Recenzja - PC

Testujemy najbardziej oczekiwaną grę wyścigową roku - recenzja Project CARS

Paweł Pochowski, 16 maja 2015 17:00 12

Dobra informacja dla komputerowych graczy - wreszcie otrzymali oni swoją Forzę Motorsport. A długo na to czekali.

Niesamowicie długo Slightly Mad Studios trzymało w garażu Project CARS, zanim wreszcie pozwoliło wyjechać grze "na tor". I nie mówię tu już tylko o kilkukrotnie przekładanej dacie premiery, ale całym procesie produkcji, który rozpoczął się jeszcze w roku 2012. I choć dziś prawie się o tym nie mówi, to przecież jest to produkcja, która jako jedna z pierwszych skorzystała z finansowania społecznościowego. Co prawda nie za pomocą Kickstartera, a na innej platformie, ale to właśnie m.in. twórcy tej gry przecierali szlaki dla popularnych dziś zbiórek. Strach pomyśleć, co stałoby się, gdyby fani nie zaufali twórcom i postanowili jednak nie inwestować w projekt. Z całą pewnością stracilibyśmy jedną z najlepszych gier wyścigowych wydanych w ostatnim czasie. Choć jak to najczęściej bywa, nie jest to ani produkt pozbawiony wad, ani też nie jest to pozycja kierowana do wszystkich fanów wyścigów.

Z całą pewnością jest to najbardziej konsolowa gra wyścigowa, jaka została wydana na PC. Wszystko dlatego, że wyścigówki na PC i na konsolach reprezentują często zupełnie dwa inne podgatunki. Microsoft ma Forza Motorsport, Sony z kolei Gran Turismo - to świetne, pięknie wyglądające tytuły, które oferują masę rozbudowanych opcji, setki samochodów i całe miesiące dobrej zabawy. Nazywanie ich jednak symulatorami jest delikatnym nieporozumieniem, szczególnie, gdy przyrównamy je do gier nazywanych symulatorami na PC. A mowa tu chociażby o rFactor, Assetto Corsa czy produkcjach tworzonych przez zlikwidowany już SimBin. To po prostu inna kategoria. Tymczasem Project CARS postanowiło wziąć trochę z konsolowych ścigałek, trochę z pecetowych symulatorów i w ten oto sposób stoi w rozkroku pomiędzy tymi dwoma typami wyścigowych gier.

Z całą pewnością Project CARS ustępuje swoim konsolowym konkurentom pod względem trybu kariery. Rozwiązanie zaproponowane przez Slightly Mad Studios trochę bardziej przypomina tryb z Assetto Corsa. Otóż już na początku zabawy totalnie nic nie stoi na przeszkodzie, by wsiąść do najszybszych bolidów i to właśnie w tak prestiżowej klasie rozpocząć rywalizację. To niby fajne rozwiązanie, które nie każe graczom mozolnie przeciskać się przez najniższe ligi nagradzając ich za postępy możliwością startowania w coraz lepszych zawodach siedząc za kółkiem lepszych aut, ale szczerze - mi tego zabrakło. Wolność, wolnością, ale przecież nawet w grach z tradycyjnym trybem kariery zawsze można włączyć tryb pojedynczego wyścigu i wybrać do niego auto, którym się akurat chce pojeździć. Ja natomiast lubię rozpoczynać zabawę w niższych klasach, a potem stopniowo przedzierać się po drabince najlepszych kierowców, otrzymując w ramach nagrody dostęp do coraz lepszych aut. Działa to na mnie motywująco, te małe sukcesy i wyraźne postępy są dla mnie także powodem do zadowolenia. W Project CARS tego nie ma, owszem można zabawę zacząć od gokartów, ale ta świadomość, że w każdej chwili możemy przesiąść się do najlepszej serii trochę burzy tą iluzję prawdziwej wyścigowej kariery, a szkoda.

Z drugiej strony twórcom Project CARS z całą pewnością pogratulować można tego, jak wiele w ich grze można dostosować do własnych preferencji. Bardzo dokładnie ustalamy szczegóły modelu sterowania, wybierając w czym gra może nam pomagać lub całkowicie rezygnując z jej asysty. Przystępując do wyścigów to od nas zależy, czy rozegramy przed nimi dwa treningi i sesję kwalifikacyjną, czy też od razu ustawimy się na linii startu. To świetne rozwiązanie, bo kto nie chce, ten nie musi spędzać czasu na treningu na torze, ani też walczyć o wysokie miejsce startowe. Ale zawsze bardzo denerwuje mnie, gdy deweloperzy z automatu pozbawiają mnie takiej możliwości. Bo ja akurat jestem typem gracza, który w wyścigach daje z siebie wszystko - a poszczególne zawody zawsze rozpoczynam od opanowania toru, by później móc wycisnąć wszystko co tylko się da z prowadzonego samochodu. Także umiejętności przeciwników możemy dostosować do własnych oczekiwań i tutaj ponownie Project CARS można pochwalić. Bo raz, że SI jeździ bardzo dobrze i bynajmniej nie bawi się w grzeczne jeżdżenie po sznurku, a dwa, że możemy tak dostosować grę, by na każdym etapie zabawy była wyzwaniem o odpowiednim poziomie trudności. Często w grach wyścigowych jest bowiem tak, że najpierw są zbyt łatwe, by potem zbyt gwałtownie podkręcić poziom trudności. Z drugiej strony wyścigowe symulatory oferują tak wysoki próg wejścia, że części z graczy po prostu nie udaje się go pokonać. W Project CARS natomiast wszystko można dostosować w taki sposób, aby gra nie była ani zbyt łatwa, ani też zbyt trudna.

Oczywiście równie ważną zaletą jest model sterowania. Nie będę prawił tu frazesów o tym, że każde z aut zachowuje się inaczej, bo to bywa prawdą nawet dla gier pokroju Need for Speed. Zresztą, jak ubogi trzeba byłoby stworzyć model sterowania, by różne auta prowadziły się tak samo. Prowadzenie aut w Project CARS daje sporo przyjemności, gra dobrze symuluje efekt prędkości, wchodzenie w poślizgi czy nagłe hamowania. Dostajemy dobrą informację o położeniu i zachowaniu się samochodu dzięki dobrze zaprojektowanemu systemowi force feedback. Doskonale czuć, że to koła są miejscem, w którym auto spotyka się z nawierzchnią, czujemy więc różnice pomiędzy jazdą na zimnych i rozgrzanych gumach, podobnie jak i nowych oraz zniszczonych. Osobiście jednak podkręciłbym pracę zawieszenia, bo samochody w Project CARS są trochę zbyt stabilne, jak na wyścigówki, w których jeździmy często na limicie - możliwości auta jak i swoich własnych. Nie jest to stuprocentowy symulator, a wyścigowi puryści mogą być nieusatysfakcjonowani. Osobiście uważam, że Assetto Corsa może pochwalić się lepszym systemem sterowania. Ale ten, który znajdziemy w Project CARS, jest także bardzo dobry i z całą pewnością zadowoli większość fanów.

W tym miejscu ważne jest to, że w Project CARS równie dobrze sterować można kierownicą, jak i padem. Oczywiście kierownica jest dokładniejszym i precyzyjniejszym kontrolerem, który daje dużo więcej radości od pada i dzięki któremu jesteśmy w stanie jeździć po prostu lepiej. Ale jeżeli dotychczas nie kupiliście sobie własnego "kółka", nie oznacza to, że Project CARS musicie odpuścić. W końcu we wspomnianych na początku tekstu Forza Motorsport czy Gran Turismo także masa osób gra za pomocą pada i taki sposób kierowania samochodami w grze im wystarcza. Swoją przygodę z Project CARS także spokojnie można rozpocząć od gamepada. A jeżeli z czasem zdecydujecie się na dokupienie kierownicy, z całą pewnością nie będziecie rozczarowania. Aha, żeby rozwiać wątpliwości - nie, klawiatura nie przejdzie. To nie Need for Speed.

Od samego początku Project CARS słynął z niesamowitej oprawy wizualnej prezentowanej na trailerach czy screenach z wczesnego etapu produkcji. Cóż, tu sytuacja przypomina trochę aktualną dramę z Wiedźminem - gra nigdy nie wygląda tak dobrze, jak twierdzą materiały reklamowe, czy nam się to podoba czy nie. Osobiście nie cieszyłem się najwyższymi ustawieniami grafiki w Project CARS, bo po prostu nie posiadam kompa, który pozwoliłby mi odpalić grę w rozdzielczości 4k. Mimo to grafika wyglądała naprawdę fenomenalnie i wiem, że jeżeli nie można jej nazwać najładniejszą grą wyścigową bez zaawansowanych technicznie porównań, to z całą pewnością o to miano będzie biła się z najładniejszymi wyścigowymi hitami ostatnich miesięcy pokroju Driveclub. Największym plusem gry są oczywiście dopracowane do bólu w detalach samochody wraz z efektami pogodowymi - oślepiające o zachodzie słońce, spadające na tor pierwsze krople deszczu, ulewa zamieniająca przednią szybę samochodu w rzekę, to zdecydowanie najładniejsze momenty gry, które zostały przygotowane wprost w fenomenalny sposób. Tory także są piękne, choć akurat w tym przypadku gdzieniegdzie widać, że mogłoby być po prostu trochę lepiej. Ale to jak zwykle nie ma znaczenia, gdy podczas wyścigu pędzimy 150 na godzinę, bo po prostu trudno to dostrzec.

Nie oznacza to jednak, że Project CARS jest grą pozbawioną wad. Po pierwsze, zestaw zawartych w grze aut jest po prostu słaby. Taka Forza Horizon 2 oferuje kilkukrotnie większy garaż, podobnie jak i Driveclub, Forza Motorsport 5 czy Gran Turismo. W Project CARS znajdziecie 65 auto - to nie jest mało, ale w zestawie brakuje wielu świetnych aut, natomiast perełek jest tu jakby za mało. Są jakieś bolidy, jakieś gokarty, kilka dziwactw, jak i kilka super aut, ale w ogólnym rozrachunku miłośnicy motoryzacji pewnie będą rozczarowani. Czuję, że ta sytuacja będzie się zmieniać z czasem, ale niestety mam wrażenie, że głównie za pomocą płatnych DLC.

Gra sprawiała mi także trochę problemów technicznej natury. To, że kierownica z Xboksa 360 nie jest oficjalnie wspierana mnie nie dziwi, ale już fakt, że nie da się jej dobrze skalibrować jest sporym błędem ze strony twórców, bo o problemie informowało już sporo posiadaczy tego zabytkowego kontrolera. Także stabilność gry nie jest najlepsza, często po zakończonym wyścigu na ekranie podsumowania lubiła się ona sama zamknąć do pulpitu. Na szczęście zapisywała poczynione w karierze postępy. Dziwne, że podobny efekt wyjścia do pulpitu uzyskiwałem, gdy podczas jazdy włączałem menu pauzy, a następnie wybierałem "wyjście" sądząc, że gra przeniesienie mnie do startowego menu. Niestety, tak się nie działo. Nie zagłębiałem się w ten problem, nie szukałem także rozwiązania. Być może dotyczy on garstki osób, a ja jestem wybrańcem - być może także jego naprawa jest śmiesznie prosta. Nie wiem, ale wiem za to, że tak zachowywać się końcowa wersja produktu tworzonego ze wsparciem fanów, który dodatkowo jest dostępny w wersji 1.3, po prostu nie powinna. Także w multi zabrakło trochę szlifów, często widać, że dzieją się niezbyt pożądane rzeczy z samochodami graczy. Twórcy nie opracowali także żadnego sposobu na karanie tych, którzy nie potrafią używać hamulca i notorycznie wjeżdżają w innych. Cóż, na szczęście w Project CARS można zakładać własne serwery, a gra przystosowana została do tworzenia i nadzorowania wyścigowych lig. Sporo graczy zrobi z tego pewnie świetny użytek.

Reasumując, nie do końca jestem przekonany czy Project CARS okazał się absolutną grą wyścigową i najlepszym tytułem ostatnich lat, a trochę wszyscy tego oczekiwali. Nie zmienia to jednak faktu, że pomimo drobnych błędów natury technicznej, a także niedociągnięć ze strony twórców gry, jest to pozycja, która wygląda świetnie, daje sporo przyjemności z wyścigów i starczy na długie tygodnie. A to chyba najważniejsze. Polecam każdemu, kto w dzieciństwie biegał z plastikową kierownicą i mruczał pod nosem "brum brum", podobnie jak i tym, którzy do dziś oglądają się na ulicach za ciekawymi kształtami i dobrze ryczącym silnikiem.

Project CARS PC

  • szerokie możliwości dostosowania ustawień gry względem własnych preferencji, w tym chociażby poziomu trudności i szczegółów wyścigu
  • świetna oprawa audiowizualna
  • przyjemny system sterowania dający sporo satysfakcji z jazdy
  • grywalność!
  • tryb multi dostosowany do organizowania wirtualnych zawodów czy lig wyścigowych
  • błędy techniczne
  • przydałoby się więcej samochodów
  • szkoda, że kariera nie jest zrobiona w bardziej klasyczny sposób
Może to nie jest ta gra wyścigowa, na którą czekałeś przez ostatnie lata, ale z całą pewnością jest jej do niej bardzo blisko 8.5
Niezły kocioł! - recenzja filmu Asteriks i Obeliks: Tajemnica magicznego wywaru
Tony Hawk's Skate Jam - recenzja - Panie Hawk, daj pan już spokój!
Podwodne Kino Nowej Przygody - recenzja filmu Aquaman
Monster Boy and the Cursed Kingdom - recenzja - doprawdy Przeklęte Królestwo
najnowsze