Recenzja - mobile

Arena of Valor - recenzja - najlepsza MOBA na smartfony?

Katarzyna Dąbkowska, 23 stycznia 2018 10:00 0

Tencent dostarczyło genialną grę?

Tencent to ogromna firma zarabiająca miliony dolarów, znana chociażby z niezwykle popularnego League of Legends. Produkcja nie jest dostępna na urządzeniach mobilnych, ale chiński gigant znalazł inny sposób, by zająć czas miłośnikom mobilnych sprzętów z iOS i Androidem – wydał grę Arena of Valor.

Arena of Valor to, podobnie jak League of Legends czy Vainglory, produkcja typu MOBA. Dla niewtajemniczonych MOBA (czy też multiplayer online battle arena) to sieciowa gra, w której gracze dzielą się na drużyny i walczą ze sobą na arenie. Nowa, mobilna produkcja Tencent nie odbiega od tego schematu.

Arena of Valor oferuje różne tryby rozgrywki, choć de facto skupiają się one wokół jednego modelu gry – przejęcia wieżyczek oponenta. Głównym i w moim mniemaniu najlepszym trybem jest 5v5. Zawodnicy próbują dotrzeć do głównej wieżyczki przeciwnika i ją zniszczyć, zanim oponent zniszczy naszą. Inne tryby polegają mniej więcej na tym samym. Możemy przy tym walczyć z jednym przeciwnikiem, trójką czy ze sztuczną inteligencją. Ważne jest jedno – musimy być szybsi niż nasz oponent.

Gra oferuje starą, ale sprawdzoną mechanikę walki, jaką możemy zaobserwować w innych grach typu MOBA czy też RPG-ach. Po lewej stronie pojawia się wirtualny analog, a po prawej cała konsoleta umiejętności i ataków. Nie jestem zwolennikiem tego typu rozwiązań, bo nie raz i nie dwa palec się omsknie, za co dane mi było przypłacić życiem mojego bohatera. Tutaj też nie jest to idealne rozwiązanie, ale wpasowuje się całkiem nieźle i w ferworze walki naprawdę zapomina się o tym, że paluch czasem się gdzieś powinie.

Gracz może przebierać w postaciach. Tescent udostępniło już ponad 50 różnych bohaterów, których odblokowujemy podczas rozgrywki. Na wstępie gromadka składa się zaledwie z kilku osobników, ale bardzo szybko dostajemy możliwość odblokowania kolejnej morderczej maszyny. Każda z dostępnych postaci ma gamę własnych, unikalnych umiejętności. Ważne jest to, że zaczynamy zawsze z białą kartą – przy każdym podejściu startujemy na pierwszym poziomie, a nasze umiejętności nie są aktywne. Na wejściu otrzymujemy jedynie jeden punkt umiejętności, który przeznaczamy na odblokowanie zdolności startowej. Aby otrzymywać kolejne takie punkty, musimy się nieco namachać mieczem czy różdżką, bowiem zależą one od poziomu zdobywanego doświadczenia. Naparzamy – zdobywamy doświadczenie – wchodzimy na następny poziom postaci – otrzymujemy kolejny punkt – inwestujemy w zdolności. Takie umiejętności są jedynie trzy, ale je również możemy levelować. Im wyższy poziom umiejętności, tym mocniejszy spuszczamy łomot przeciwnikowi.

Arena of Valor to nie tylko czysty łomot. Gra wymaga od nas nieco kombinowania. Po pierwsze, i najważniejsze – nie umrzyj. W grze polegniecie nie raz i nie dwa, ale każdy zgon to cenne sekundy, które możecie wykorzystać na dużo lepszy i szlachetniejszy cel – łomot, łomot, łomot. Po drugie - należy pamiętać, że nie jesteśmy sami na placu boju. Pomagają nam nie tylko inni bohaterowie, ale i poboczni pomocnicy. To oni odciągają uwagę z wieżyczek i pozwalają nam na ich niszczenie. To oni pomagają nam również w osłabieniu wroga. Nie warto iść zatem samemu w bój, bo taka hulanka szybko zostanie przerwana strzałem w kolano. Po trzecie – im więcej zdobędziesz, tym lepsze oceny dostaniesz na koniec. Warto bowiem wspomnieć, że na koniec zostajemy oceniani nie tylko przez grę, ale również przez naszą „kompanię braci”. Tacy użytkownicy mogą nam wystawić „łapkę” w górę, zapraszając do dalszej rozgrywki i kolejnych wyzwań. Wbrew pozorom to mocno motywuje do kolejnych walk.

Arena of Valor to nie gra na jedno posiedzenie w toalecie. Rozgrywka w trybie 5v5 to przynajmniej kilkanaście minut walki. Można przy tym wybrać krótszą „opcję” w trybie 3v3, który gwarantuje 3-6 minut zabawy w grze. Ale od rozgrywki bardzo trudno jest się oderwać, więc polecam jednak uskrobać trochę więcej czasu zanim zasiądziecie do gry.

Imponująca jest tutaj również oprawa audiowizualna. Postacie są doskonale narysowane, pięknie prezentują się także lokacje. Gra prezentowała się świetnie nawet na iPhonie 6, przy czym nie zawieszała się i nie powodowała żadnych poważnych błędów w trakcie gry. Co więcej, zdarzało się, że w trakcie boju ktoś do mnie zadzwonił. Nawet jeśli na chwilę zawiesiłam rozgrywkę, to po odbytej rozmowie mogłam spokojnie powrócić, by kontynuować grę. To szczegóły, jednak bardzo ważne, jeśli gramy po sieci.

Arena of Valor to gra free-to-play, ale na żadnym kroku nie jesteśmy tutaj zmuszani do wydawania pieniędzy. Oczywiście, możemy zakupić pewne dodatki, skórki czy bohaterów korzystając z zasobności naszego portfela, jednak nie jest to konieczne. Jesteśmy za to kuszeni takim i dodatkami jak kultowe postacie z uniwersum DC. Na liście znajdziemy chociażby Batmana, którego za pieniądze zdobywane podczas rozgrywki nie zakupimy. Jest jednak jedynym bohaterem dostępnym na takich warunkach. Za resztę zapłacimy forsą z gry.

Arena of Valor to absolutna doskonałość wśród gier MOBA na urządzenia mobilne. Świetna grafika połączona z wciągającą, niezwykle ciekawą rozgrywką sprawia, że ta produkcja z pewnością spodoba się miłośnikom gier MOBA, którzy akurat nie mogą usiąść przed komputerem. Warto się zainteresować.

Arena of Valor

  • wciągająca rozgrywka
  • proste sterowanie
  • świetna oprawa audiowizualna
  • ciekawi bohaterowie
  • brak męczących mikropłatności
  • brak
Idealne, mobilne zastępstwo dla LoLa. 9.5
Osądzić sędziego - recenzja We. The Revolution
Waszyngton w ogniu - Tom Clancy's The Division 2 - recenzja
Przepiękne widoki, dziwna historia - recenzja Trüberbrook
Dobranocka dla dorosłych - recenzja Love, Death & Robots
najnowsze