na PlayStation 4 i PlayStation Vita poszerzonej wersji Catherine: Full Body, która wzbogacona jest m.in. o nową postać żeńską z którą wiążą się dodatkowe zakończenia).

Technicznie nie można się do Catherine Classic przyczepić. Gra wygląda przyzwoicie jak na taką starą produkcję, program jest stabilny, ani razu nie miałem nieprzyjemności oglądać pulpitu czy zawieszonego ekranu. Plusik za odblokowany freamerate. Plusik za obsługę rozdzielczości 4K. Trochę dziwi mnie natomiast podejście do kwestii sterowania – raz korzystamy z zestawu „WSAD”, a raz ze strzałek, chociaż nigdy nie są nam potrzebne jednocześnie. Brakuje tutaj nieco konsekwencji ze strony twórców.

Jeżeli nie graliście do tej pory w Catherine, a nie chce Wam się czekać na wypuszczenie Catherine: Full Body na zachodnich rynkach (podobno jeszcze w pierwszej połowie tego roku), bądź też zapieracie się rękami i nogami przed graniem na konsoli, to Catherine: Classic Was nie rozczaruje. To przyzwoity port bardzo interesującej, nawet jeżeli bardzo dziwacznej produkcji. Sama gra potrafi wciągnąć, a mnogość zakończeń sprawi, że zdecydowanie warta jest wydanych na nią pieniędzy. Pamiętajcie tylko, że Catherine ma już prawie osiem lat, a wersja wypuszczona właśnie na pecety to NIE jest remaster.

Catherine Classic PC

  • To wciąż bardzo dobra gra
  • Odblokowany framerate, obsługa 4K
  • Wreszcie coś dla pecetowców!
  • Za moment na PlayStation 4 i PS Vita wychodzi o wiele bogatsza wersja
  • Cena trochę za wysoka jak na zwykły port
Catherine broni się po prawie dekadzie, ale chyba lepiej byłoby już poczekać na wersję Full Body 7.5
Wielkie i czerwone... nic - recenzja filmu Hellboy
Gdy magowie się kłócą, planety się rozpadają - recenzja Driftland: The Magic Revival
Pieniądz robi pieniądz - recenzja Anno 1800
Jaja bez trzymanki i wartości rodzinne - recenzja filmu Shazam!
najnowsze