Recenzja - konsole

Imprezowa stagnacja - recenzja Mario Party: The Top 100

Jakub Zagalski, 28 grudnia 2017 17:30 0

Lubicie składanki typu "best of" i imprezowe gry z Mario? Jest szansa, że polubicie Mario Party: The Top 100.

Za rok o tej porze seria Mario Party będzie obchodziła okrągłą 20. rocznicę. Być może Nintendo szykuje na tę okazję coś specjalnego dla posiadaczy Switcha, tymczasem użytkownicy konsolek 3DS/2DS otrzymali kolejną inkarnację, która nadawałaby się idealnie jako prezent urodzinowy dla imprezowej marki. Mario Party: The Top 100 to nic innego jak składanka zawierająca – jak nie trudno zgadnąć po tytule – najlepsze minigry pojawiające się na przestrzeni lat i ubrane w kilka mniej lub bardziej odkrywczych trybów rozgrywki.

W Mario Party: The Top 100 można grać samodzielnie przeciwko trzem zawodnikom sterowanym przez konsolę lub ze znajomymi za pomocą Download Play. Poprzednie odłony serii na dłuższą metę nie sprawdzały się jako ciekawe doświadczenie singlowe i nie inaczej jest w przypadku najnowszej części. Jeżeli nie macie pod ręką chociaż jednego kolegi lub koleżanki z Nintendo 3DS/2DS, to zakup Mario Party: The Top 100 uważam za bardzo ryzykowny. Chyba że jesteście wyznawcami serii i po prostu musicie ją mieć w swojej kolekcji.

Punktem wyjścia całej zabawy jest tryb dowolny, w którym po prostu wybieramy ulubioną minigrę i walczymy o ustanowienie nowego rekordu. Na starcie mamy do dyspozycji około połowę z tytułowej setki dyscyplin – aby odblokować kolejne, musimy odpalić Minigame Island. Ten tryb z naiwną i zupełnie niepotrzebną otoczką fabularną zabiera nas na jedną z kilku wysp, na których bierzemy udział w kolejnych minigrach. Prosta, łatwa i przyjemna zabawa z sensowną motywacją w postaci odkrywania kolejnych atrakcji. Oprócz tego mamy Minigame Match, który bazuje na motywie gry planszowej przypominającej główny tryb w zeszłorocznym Mario Party: Star Rush (recenzja tutaj). Czterech zawodników ląduje na planszy podzielonej na kwadratowe pola, na których poukrywano różne nagrody i bonusy. Głównym zadaniem jest zdobycie jak największej liczby złotych monet. Jak je zdobyć? Oczywiście wygrywając (dalsze miejsca są znacznie słabiej nagradzane) minigry, ale także zbierając specjalne przedmioty i zajmując konkretne pola po wyrzuceniu odpowiedniej liczbie oczek na kostce. Co ciekawe, a raczej dziwne, wiele rund można zakończyć bez rozgrywania minigry, gdyż "uruchamiają się" one dopiero po złapaniu losowo pojawiających się balonów. Teoretycznie jeżeli żaden z zawodników nie pójdzie w jego stronę, bo będzie wolał zarobić monety na innych polach, można nie zaliczyć ani jednej minigry przez całą rozgrywkę. I zapomnieć, że to Mario Party. A wystarczyło na przykład wprowadzić obligatoryjną minigrę po zakończeniu każdej rundy, by nikt nie miał wątpliwości, co stanowi największą wartość tej produkcji.

Pozostałe tryby to Championship Battles i Decathlon. W pierwszym rozgrywamy trzy lub pięć wybranych minigier w walce o podium, zaś w "dziesięcioboju" mamy pięć lub dziesięć dyscyplin, w których oprócz osiągniętego wyniku liczy się także nasze zaangażowanie (gra ocenia nasz "występ" i przyznaje punkty, co ma szczególne znaczenie w minigrach polegających na naparzaniu w przyciski).

Mario Party: The Top 100 jak na składankę typu "best of" czy "all stars" przystało nie wprowadza do serii żadnych rewolucyjnych zmian czy innowacji. Trzon pozostał niezmieniony, podobnie jak rodzaje minigier, które są niemal żywcem wyciągnięte z wcześniejszych odsłon serii na stacjonarne konsole Nintendo. Weterani docenią jednak drobiazg w postaci wyboru preferowanej paczki minigier. Przed rozgrywką, w której nie mamy z góry narzuconych dyscyplin, możemy określić, czy chcemy się mierzyć w minigrach z epoki Nintendo 64, Gamecube'a czy Wii, albo wybrać jeden z dostępnych gatunków (wyścigi, mashowanie, gry na spostrzegawczość itp.). Inna zmianąadostrzegalna przez fanatyków serii dotyczy sterowania i responsywności w niektórych minigrach. W sieci można się natknąć na opinię,że poprawiony balans czy pozornie drobne zmiany w długości skoku są świetnym posunięciem z punktu widzenia osób pamiętających oryginalne wersje konkretnych dyscyplin. Z drugiej strony, niektórzy weterani narzekają, że muszą się przystosować do nowego sterowania i nie odbierają tych zmian za krok w dobrą stronę. Kwestia modyfikacji sterowania jest więc kwestią sporu, którym nowicjusze na szczęście nie muszą się zupełnie przejmować.

Mario Party: The Top 100 jest swoistym podsumowaniem 19 lat istnienia serii. Dla początkujących imprezowiczów będzie jak znalazł, zważywszy na liczbę dostępnych atrakcji (w zeszłorocznym Mario Party: Star Rush było ich o połowę mniej). Z kolei weterani przeżyją sentymentalną podróż i będą mogli sprawdzić "najlepsze" minigry z odsłon znanych z Nintendo 64, Gamecube'a czy Wii. Osoby liczące na pożądaną reformę imprezowych gier Nintendo (nie da się ukryć, że zmęczenie materiału czuć od dawna) będą zawiedzeni. Mario Party: The Top 100 to typowa składanka szlagierów, w której z założenia nie ma miejsca na rewolucyjne zmiany i urozmaicenia. Ten typ tak ma.

Mario Party: The Top 100 (3DS) NDS

  • Około setka minigier
  • zmiany w sterowaniu
  • zabawa ze znajomymi sprawia masę frajdy
  • wybór gier po gatunku lub epoce
  • Praktycznie zero nowości
  • granie samemu szybko się nudzi
  • dziwaczne rozwiązania w Minigame Match
Pora na zupełnie nową imprezę z Mario 6.0
Imperium Zioła - recenzja Weedcraft Inc
Baba Is You - recenzja najlepszej gry logicznej ostatnich lat
Bloodborne na PC, Gears of War na Switchu, a Zelda na Xboksie?
Recenzja gry Golf Peaks, która z golfem ma niewiele wspólnego
najnowsze