InformacjeBez prądu - film

Nie ma powodu, żeby kończyć zabawę w berka, ani żeby iść na Berka

... Kamil Ostrowski

Zabawa wszystkim dobrze znana nie musi oznaczać dobrej zabawy dla wszystkich, którzy spodziewają się dobrego kin.

Wyobraźcie sobie swoją grupkę przyjaciół z dzieciństwa. Biegacie po podwórku, bawicie sięw chowanego, na Śmingusa Dyngusa oblewacie się wodą, bez przerwy gracie w berka, przebiegając przez rozmaite przeszkody, ukrywając się za większymi obiektami, niebezpiecznie szybko przeskakując przez płotki. To dopiero beztroski czas, prawda? A gdyby tak tej zabawy nigdy nie kończyć? Taką historię opowiada nam właśnie Berek. Piątka głównych bohaterów gra nieprzerwanie w berka przez jeden miesiąc każdego roku. Ostatnia dotknięta osoba musi nosić piętno przegranego przez kolejne jedenaście miesięcy.

Nie ma większej filozofii w tym dziele. To typowe „bro-comedy”, wydawane latem, aby zaserwować widzowi lekką i przyjemną rozrywkę. Piątka wspomnianych kumpli z dzieciństwa to Hoagie (Ed Helms), Randy (Jake Johnson), Sable (Hannibal Buress), Callahan (Jon Hamm) oraz Jerry (Jeremy Renner). Smaczku całości dodaje obecność żony Hoagie’go czyli Anny (Isla Fisher) oraz dziennikarki Rebecci (Annabelle Wallis), która pragnie opisać niezwykłą historię. Pierwsza czwórka wspomnianych mężczyzn pragnie oznaczyć jako berka Jerry’ego, którego do tej pory nigdy w historii nie udało się złapać. Proste? Proste.

Zdarzają się śmieszne momenty, całość zgodnie z obietnicą z trailera jest lekka, łatwa i przyjemna. Nie mogę powiedzieć, żebym w czasie seansu jakoś nieznośnie wiercił się na fotelu. Zdarzają się przyjemne gagi. Co prawda ani razu nie wybuchnąłem śmiechem, ale kąciku ust zawsze błąkało się lekkie skrzywienie.

Wrażenie lekkości i radosnej zabawy psuje niesamowicie niesympatyczny „antagonista”, tj. Jerry, którego próbują złapać pozostali członkowie grupy. Przez cały film nie potrafiłem zrozumieć dlaczego właściwie czwórka głównych-głównych bohaterów w ogóle przyjaźni się z takim zarozumiałym dupkiem. Szczerze mówiąc, zupełnie nie przekonał mnie też „kryzys” jaki ma jeden z bohaterów w końcówce filmu. Wydaje się, że scenarzyści za punkt honoru przyjęli przełamanie konwencji głupawej, chłopięcej zabawy. Zupełnie jakby ktokolwiek tego od nich oczekiwał. Sytuacji nie ratuje nawet niezły twist na kilkanaście minut przed końcem filmu, w którym objawia się wyjątkowa diaboliczność owinięta w kolorowy papierek. Przed tym chylę czoła. Obok reszty przechodzę obojętny, a nawet trochę zirytowany zmarnowaną szansą.

Ciekawostka – fabuła filmu inspirowana jest prawdziwymi wydarzeniami. W rzeczywistości grupka przyjaciół była większa, bo liczyła aż dziesięć osób, a sama zabawa zaczęła się w szkole średniej. Część prezentowanych w filmie wydarzeń pokrywa się jednak z autentyczną historią – jeden z członków grupy faktycznie został „złapany” na pogrzebie swojego ojca, a inni wielokrotnie się przebierali i tworzyli zmyślne pułapki, aby kogoś oznaczyć.

Patrząc na znajome twarze składające się na obsadę spodziewałem się naprawdę świetnych dialogów – te niestety okazały się być tylko przeciętne. Obrano łatwy kąt – pozwolono sobie czerpać z mężczyzno-chłopięcego spektrum odzywek właściwych dla mężczyzn, którzy są w wieku średnim, chociaż zachowują się jak nastolatkowie. Bardzo szerokie spektrum. Bardzo łatwy temat. Aż dziwne, że scenarzystom tak drętwo szło krzesanie iskier przy tak obiecujących założeniach.

Znacie to uczucie, kiedy oglądacie dziesiąty z kolei odcinek serialu, który przestał Was już bawić, ale oglądacie go żeby tylko dobrnąć do końca i oznaczyć jako „odhaczony”? Taki właśnie jest Berek po pierwszych dwudziestu minutach filmu. Czujemy potencjał drzemiący nie tylko w koncepcji, ale i w twórcach, aczkolwiek całości brakuje odrobiny sznytu i lekkości. Zamiast jazdy bez trzymanki mamy parę niezłych scen i niepotrzebne moralizatorstwo na koniec. Możecie iść do kina, ale tylko pod warunkiem, że nie macie absolutnie nic innego do roboty.

Komu może spodobać się Berek? Moim zdaniem głównie ludziom, którzy celebrują swoje niskie wymagania oraz podstarzałym mężczyznom, którzy dorabiają filozofię do swojej bezbekowości.

Najnowsze
Lubisz nas?