Bez prądu - film

Recenzja Nie otwieraj oczu. Nie otwieraj też zbyt szeroko mózgu, a będzie dobrze

Kamil Ostrowski, 10 stycznia 2019 13:30 0

Najnowszy thriller science-fiction od Netflixa to przyzwoite kino, pod warunkiem, że nie uprzecie się na doszukiwanie się dziur.

Film co prawda pojawił się już wcześnie na paru festiwalach, ale na dobre dotarł do szerokiej publiczności dzięki premierze na Netflixie pod koniec ubiegłego roku. Postapokalipsa ma to do siebie, że bardzo dobrze wypada, kiedy jest oparta o uprzednio wydaną prozę – tak też jest w tym wypadku, bo na początku było słowo napisane przez Josha Malermana. Jakby tego było mało, w roli głównej dostajemy wciąż jeszcze rześką Sandrę Bullock. Czy z tego potężnego potencjału udało się wykrzesać co nieco?

Jak wszystkie dobre postapokalipsy, również zagłada w Nie otwieraj oczu (w oryginale Bird Box, nie wiem kto upierał się na takie tłumaczenie) przybiera postać prostą, aczkolwiek rodzącą ciekawe implikacje. W tym przypadku na naszą planetę spada plaga niewidocznych incydentów, które dotykają pozornie przypadkowych ludzi, a ci natychmiast popełniają samobójstwo. Pierwotnie wydaje się oczywiście, że to tylko choroba psychiczna, może atak biologiczny, jednak liczba osób dotkniętych „wirusem samobója” rośnie w zastraszającym tempie. Z czasem niektórzy ludzie orientują się, że sposobem na bezpieczeństwo jest zamknięcie się w domach i zasłonięcie okien. Stwory bowiem atakują ludzki narząd wzroku, przyprawiając odbiorcę o szaleństwo. Jednocześnie z powodu swojej niematerialnej formy nie mogą one sforsować drzwi czy nawet wybić okien. Wychodząc na zewnątrz nieliczni ocaleni skazali są więc na zakładanie opasek, bądź ścisłe zamykanie oczu.

Nie muszę chyba dodawać, że jak w każdym porządnym thrillerze z czasem pojawiają się nowe problemy, zasady gry potrafią się dyskretnie, bądź całkowicie dramatycznie zmieniać. Nauka poprzez błędy (najczęściej kogoś innego, tutaj błędów nie popełnia się dwa razy) i przystosowanie do życia w postapokaliptycznym świecie to jedno, aczkolwiek wiele zależy przecież od szczęścia. Stąd nawet gdy bohaterowie pozornie mają już opanowane „podstawy egzystencji w nienormalnej egzystencji”, napięcie pozostaje. Trudno się dziwić, niełatwy to świat.

Odnośnie struktury filmu, to wspomnę jeszcze, że pierwsza połowa Nie otwieraj oczu nierozłącznie kojarzy się z Mgłą, średnim filmem na podstawie jednej z wielu książek Stephena Kinga, druga natomiast przywodzi na myśl tegoroczne Ciche Miejsce, które skradło serca widzów i krytyków (osobiście nie podzielam tych zachwytów, ale kwestia gustu jak rozumiem). Więcej nie będę dodawał, bo zbyt dobrze Was zorientuję.

Mam mieszane uczucia co do scenariusza. Nie, nie, zaraz. Właściwie to scenariusz ma wszystko czego nam potrzeba. Może jest nawet trochę zbyt poukładany. Bohaterowie przeżywają oczywiste drogi od naiwniaków do „najpierw strzelaj, później pytaj”. Kto ma się wykazać, ten się wykazuje. Kto ma zdradzić ten zdradza. Mieszaność (tak, tak, wymyślam teraz swoje słowa) moich uczuć wynika chyba z faktu, że za wyjątkiem dosłownie dwóch scen, nie ma w Nie otwieraj oczu nic oryginalnego. Jest więcej przyzwoicie, miło wręcz, ale chciałbym móc się chociażby parę razy naprawdę zdziwić.

Z aktorstwem w Nie otwieraj oczu z kolei jest… różnie. Sandra Bullock jako główna bohaterka Malorie radzi sobie świetnie, czuć lata doświadczenia i swobodę przed kamerą. Nieźli byli Tervante Rhodes jako Tom i John Malkovich jako Douglas. Reszta aktorów nie zrobiła na mnie zbyt dobrego wrażenia, szczególnie obecna na początku filmu Sarah Paulson, znany m.in. z serialu American Horror Story – jej drętwota przechodzi tylko tam, gdzie może być częścią konwencji. Tutaj jest po prostu źle. To samo można powiedzieć o pozostałych postaciach drugoplanowych.

Nie otwieraj oczu to przyzwoity thriller science-fiction z elementami horroru. Stanowi solidną pozycję w bibliotece Netflixa i zdecydowanie powinniście go obejrzeć, jeżeli jesteście subskrybentami tej usługi. Nie spodziewajcie się cudów, ale to bardzo przyzwoity zabijacz wieczoru.

Przepraszam, że przeszkadzam to zwariowana komedia moralnego niepokoju
Dobranocka dla dorosłych - recenzja Love, Death & Robots
Bajka na dobranoc w zimową porę życia - recenzja filmu Przemytnik
Kiedy myślicie, że gorzej być nie może... - recenzja filmu Kobiety mafii 2
najnowsze