InformacjeRecenzja - konsole

Assassin's Creed Syndicate - recenzja

... Paweł Borawski

Niniejszą recenzję można zacząć i zakończyć jednym zdaniem: Syndicate sprawdza się tam, gdzie swoje grzechy popełniło Assassin's Creed Unity.

Byłoby to jednak mało konkretne stwierdzenie, prawda? Zupełnie jak główna postać poprzedniej części.

Zaliczam się do grona, które grało w każdego "dużego Asasyna" wydanego do tej pory (gier mobilnych nie liczę, choć i część z nich mam na sumieniu). Jak wielu, cenię sobie trylogię Ezio, uwielbiam Black Flag, a jednocześnie czepiałem się niezliczonych problemów, z jakimi zmaga(ło) się Unity. Syndicate to dobry powrót do formy, ale jednocześnie kolejny sygnał, że formuła jest już mocno eksploatowana i roczny cykl wydawniczy odbije się czymś więcej niż czkawką.

Uwielbiam Londyn i czasy wiktoriańskie. Jednak, w przeciwieństwie do Assassin's Creed III i rewolucji amerykańskiej, nie jest to fascynacja tak szeroka, by z przymkniętym okiem patrzeć na niedociągnięcia gry. Tu, na szczęście, wyeliminowano wiele rzeczy, które dręczyły poprzednie gry. Wirtualny Londyn brzmi i wygląda znakomicie, choć nie sposób nie odnieść wrażenia, że momentami przytemperowano silnik, by nie dusił się tak jak w Unity. Zachęcam, byście wsłuchali się w muzykę, w brzmienie tego świata, przypatrzyli się detalom, miastu, które faktycznie potrafi żyć, gdy zapomnimy na moment, że chcemy wbić ostrze w Templariusza.

A gdy już zagłębicie się w czas rewolucji przemysłowej, przyjdzie Wam poznać dwójkę głównych bohaterów - Jacoba i Evie. Pamiętacie zarzuty, że poprzednia gra nie miała żeńskich postaci? Tym razem, jakoby dla uspokojenia feministek, wprowadzono kobietę i to nie byle jaką. To Evie jest rozsądna, chłodno kalkuluje, wszystko planuje od A do Z. Jacob jest skory do bójki, rzadziej myśli i woli zastosować działania bezpośrednie. Nie mam nic przeciwko obecności kobiet w grach, wręcz przeciwnie, życzyłbym sobie równości. Ale skoro już nakreślamy charaktery rodzeństwa, dało się z tego wyciągnąć zdecydowanie więcej niż tak błahe skrajności.

Co ciekawe, przemierzając Londyn możemy wybrać, którą postacią sterujemy. Jednak we właściwych misjach fabuła narzuca już kim musimy zagrać. Jest to jednak mało odczuwalne, ponieważ w warstwie gameplayowej nie ma wcale tak wielu różnic między dwójką zabójców. A szkoda. Oczywiście drzewka rozwoju sugerują, że Evie jest cicha i preferuje skrytobójstwo, podczas gdy Jacob jest przystosowany do bójek. Ale im dalej w las, tym szybciej okazuje się, że znakomita większość linii rozwoju jest taka sama. Naprawdę szkoda!

Na szczęście misje, które przyjdzie nam wykonać, bywają odpowiednio zróżnicowane, czasami przepełnione humorem. Ubisoft pokazuje tu pewien dystans do tego, co robi od lat. Gdy zobaczycie, jak nazywa się pies pewnej ważnej damy... Ale, wracając do tematu, warto zaznaczyć, że przemierzając Londyn napotkamy takie osobistości, jak Darwin, Dickens czy Bell. Każdy to inne, czasami totalnie zwariowane zlecenia. Od wspinania się na Big Bena po polowanie na "duchy". Dla mnie szczególnie interesujące okazały się misje, w których eliminujemy głównych Templariuszy i ich sprzymierzeńców. W takich zadaniach możemy wykorzystać okazje, by dokonać zabójstw w - no cóż - często dość kreatywny sposób. Jak na przykład udając trupa podczas wykładu medycznego...

Oprócz szeregu fabularnych rozrób i całkiem pokaźnej puli zleceń pobocznych, Syndicate oferuje menu klasyczne dla serii - odbijanie miasta i rozsiane po nim aktywności. Zupełnie szczerze, momentami sam zastanawiałem się, skąd bierze się we mnie chęć przejęcia "jeszcze jednej dzielnicy". Ale efekt, o który trudno było w poprzedniej grze, tu zadziałał natychmiast. Londyn odzyskujemy z pomocą naszego gangu i żałuję, że do tych największych starć mamy tylko kilka okazji, a i one kończą się zazwyczaj wybiciem wszystkich wrogów obecnych na ulicy - bez złożonych celów i wieloetapowych zmagań.

Interesująco wypadają dodatki do rozgrywki. Jednym z nich jest linka inspirowana przygodami Batmana. Zupełnie szczerze, wydaje mi się, że nawigacja po mieście byłaby nudna gdyby nie ta nowość. A tak w kilka chwil możemy znaleźć się na szczycie budowli i sprawnie przemykać z punktu do punktu. Jeszcze gdyby tylko gadżet wykrywał wszystkie właściwe punkty. Drugi dodatek to natomiast powozy. Ot, taka namiastka GTA w świecie Assassin's Creed. Możemy je porywać, uderzać w przeciwników, masowo "kosić" latarnie i robić akrobacje, które nie śniły się nawet koniom na narkotykach.

Warto też odnotować, że Syndicate wolne jest od aplikacji towarzyszącej i innych głupot, które odrywałyby nas od właściwej zabawy. Ważny jest natomiast debiut Ubisoft Club, który implementowany jest na miejsce Uplaya w kilku jesiennych premierach wydawcy. Usługa działa naprawdę płynnie (w przypadku poprzednika było to rzadkością) i oferuje graczom ciekawą wartość dodaną - od bonusów w samej grze do takich smakowitości jak ścieżka dźwiękowa w przystępnej formie do pobrania. Zmiana bardzo na plus!

Na minus należy zaliczyć mikropłatności, po raz kolejny przemycane tylnymi drzwiami. Chcecie przyśpieszyć rozwój gangu lub kupić sobie ulepszenie, a nie macie surowców? Z pomocą przychodzi zakup punktów Helix. Za całkiem realną gotówkę można kupić też dwie mapy, których możliwości zdobycia nie uświadczyłem w samej grze. Jeśli faktycznie są dostępne tylko w e-sklepie, jest to karygodne.

Tak jak napisałem we wstępie, Assassin's Creed Syndicate naprawia naprawdę wiele z przewinień Unity. Szkoda, że gra nie ma co-opa, który przecież idealnie pasowałby do dwójki bohaterów. Szkoda, że w wiktoriańskim Londynie nie widać prostytutek. i to nie dla ich usług - akurat temat kobiet można było rozwinąć w szereg interesujących misji z konkretnym przesłaniem. Ponadto szkoda, że Ubisoft dalej prowadzi wątek współczesny, kończąc grę kolejnym idiotycznym cliffhangerem. Jednak nawet przy uwzględnieniu tych rzeczy Syndicate to naprawdę solidny Assassin's Creed. Owszem, formuła się wyczerpuje, ale przynajmniej dostaliśmy w tym roku pierwszą grę z serii, w której prawdopodobnie zrobię platynę.

A może to dlatego, że żaden szaleniec nie wpadł na przywrócenie multiplayera...

PCAssassins Creed Syndicate

  • urok wiktoriańskiego Londynu
  • różnorodne misje i zadania poboczne
  • brak aplikacji towarzyszącej
  • podejście "mniej nie znaczy gorzej"
  • Ubisoft Club
  • mikropłatności wprowadzone "po cichu"
  • brak co-opa (jednak ktoś go lubił!)
  • wątek współczesny
  • brak pewnych aspektów historycznych, które należało wykorzystać

Dobry Assassin's Creed, ale konwencja wyeksploatowana

Ojoj, nie jesteś zalogowan(a)y. O_O' Aby dodać komentarz Zaloguj się w serwisie