Recenzja - mobile

Marvel Strike Force - recenzja - wojna bez granic

Katarzyna Dąbkowska, 21 kwietnia 2018 15:00 1

Superbohaterowie znów wkraczają do akcji.

Lubimy patrzeć, jak superbohaterowie dają sobie po ryjach. Gdyby tak nie było, komiksy i filmy o potężnych, mocarnych gościach w obcisłych rajtach nie byłyby aż tak popularne. Takie bijatyki możemy sobie zapewnić też sami na „nieco” mniejszym ekranie - wystarczy, że pobierzemy Marvel Strike Force.

Marvel Strike Force to gra turowa, w której superbohaterowie ścierają się ze sobą na wirtualnym polu walki. Mechanik rozgrywki nie odbiega od innych tego typu produkcji, takich jak chociażby Star Wars: Galaxy of Heroes. Mamy tutaj zatem zgraję superbohaterów w rajtkach czy superbohaterek w kusych wdziankach. Wszystkich możemy zaangażować w nieludzką nawalankę na wirtualnej arenie. Trzeba jednak pamiętać o tym, że początkowo lista bohaterów będzie ograniczała się jedynie do kilku postaci, a wraz z postępem rozgrywki będziemy mogli wybierać i udoskonalać kolejne postacie. A tych jest całkiem sporo.

Na liście superbohaterów znajdziemy, jak sugeruje tytuł gry, masę postaci z marvelowskiego uniwersum. W boju zobaczymy między innymi alter ego Petera Parkera, czyli Spider-Mana, mroczną Jessicę Jones, potężnego Luca Cage'a, elektryzującą Elektrę czy silnorękiego Iron Fista. Wybór jest spory, ale i tak mocno ograniczony. Powód jest jasny – gra wymaga od nas zbierania dodatkowych elementów, które umożliwiają nam odblokowanie kolejnych bohaterów znajdujących się na liście. Praca jest długa i mozolna, czym gra sugeruje nam delikatnie, żeby wyjąć portfel i oddać nieco zarobionego grosza.

Każdy z bohaterów ma osobny wachlarz umiejętności, który z czasem rozwijamy z pomocą zbieranych podczas rozgrywki „znajdziek”. Im wyższy poziom postaci, tym większy łomot może spuścić przeciwnikowi. Przekłada się to przede wszystkim na jego siłę, wytrzymałość czy punkty zdrowia. Niestety, sami nie dobieramy tutaj żadnych elementów. Ładujemy po prostu zestaw znajdziek, następnie płacimy, a postać dostaje dodatkowy zastrzyk mocy.

Sama rozgrywka nie jest zbyt trudna w opanowaniu, jeśli mieliśmy już do czynienia z jakąkolwiek mobilną grą taktyczną. Wybrana przez nas grupa postaci staje naprzeciwko zespołowi przeciwników i stara się uzyskać przewagę podczas walki. Każdy ma również określoną kolejność. Brakuje tutaj jednak elementu wskazującego dokładnie, która z postaci będzie atakowała jako następna. Do wyboru mamy dwa rodzaje ataków – podstawowy i specjalny. Jak już to zostało przeze mnie wspomniane, każda z postaci ma unikalny zestaw. Spidey zatem może więc przykładowo powiesić przeciwnika na pajęczynie, a Punisher zaatakuje wyrzutnią rakiet. Cel jest prosty – musimy walczyć do samego końca. Zawodnik, którego postacie (czy też postać) pozostaną na placu boju jako ostatnie – wygrywa. Kompletnie nie rozumiem jednak funkcji autoplay, która umożliwia, jak sama nazwa wskazuje, automatyczne rozegranie pojedynku.

Sama rozgrywka jest całkiem emocjonująca, ale jedynie do określonego czasu. Niestety, jak w większości gier free2play i tutaj gameplay pożerany jest przez zarazę mikropłatności. Pierwsze kilka poziomów jesteśmy w stanie przejść bez konieczności wyciągania portfela i wydawania ciężko zarobionej kasy, ale już po chwili zaczniemy odczuwać, że nasz team superbohaterów wcale taki super nie jest, kiedy nie mamy możliwości jego ulepszenia. Po jakimś czasie z każdej potyczki będziemy wracali na tarczy, a rozgrywka będzie sukcesywnie blokowana. Choćbyście mieli kosmiczne umiejętności taktyczne, nie będziecie w stanie pokonać kolejnych przeciwników.

Mikropłatności w Marvel Strike Team to istna przejażdżka przez różne waluty. Mamy tutaj walutę podstawową, którą otrzymujemy podczas rozgrywki, następnie specjalne kule, które wykorzystujemy do płacenia za dodatkowe trenowanie postaci, mamy też specjalne znajdźki. Te są nam potrzebne do...ulepszania postaci. Poza tym spodziewajcie się tzw. power cores, służących do kupowania różnych przedmiotów. Całość opiera się na znienawidzonym przeze mnie systemie energii. Polega on na tym, że za każde wejście na poziom musimy wyrzucić z siebie określoną liczbę punktów energii. Początkowo jest to 6 punktów, ale pełny zestaw jest ograniczony do nieco ponad 60 punktów. W teorii jest to 10 walk, jednak w międzyczasie może powinąć się nam noga. Poza tym dużo więcej punktów, bo podwójna liczba, wymagana jest do starcia z bossami. W rezultacie pasek energii szybko się wyczerpuje, a my nie jesteśmy w stanie „zarabiać” na kolejne ulepszenia postaci, ergo nie możemy zetrzeć się na nowych poziomach, ergo rozgrywka nie posuwa się dalej. Koło się więc zamyka.

Marvel Strike Force można pochwalić za to za efekty wizualne. Gra wygląda całkiem nieźle jak na produkcję mobilną, jednak odbija się to na płynności. Na iPhonie 6 z najnowszą wersją iOS gra lubiła się przyciąć, a kilka razy najzwyczajniej w świecie zamrozić. Lepiej nie jest również z niezwykle powtarzalnymi efektami dźwiękowymi. Znacznie lepiej grało mi się zatem bez włączonego dźwięku.

Marvel Strike Force jest jak oglądanie setny raz tego samego, przciętnego filmu. Niby sprawia nam to przyjemność, ale większego sensu w tym nie ma. Choć gra nie wyciąga od nas kasy na początku, to zaczai się na nas za rogiem i będzie czekać, aż się na dobre rozkręcimy, by poprosić o pierwszy grosz. A później kolejny. I jeszcze jeden.

Marvel Strike Force (iOS)

  • sporo poziomów
  • dużo postaci do odblokowania
  • oprawa graficzna
  • mikropłatności blokujące rozwój rozgrywki
  • chaos w walutach
  • powtarzalne dźwięki
  • spadki płynności
  • mozolne podnoszenie umiejętności u postaci
W tej grze superbohaterowie bez opłat to tylko bohaterowie 5.0
Chwała Wodzowi! - recenzja Beholder 2
Śmierć autentyczności - recenzja filmu Narodziny gwiazdy
Gris - recenzja - pochwała karmi sztukę
Kosmiczni piraci kontra cały świat - recenzja Ancient Frontier: Steel Shadows
najnowsze

Chwała Wodzowi! - recenzja Beholder 2

W Beholder 2 przenosimy się do totalitarnego państwa i zaczynamy karierę w Ministerstwie na samym dole urzędniczej drabiny - dokąd zajdziemy?