Krew na rękach: recenzja filmu Botoks

Piotr Nowacki
2017/10/01 18:00

Film zły, głupi, a przede wszystkim szkodliwy.

W zeszłym roku 17% pacjentów nie przeżyło operacji – takimi słowami zaczyna się zwiastun filmu Botoks, najnowszej produkcji Patryka Vegi. Już ten cytat nie pozostawia złudzeń, jaką wizję służby zdrowia dostaną widzowie.

Film skupia się na medycznych patologiach z punktu widzenia czterech bohaterek: Beaty (Agnieszka Dygant), lekarki, która po wypadku motocyklowym zmaga się z uzależnieniem od opioidów, Danieli (Olga Bołądź), ratowniczki postanawiającej szukać pieniędzy w przemyśle farmaceutycznym, Patrycji – chirurg, której życie odmienia się, gdy okazuje się, że mąż ją zdradza oraz Magdy, ginekolog zmagającej się z wyrzutami sumienia po przeprowadzonych aborcjach.

Naturalnym jest, że twórcy dzieł dotyczących autentycznych zjawisk korzystają z licentia poetica i nie można oczekiwać w filmach ich dosłownego przedstawienia. Przykładem może być tutaj na przykład Drogówka Wojciecha Smarzowskiego, gdzie przyjęta konwencja sugeruje odczytywanie tego filmu jako swoistej karykatury. W wypadku Botoksu jest inaczej: począwszy od mrożącej krew w żyłach statystyki dotyczącej liczby zgonów podczas operacji aż po ukazaną na początku projekcji planszę Film zainspirowany prawdziwymi wydarzeniami, wszystko wskazuje, że Patryk Vega mówi jak jest. Jednak, mówiąc delikatnie, tak nie jest.

Problemy zaczynają się już przy zwiastunowej statystyce. Po pierwsze, badanie, z którego zaczerpnięto tę liczbę zostało opublikowane 5 lat temu, więc “ubiegły rok” Vega wziął sobie z rękawa. Po drugie, praca skupiała się w dużej mierze na opiece pooperacyjnej, więc sugestia, że to dotyczyło śmierci na stole również zakłamuje faktyczny obraz. Po trzecie – i najważniejsze – samo badanie zawierała rozmaite błędy metodologiczne: począwszy od bardzo małej próby badawczej po krótki okres trwania. Dlatego sugerowanie widzowi, że pójście do polskiego szpitala jest jak gra w rosyjską ruletkę jest zwyczajnym kłamstwem.

W samym filmie nie jest wcale lepiej. Przeinaczenia i fałszowanie rzeczywistości dotyczą praktycznie każdego elementu tej produkcji. Zdarzają się błędy powszechne w filmach, jak chociażby używanie defibrylatora przy zatrzymaniu akcji serca – w rzeczywistości korzysta się z niego przy migotaniu komór bądź częstoskurczu. Pojawiają się też jednak liczne inne przekłamania – szczególnie w wątkach związanych z antykoncepcją i aborcją.

Najbardziej rażące kłamstwa dotyczyły aborcji dokonywanych w trzecim trymestrze ciąży. W filmie pojawia się scena, gdzie rodzice proszą o aborcję płodu, u którego stwierdzono zespół Downa, w 23. tygodniu ciąży. By umożliwić zabieg, lekarka fałszuje datę ostatniej miesiączki, by według karty płód był młodszy. Następnie, zabiegu przerwania ciąży dokonano poprzez indukowanie porodu, by następnie wynieść wcześniaka do pokoju obok. Na deser jeszcze pokazano przez kilka sekund to dziecko rzekomo urodzone w 23. tygodniu – grane było przez niemowlę ewidentnie pochodzące z donoszonej ciąży. Niemowlę, pozostawione w metalowej wanience w zamkniętym pokoju, umierało przez 17 godzin. Co gorsza, to jest pokazane jako norma – umieralnia noworodków pojawia się w filmie kilkukrotnie. Ilość przekłamań w tych kilku scenach jest trudna do zliczenia. Najbardziej karygodny jest sposób przedstawienia zabiegu, który nie ma absolutnie nic wspólnego z rzeczywistością, podobnie jak pokazanie wcześniaka urodzonego w drugim trymestrze jako zdrowego dziecka – tak naprawdę na tym etapie przeżywalność jest bardzo niska. Taki wcześniak nie jest w stanie oddychać samodzielnie, nawet przy natychmiastowej intubacji i zastosowaniu wszelkich innych niezbędnych procedur około 80% dzieci nie ma szansy przeżyć. To, co zostało pokazane w filmie to fantazja scenarzysty pozbawiona jakiegokolwiek oparcia w rzeczywistości.

GramTV przedstawia:

To nie koniec sytuacji, w których Botoks rozmija się z prawdą. Dla przykładu, wkładka domaciczna (potocznie określana jako spirala) nazwana jest środkiem wczesnoporonnym, kiedy w rzeczywistości zapobiega ona zagnieżdżeniu się zarodka w macicy. Z kolei Daniela, która pracuje w koncernie farmaceutycznym, proponuje swojej szefowej stworzenie leku na nieistniejącą chorobę. Okazuje się, że tą chorobą jest… depresja (lub tajemnicze AH37 powodujące depresję, związek między jednym a drugim jest cokolwiek mglisty). Jest to skrajnie krzywdzące wobec wszystkich osób cierpiących z jej powodu.

Oddzielnym przypadkiem jest pokazanie Danieli i jej brata Darka jako notorycznie pijanych, nieprofesjonalnych ratowników, którzy byli w stanie urządzić sobie imprezę w karetce czy okraść trupa. Oczywiście, jak w każdym zawodzie, zdarzają się czarne owce, były także sytuacje, kiedy do karetki wsiadał pijany sanitariusz. Jednak przekonywanie, że to jest normą to zwykła bezczelność, szczególnie w świetle niedawnego strajku ratowników medycznych, którzy walczyli o godne płace. To, jak dramatyczna jest ich sytuacja, unaocznił niedawny reportaż na wp.pl.

Ratownicy nie są jednak jedynymi, którym się obrywa w tym filmie. Botoks obraża w zasadzie każdą możliwą grupę społeczną. Szczególnie kuriozalny jest przykład pielęgniarza, który jest katolikiem i transseksualistą, który w prawie każdej scenie, w której się pojawia podkreśla, jak bardzo nienawidzi ciot. Vega dokonał prawie niemożliwego: jedną postacią obraża zarówno transseksualistów, homoseksualistów i osoby wierzące. Lekarze w tym filmie nie dbają zupełnie o zdrowie i życie pacjentów, najważniejsze są dla nich pieniądze. Mam wrażenie, że jednak najbardziej w Botoksie dostaje się facetom, nie ma praktycznie ani jednej pozytywnej postaci męskiej. Ignorują swoje partnerki, zdradzają je, gwałcą (w filmie jest dwóch gwałcicieli), a mąż Patrycji mówi wprost, że ją zdradza bo ma brzydką cipę.

Być może na przynajmniej część tych zarzutów mógłbym przymknąć oko, gdyby te zabiegi zastosowano po to, by stworzyć dobry film. Fabuła jednak tutaj praktycznie nie istnieje. Z czterech głównych wątków w zasadzie tylko historia Beaty prowadzi do jakiejś w miarę sensownej konkluzji. Cała reszta to jedynie zbitek mniej lub bardziej szokujących scen, które nie składają się w żadną sensowną całość. Już w pierwszych minutach czułem przesyt dramatycznych zdarzeń. Dosłownie co kilka minut był wypadek samochodowy, ciężka operacja, gwałt, krew, flaki, poronienie, kolejny wypadek, zapaść spowodowana przedawkowaniem narkotyków, zapaść spowodowana przepracowaniem… W dobrze napisanym filmie takie zdarzenia stanowią kulminację, u Vegi to są przecinki.

Botoksu nie ciągną w górę także bohaterowie. Nie mogę ich nawet nazwać karykaturami: karykaturę tworzy się poprzez przejaskrawienie rzeczywistych cech. Z kolei w Botoksie postaci nie mają żadnego oparcia w realnym świecie. Nie myślą, nie mówią, nie zachowują się jak prawdziwi ludzie, widz nie ma szansy utożsamić się z takimi bohaterami.

Najnowszy film Patryka Vegi jest zły i głupi w każdym calu. Można wybaczyć to, że film jest nudny, fabuła praktycznie nie istnieje, a żarty czerstwe. Nie można jednak przejść obojętnie wobec tego, jak film zakłamuje obraz polskiej służby zdrowia. Coraz częściej zdarzają się przypadki, kiedy pacjenci porzucają leczenie w szpitalu i dają się zbałamucić znachorom, którzy na przykład próbują leczyć raka nieistniejącą “witaminą B17”, czyli preparatami z pestek moreli, które mogą spowodować zatrucie cyjankiem. Brak zaufania do lekarzy skutkuje też coraz większą liczbą osób nieszczepiących swoich dzieci, co powoduje, że powracają takie choroby jak odra. Botoks tylko pogłębi ten problem – Pitbull: Niebezpieczne kobiety obejrzało w kinach ponad 2 miliony osób, a pełne sale kinowe sugerują, że Botoks może powtórzyć ten sukces. Jeśli nawet 1% widzów uwierzy w wizję Patryka Vegi, to będzie oznaczało, że wiele tysięcy widzów odwróci się od medycyny popartej faktami. Krew będzie na rękach Patryka Vegi, reżysera i scenarzysty tego kłamliwego gniota.

Komentarze
9
pannowacki
Gramowicz
07/10/2017 15:20
Shaddon napisał:

Czy ktokolwiek spodziewał się wartościowego filmu wyreżyserowanego przez Patryka Vegę?

Ja spodziewałem złego filmu, ale mimo wszystko to, co zobaczyłem w kinie przerosło moje wszystkie najgorsze oczekiwania. 

Skelldon
Gramowicz
06/10/2017 22:44

To ja to zostawię tutaj: http://aszdziennik.pl/121195,o-ku-wa-napisalismy-recenzje-je-anego-botoksu-patryka-vegi-jezykiem-patryk-vegi-18

Shaddon
Gramowicz
05/10/2017 13:22

Czy ktokolwiek spodziewał się wartościowego filmu wyreżyserowanego przez Patryka Vegę? Gość robi karierę na fali galopującego zidiocenia społeczeństwa, co nie zmienia faktu, że talentu u niego tyle, co wody na pustyni. Czyżby te miliony widzów nagle zapomniały o "Ciachu", żenującej beczce wymiocin wylewanych przez Vegę na ekrany kin raptem kilka lat temu? To nie był po prostu "zły film", to był paszkwil zdolny uśmiercać komórki mózgowe u nieszczęśnika, któremu przyszło go oglądać, a jednocześnie kwintesencja "twórczości" osoby zań odpowiedzialnej. Tymczasem sądząc po wywiadach i artykułach w prasie, Vega uważany jest, a przede wszystkim uważa samego siebie za "wizjonera" i jednego z najbardziej utalentowanych twórców młodego pokolenia. Cała kampania marketingowa kolejnych produkcji oparta jest o osobę reżysera, a tłumy ciągną do kin widząc na plakatach jego nazwisko. Świat zwariował.

Soporowski
Gramowicz
04/10/2017 12:53

Gdy brakuje talentu trzeba zdawać się na wywoływanie mocnych emocji u widza. Stąd w polskim kinie są albo prymitywne komedyjki albo naturalistyczne patologie. W jednych i drugich zamiast ciekawych dialogów mamy tylko k####, k#### i k####. Wszędzie walenie pałą zamiast finezyjnego cięcia szablą.

TigerXP
Gramowicz
02/10/2017 17:00
34 minuty temu, SpiralArchitect napisał:

To nie ma być dobre, mądre czy pożyteczne tylko ma się sprzedać. Vega głupi nie jest i wie co robi - w przeciwieństwie do większej części społeczeństwa.

No wlasnie chyba jednak nie wie, bo rabie te filmy wszystkie na jedno kopyto tak mocno, ze nie idzie tego ogladac.

SpiralArchitect
Gramowicz
02/10/2017 16:25

To nie ma być dobre, mądre czy pożyteczne tylko ma się sprzedać. Vega głupi nie jest i wie co robi - w przeciwieństwie do większej części społeczeństwa.

pannowacki
Gramowicz
02/10/2017 14:10

piomink:

46 tysięcy pacjentów to było w całej Europie, w Polsce około 400 pacjentów. Więc tak, to jest bardzo mała próba. Z kolei 60 dni obserwowali pacjentów, ale przypadki brali tylko z jednego tygodnia. Więc nie, to nie jest odpowiednia próba. Przede wszystkim, brali pacjentów ze wszystkich możliwych dziedzin, za wyjątkiem kardiologii, więc wrzucanie do jednego worka rytunowych operacji razem np. z ofiarami wypadków samochodowych jest kolejnym nadużyciem. Ponadto w zależności od pory roku także przeżywalność jest różna - latem więcej jest rozmaitych wypadków, a równocześnie trwa sezon urlopowy, więc jest bardziej prawdopodobne, że trafi się pod skalpel mniej doświadczonego chirurga. Do tego śmiertelność może być większa, paradoksalnie, ze względu na postęp medycyny - teraz częściej lekarze podejmują się operowania pacjentów, których kilka czy kilkanaście lat temu odesłaliby z kwitkiem, coraz starszych pacjentów uznaje się za operowalnych. Więc aby to badanie cokolwiek mówiło, powinno zebrać próbę z całego roku, z wielokrotnie większej liczby pacjentów, z jasnym podziałem na dziedziny... A wnioski najlepiej wyciągać po całej serii badań, na podstawie metaanalizy. 

Co do leku na nieistniejącą chorobę - przy depresji itd. mogą się pojawić nadużycia, ale to w dużej mierze wynika także z niedoskonałości podstawowej metody diagnostyki w psychologii i psychiatrii, czyli wywiadu z pacjentem.

O szczepionkach nic nie mówi, ale to są naczynia połączone.

I tak, miałem wiele przejść ze służbą zdrowia, wiele przypadków odsyłania od specjalisty do specjalisty, nietrafionych diagnoz, trafiłem kiedyś do lekarki, miałem wiele innych przejść - jednak mimo to, nie przysłania mi to większego obrazu. Wiem, że są patologie w polskich szpitalach, ale Vega pokazał je w  zakłamany, karykaturalny sposób i szuka przyczyn w niewłaścim miejscu.

piomink
Gramowicz
02/10/2017 13:23

"począwszy od bardzo małej próby badawczej po krótki okres trwania"

Jeżeli dla autora badanie na 46 539 pacjentach to bardzo mała próba, a 60 dni (gdzie ze szpitala wychodzi się zazwyczaj po 3 tyg. max) to krótki okres trwania to nie wiem jakie autor ma oczekiwania... Nie bardzo rozumiem dlaczego np. badanie w innych miesiącach miałoby dać drastycznie różne rezultaty.

Wiadomo, że najlepiej zrobić badanie roczne ale jego wyniki nie będą znacząco różne od dobrze dobranego krótkiego badania.

Inna sprawa, że tak naprawdę zmarło "tylko" 4%. "1855 (4%) died before hospital discharge. 3599 (8%) patients were admitted to critical care after surgery with a median length of stay of 1·2 days"

" stworzenie leku na nieistniejącą chorobę " - to nic innego jak przepisywanie antydepresantów zdrowym ludziom niczym witaminek.

" Jednak przekonywanie, że to jest normą to zwykła bezczelność " - widz nie jest do niczego przekonywany. Po prostu pokazano parę ratowników. To nie znaczy, że wszyscy tacy są. Skoro autor tak uważa to jego wina, a nie filmu.

" jedną postacią obraża zarówno transseksualistów, homoseksualistów i osoby wierzące " - nikogo nie obraża. Po prostu wyśmiewa zakłamanie niektórych katolików i wielu innych grup społecznych które naśmiewają się z "innych" a sami są "inni". " W dobrze napisanym filmie takie zdarzenia stanowią kulminację, u Vegi to są przecinki. " - może właśnie w ten sposób chce pokazać tą "dramatyczną sytuację" pracowników służby zdrowia? Może nie taki Vega zły jak go autor maluje?

I o co chodzi z nawiązaniem do szczepionek? Czy film mówi o tym cokolwiek?

I najważniejsze - czy autor miał kiedyś wątpliwą przyjemność doświadczyć fatalnej szpitalnej opieki nad pacjentem? Podawania podejrzanych tabletek, odmawiania informacji co to za leki albo podłączania nieopisanych kroplówek w których "nie wiadomo co jest, widocznie na poprzedniej zmianie podłączyli"? Bo dopiero wtedy można oceniać takie filmy krytykujące przemysł medyczny.

Soporowski
Gramowicz
02/10/2017 12:42

Oj tam, oj tam. Jak Vega nakręci równie prawdziwy film o polskim kościele pokazując samych homoseksualistów, dziwkarzy i pedofilów nie będzie Pan tak kręcił nosem. O tym, że polskie kino to patologia, miałem okazję przekonac sie ostatnio na "Volcie" Machulskiego, na który to film dzięki Bogu miałem darmową wejściówkę.