InformacjeRecenzja - konsole

Twórcy Limbo znowu to zrobili, czyli recenzja Inside

... Paweł Pochowski

Inside zabiera graczy w podróż do wnętrza przedziwnego, zdehumanizowanego i przygnębiającego świata pokazując przy okazji jak robi się gry niezależne.

Duński deweloper Playdead zdecydowanie nie jest jednym z tych studiów, które produkują gry taśmowo, byle tylko co roku czy maksymalnie co dwa lata dostarczyć graczom powodu do wyciągnięcia z kieszeni pliku gotówki. Wprost przeciwnie, dotychczas twórcy uraczyli graczy tylko jednym tytułem, ale za to jakim – nikt, kto zagrał w Limbo nie mógł przejść obok niego obojętnie. To jedna z tych gier, która dobitnie pokazała jak wielka moc drzemie w niezależnych deweloperach. I choć od premiery debiutanckiego tytułu Playdead minęło już sześć długich lat, a przez ten czas o Inside nie mówiło się wiele, Duńczycy zrobili to po raz kolejny – dostarczyli tytuł jedyny w swoim rodzaju, który można porównać tylko do Limbo z tą różnicą, że Inside jest po prostu lepszy.

Po raz kolejny jedną z głównych cech tytułu od Playdead jest wszechobecny minimalizm. Znajdziecie go w rozgrywce, która choć nie zawiera żadnych słów ani wyjaśnień, przepełniona jest treścią. Znajdziecie go w zadaniach i rozgrywce, która opierając się na prostych założeniach i nieskomplikowanym sterowaniu dostarcza wrażeń godnych najlepszego kinowego dreszczowca. Wreszcie znajdziecie ją w grafice, bogatszej niż w Limbo, lecz nadal operującej ubogą paletą barw, mimo to malując za ich pomocą obraz praktycznie nie do wymazania z pamięci. Panie i panowie, Inside to klasyczny must have, który z całą pewnością znajdzie się w wielu podsumowaniach najlepszych gier nie tylko roku, a może nawet i dekady.

Głównym bohaterem Inside jest młody chłopak, który z niewiadomych powodów znalazł się w dość dziwnym miejscu i musi uciekać. Przed kim i dlaczego? Kim jest, gdzie tak właściwie się znalazł i w jaki sposób zinterpretować to, co zobaczy? O tym Playdead nie powie nic, nie tylko dlatego, że przez całą rozgrywkę nie pada absolutnie żadne słowo. Od samego początku rozgrywki, gdy niepewnie stawiamy pierwsze kroki w przygnębiającym, lecz klimatycznym lesie, a już po chwili musimy uciekać przed dziwnymi ludźmi ewidentnie knującymi coś niegodnego pochwały twórcy nie uchylają nawet rąbka tajemnicy odnośnie wydarzeń, których jesteśmy świadkiem. Ich niejednoznaczność i tajemniczość sprawia jednak, że cała historia dzieje się w umyśle gracza, który ogromną część dopowiada sobie sam interpretując przedziwne sytuacje i sceny, których bywa nie tylko obserwatorem, co i sprawcą.

Przedstawiony w Inside świat jest do szpiku przesiąknięty przygnębieniem i smutkiem. To miejsce, w którym przebywanie po prostu ciąży na ramieniu. Początkowo dostajemy się na teren bronionego całkiem nieźle kompleksu. Od leśnych fragmentów, przez industrialne, zapomniane hale i fabryki, aż po wnętrze kompleksu wyciągnięte rodem z filmów sci-fi. Zobaczycie wiele, a czym dalej w las, tym robi się dziwniej i posępniej. Rozwijają się także stawiane przed graczem wyzwania i zagadki. Owszem, Inside to w gruncie rzeczy prosty platformer, w którym poruszamy się w prawą lub lewą stronę ekranu rozwiązując co chwila różne zagadki. Akcja rozgrywa się jednak w pełni trójwymiarowym środowisku na więcej niż jednym planie, dodatkowo twórcy bawią się ujęciami prezentując wydarzenia na ekranie z bliższej lub dalszej perspektywie w zależności od sytuacji.

Przez całą przygodę z Inside wykorzystacie jedynie gałkę analogową do kierowania ruchem postaci, a także przycisk skoku oraz chwytania przedmiotów. Pod tym względem od czasu Limbo nie zmieniło się nic. Twórcy zaprezentowali jednak całe pokłady kreatywności wykorzystując te elementy na wiele sposobów. Od prostego przeciągania przedmiotów i wspinania sią na drabinki czy przeszkody, po znacznie bardziej skomplikowane sekwencje ruchów, wszystko odbywa się za pomocą wyżej opisanego skromnego zestawu gamepadowych przycisków. Twórcy potrafili w taki sposób „zagrać” tymi elementami, że Inside w żadnym momencie ani nie się nie dłuży, ani grającego nie nudzi. Nie ma tu miejsca na przydługawe sekwencje wykorzystujące do bólu ograny schemat na którym oparto całą zabawę. Jak nie wspinamy się po przeszkodach, to za chwilę zwiewamy przed pościgiem, pływamy w głębokiej wodzie, czasem z wykorzystaniem specjalnego batyskafu, sterujemy przedziwną maszyną przypominającą delikatne dźwig lub… sterujemy ludzkimi ciałami być może na skutek straszliwych eksperymentów pozbawionych swojej woli i wykonujących posłusznie każde polecenie.

Trudno napisać więcej, bo cała grywalność Inside zawiera się właśnie w ciągłym zaskakiwaniu gracza i pchającej do przodu ciekawości względem tego, co przygotowano w następnej lokacji. Poszczególne fragmenty są krótkie, dzięki czemu zabawa jest treściwa i urozmaicona. Nie trwa długo, bo napisy końcowe oglądamy po zaledwie czterech godzinach, ale dawka skondensowanej rozgrywki dostarczana przez ten czas przez ekran monitora czy telewizora wraz z przeszywającym, ciężkim klimatem wypełnia gracza i zostaje z nim na znacznie dłużej. Ostatnia część zabawy to prawdziwa jazda bez trzymanki, którą trzeba zobaczyć na własne oczy. Namawiam Was zatem, nie oglądajcie żadnych filmów odsłaniających tajemnice Inside. Zgłębcie je samodzielnie.

Przy tym wszystkim dość charakterystycznym elementem jest niewyżyłowany poziom trudności. Znajdzie się tu kilka zagadek, przy których zatniecie się na dłuższy moment. Ich rozwiązania nie są jednak wzięte z sufitu, wprost przeciwnie, za każdym razem można poradzić sobie z nimi całkiem oczywistym sposobem i tylko można poczuć się głupio, że nie wpadło się na niego wcześniej. W wielu miejscach trzeba wykazać się po prostu timingiem w przechodzeniu zręcznościowych sekwencji i tu podobnie do zagadek logicznych, poziom skomplikowania zdecydowanie nie jest wzięty z sufitu, a idealnie wyważono go, by przechodzić Inside bez utraty na tempie narracji. Timingiem nie raz popisują się także twórcy, tak konstruując sceny zagrożenia, że uchodzimy z życiem w ostatnim momencie, przeżywając praktycznie rzutem na taśmę. Jeśli nie, jesteśmy świadkiem bolesnej, realistycznie przedstawionej śmierci, na którą momentami aż ciężko patrzeć.

Generalnie jednak Inside oczarowuje oprawą wizualną. Jak wspominałem powyżej, Playdead po raz kolejny sięga po ubogą, lecz znacznie bardziej rozbudowaną niż w przypadku Limbo paletę kolorystyczną. Większość barw występujących na ekranie to odcienie czerni i szarości, inne kolory są rzadkością, ale witamy je na ekranie z prawdziwą ulgą. Mimo wszystko jest w stworzonym przez Playdead świecie coś niepokojąco realistycznego. Obserwując mgłę spowijającą lasy i pola, zachowanie się wody, krajobrazy z mocno przygaszonym światłem słonecznym w tle czy światło latarki rozpraszające złowrogi mrok trudno nie odnieść wrażenia, że to wszystko bardzo posępna wizja naszej, ludzkiej przyszłości. Od technologicznej strony Inside to majstersztyk, który świetnie działa i prezentuje zaawansowane wykorzystanie fizyki w poszczególnych zagadkach. Nie za wiele jest tu także udźwiękowienia, ale jak i podczas całej zabawy, za pomocą kilku skąpych dźwięków deweloperzy tworzą oprawę audio, która wraz z obrazem i interakcją tworzy zgrabnie zazębiającą się całość.

Zdradzanie zbyt wiele z tej historii osobie, która jeszcze nie zaznała Inside to prawdziwa zbrodnia, jednocześnie mogę wyobrazić sobie, że dywagacjom na temat przekazu i zawartości po prostu nie będzie końca, a swoich odczuć absolutnie nie da się zawrzeć w jednym zdaniu. Jeżeli Limbo trafiło do waszego growego serducha i macie ochotę na podobną, choć lepszą wersję takiej zabawy, to śmiało zaopatrzcie się w Inside bo nie będziecie rozczarowani. To z całą pewnością coś więcej niźli tylko zręcznościowa platformówka z logicznymi zagadkami. Inside to powiew świeżości, który pod wieloma względami wyznacza kierunek dla niezależnych gier i jest zarazem definicją tego, co w tym gatunku może być najpiękniejszego. A, że zostawia praktycznie bez odpowiedzi, za to z wieloma wątpliwościami i jednym wielkim znakiem zapytania? Naprawdę trudno mieć grze to za złe, bo dzięki temu ma nieskończenie wiele interpretacji i możliwych scenariuszy w ogromnej mierze zależnych od odbiorcy. Przekonajcie się zatem, jaki będzie Wasz Inside.

Xbox OneINSIDE

  • przygnębiający, ciężki klimat
  • świetnie zaprojektowane zagadki
  • odpowiedni poziom trudności
  • opowiada wiele, choć nie mówi nic
  • cały czas intryguje
  • brak przydługawych sekwencji
  • minimalistyczna, choć świetna oprawa audiowizualna
  • w zasadzie brak

Takich indyków zdecydowanie potrzebujemy. Zagrajcie koniecznie.