InformacjeBez prądu - film

Jeżeli u Was grają, to idźcie koniecznie, czyli recenzja filmu Captain Fantastic

... Kamil Ostrowski

Captain Fantastic to jeden z najlepszych filmów ubiegłego roku. Polecam absolutnie wszystkim, w każdej okazji i pozycji.

Mam problem z własną tożsamością. Nie wiem jak się zakwalifikować – jako miłośnik, czy przeciwnik kina niezależnego. Z jednej strony drażni mnie niemalże wszędobylska maniera intelektualnego zblazowania i rodzaju artystycznego snobizmu, a z drugiej kino niszowe nie raz dostarcza mi radości której próżno szukać w multipleksach. Kiedy mija już prawie cały rok od momentu w którym obejrzałem naprawdę dobry, niezależny film, kiedy już sądzę, że trzeba przestać babrać się w gatunku „indie” pojawia się fantastyczny Captain Fantastic i rujnuje mi całą koncepcję, a zarazem plan na gładkie zaszufladkowanie się jako hejtera.

Mógłbym teraz jak główny bohater zaszyć się w lesie w poszukiwaniu spokoju, uniwersalnej prawdy i równowagi, ale na szczęście dla Was jest mi tak daleko od hipisowskiego stylu życia jak to tylko możliwe. Natomiast w tym przypadku mamy do czynienia z tak piękną wiwisekcją pewnych założeń ideologicznych i wręcz radykalnej realizacji ich w praktyce, że ciężko jest oprzeć się westchnięciu z podziwu. Ja tu jednak już plotę głupoty, a Wy nie wiecie o czym w ogóle jest film.

Ben jest ojcem szóstki dzieci, które samotnie wychowuje w lesie – raz na jakiś czas wyskakuje do pobliskich zabudowań (ciężko nazwać to nawet wioską), aby sprzedać trochę rękodzieła i kupić parę niezbędnych drobiazgów. Dzieci kształcą się zgodnie z aktualnym stanem wiedzy, dodajmy dosyć intensywnie – uczą się języków, nauk ścisłych, czytają książki, zgłębiają tajniki filozofii, socjologii i polityki. Jednocześnie ćwiczą swoje ciało, a także przyswajają bardziej przyziemne umiejętności – potrafią polować, wspinać się, przeżyć w dziczy, znają podstawy pierwszej pomocy, a także walki bronią białą czy łukiem. W rodzinie panuje pełna swoboda i równowaga. Krótko mówiąc – niemalże raj. Warto dodać, że Bo do niedawna miał wsparcie ze strony żony, jednak na początku filmu kobieta umiera. Dzieciaki, ale też ich ojciec starają sobie jakoś z tą stratą poradzić, a jednocześnie podejmują decyzję o wyjściu z dziczy, aby pojechać na jej pogrzeb.

Jak się pewnie domyślacie, szybko okazuje się, że nieraz najpiękniejszymi chęciami może być wybrukowane… no, może nie piekło, ale z pewnością rodzinka dziwaków swoje za uszami ma. Dzieci są bardzo inteligentne, wysportowane i wszechstronnie rozwinięte, pod wieloma względami emocjonalnie górują nad wieloma dorosłymi. Problem w tym, że nie potrafią funkcjonować w społeczeństwie. Teraz pozostaje tylko odpowiedzieć na pytanie: kto powinien się zmienić? Jaką drogę obrać nie chcąc podporządkować się prawidłom życia na „zgniłym zachodzie”, a jednocześnie wiedząc, że wyjście do ludzi jest nieuniknione. Twórcy filmu zadają to pytanie, ale również wiele innych, czasami ważnych: o roli ojca, o funkcjonowaniu rodziny, o wrażliwości, o przeżywaniu żałoby i wiele innych. O Captain Fantastic można powiedzieć wiele dobrego, ale najlepiej chyba wychodzi mu prowokowanie do myślenia o sprawach ważnych… w bardzo rodzinny sposób.

Płakałem i śmiałem się. Śmiałem się i płakałem. Zupełnie jak główni bohaterowie filmu, którzy zupełnie otwarcie przeżywali swoje emocje. Którzy byli czyści, nieskażeni cynizmem, moralnymi uprzedzeniami czy nienawiścią. Tragedię przeżywali w sposób… dobry, co tylko potęguje w widzu wrażenie spolegliwości. Jednocześnie ta ich nieskazitelność była w pewien sposób ułomnością, z czego sami zdawali sobie sprawę. Niemniej, obserwowanie tych nieziemskich niemalże istot było pięknym doświadczeniem. Jest w tym wszystkim uniwersalne piękno i bliskość, która sprawia, że na sercu zrobiło mi się niesamowicie ciepło.

Nie dziwi mnie wcale, że Viggo Mortenstern przegrał wyścig po Oskara dla najlepszego aktora pierwszoplanowego, bo Casey Affleck w Manchester by the Sea był wręcz obłędny, aczkolwiek znany i lubiany Aragorn wcale nie odstawał w tej konkurencji za daleko. W mojej skromnej opinii gdyby rozdawano nagrody za drugie miejsce, to Mortenstern miały ją zagwarantowaną. Poza nim wybitnie wręcz radzą sobie pozostali, głównie młodzi aktorzy. George MacKay, Samantha Isler, Annalise Basso, Shree Crooks, a w szczególności Nicholas Hamilton dali popis godny dorosłych artystów. Tym większe brawa im się należą, że nie bardzo mieli się na kim wzorować.

Dawno nie zdarzyło mi się już, żebym po zakończeniu seansu miał ochotę chwycić za telefon i polecić dopiero co obejrzany film wszystkim znajomym, a także Wam, czytelnikom Gram.pl. Tym razem powstrzymałem się, bo wiedziałem, że Captain Fantastic zasługuje na większy tekst, napisany na spokojnie. Zasługuje też na Wasz czas, a Wy zasługujecie na to, żeby poznać rodzinę leśnych filozofów. To piękny, zabawny i mądry film – jeżeli grają go w Waszym kinie, to idźcie koniecznie.

Najnowsze
Lubisz nas?