Recenzja - konsole

inFamous: First Light - recenzja

Łukasz Berliński, 31 sierpnia 2014 12:45 7

Fetch zabrakło mocy.

inFamous: First Light

inFamous: First Light, choć jest samodzielną grą, niewymagającą posiadania podstawki, trudno określić pełnoprawnym tytułem. Zaledwie cztery godziny potrzebne na ukończenie fabuły, powtarzalne misje i chwilami brak akcji w grze - było, nie było - akcji sprawia, że mamy do czynienia z przeciętnym dodatkiem, niezrozumiałym dla osób, które nie miały wcześniej styczności z inFamous: Second Son. A mimo to, grając w Firtst Light ponownie dałem się opętać mocy i zanurzyć w Seattle. Paradoksalnie, mimo kilku wad, inFamous: Fist Light, podobnie jak Second Son, jest po prostu niesamowicie grywalnym tytułem.

Tym razem dane jest nam pokierować Abigail Walker, znaną lepiej jako Fetch, którą mieliśmy okazję już poznać w Second Son. Tam grała jedną z ciekawszych ról drugoplanowych, dlatego też dobrą decyzją ze strony twórców było powierzenie jej roli głównej w First Light. Tym bardziej, że mamy okazję poznać przeszłość dziewczyny dysponującej neonową mocą.

inFamous: First Light

Akcja w inFamous: Firtst Light toczy się dwutorowo: widzimy Fetch przetrzymywaną w ośrodku D.O.Z. dowodzonym przez Augustine, która wyciąga od niej informacje o kolejnych ukrywanych mocach, a także poznaje jej przeszłość. W tym momencie ponownie przenosimy się do Seattle, dwa lata przed wydarzeniami z Second Son, kiedy to miasto jest jeszcze spokojne, a o Przewodnikach mało kto słyszał.

Fetch w tych czasach żyje a ulicy wraz ze swoim bratem Brentem i utrzymuje się głównie z rabunków. Nie afiszuje się ze swą neonową mocą, dzięki czemu pozostaje niezauważalna dla policji i służb D.O.Z. Brent namawia jednak naszą bohaterkę do jeszcze ostatniego rabunku, by żyło się lepiej. Pech chce, że splot wydarzeń sprawia, iż Brent zostaje porwany, a Fetch próbując ratować swego brata ujawnia swą moc i ściąga na siebie wzrok wszystkich sił bezpieczeństwa (i nie tylko) w Seattle.

inFamous: First Light

O historii przedstawionej w First Light nie można napisać złego słowa. To opowieść o miłości siostry do brata i radzeniu sobie z przeciwnościami losu. Fetch to postać, z którą dużo łatwiej nam się zidentyfikować, ze znacznie bogatszym i bardziej doświadczonym charakterem niż niepokorna młodzieńcza osobowość Delsina z Second Son. Sam scenariusz jest też dużo dojrzalszy, dobrze pokazuje relacje siostra-brat i nie można byłoby napisać o nim złego słowa gdyby nie to, że chwilami bywa po prostu... nudno.

Fetch od samego początku dysponuje wyłącznie mocą neona, co wcale nie oznacza, że jest nudno. W trakcie rozgrywki cały czas rozwijamy nadnaturalne zdolności superbohaterki, dzięki czemu możemy nie tylko poruszać się z zawrotną prędkością światła, eliminować wrogów jednym strzałem celując w czułe punkty, "zamrażać" ich na kilka sekund w powietrznych neonowych obłokach czy w końcu użyć tzw. osobliwości, która kumuluje wszystkich wrogów z pola widzenia Fetch, by następnie dokonać wielkiej eksplozji, z której wrogowie nie mają szans wyjść cało.

inFamous: First Light

Sęk w tym, że Abigail od samego początku dysponuje niemal pełnią swej mocy i starcia z przeciwnikami nie stanowią większego wyzwania. W odróżnieniu od Second Son, w którym chwilami starcia z uzbrojonymi siłami D.O.Z. potrafiły solidnie dać w kość, tutaj Seattle wygląda na sielskie, wyludnione miasteczko, z kilkudziesięcioma krnąbrnymi Rosjanami, będącymi przeciwnikami na tzw. "jeden cios" i sporadycznymi siłami D.O.Z., które raczej problemów nam nie sprawią. Zapomnijcie w First Light o konkretnych przeciwnikach, o wymagających bossach już nie wspominając.

Bolączką są także powtarzalne misje, co jak na cztery godziny rozgrywki nie jest powodem do chluby dla twórców. Seria inFamous nigdy pod tym względem nie przodowała, zatem First Light oferuje nam z jednej strony gonienie za Rosjanami i pokazywanie im pełni naszej mocy, by za moment odpierać ich ataki. Możemy jeszcze liczyć na przejażdżki na dachu furgonetki i eliminowanie wrogich pojazdów (to akurat najfajniejsza część gry), by za chwilę znacznie spowolnić tempo i stać nieruchomo w odsłoniętym dla snajperów miejscu atakując snajperką niczego nieświadomych żołnierzy D.O.Z. (to akurat najnudniejsza część gry).

inFamous: First Light

Poza głównym wątkiem fabularnym możemy jeszcze wykonać misje poboczne, co zajmie nie więcej niż dwie godziny, bowiem teren Seattle w First Light w porównaniu do tego z Second Son jest bardzo ograniczony. Fetch w wolnym czasie może pokusić się o zebranie wszystkich Lumenów, czerwonych kul dodających punkty umiejętności, biorąc udział zarówno w wyścigach, jak i starając się dotrzeć w trudno dostępne miejsca stolicy grunge'u. Podobnie jak Delsin w Second Son, tak i Fetch w inFamous: First Light para się graffiti oraz neutralizacją policyjnych dronów. Te ostatnie teraz można zlokalizować przechwytując obraz z ich kamery, co jest dużo fajniejszym rozwiązaniem niż szukanie ich po omacku.

Czas gry wydłużają jeszcze dodatkowo starcia na arenach Curdun Cay Station, gdzie mierzymy się z kolejnymi falami wrogów, co z jednej strony wprowadza znacznie więcej dynamiki do gry niż główna kampania, ale z drugiej, w późniejszych fazach robi się zbyt chaotycznie. Jeśli jednak ktoś lubi tego typu rozgrywkę i pięcie się w górę światowej drabinki, będzie zadowolony. Tym bardziej, jeśli na dysku ma zainstalowaną podstawkę, dzięki czemu na arenie można grać także Delsinem dysponującym wszystkimi swoimi mocami.

inFamous: First Light

Trudno mi stwierdzić, dla kogo jest inFamous: First Light. Nowi gracze mogą być nieco zdezorientowani poznając fabułę prequela nie znając głównej gry. Ci zaś, którzy w Second Son już grali, nie uświadczą tu niczego nowego. A jednak First Light przyciąga swymi pięknymi neonami i frajdą płynącą ze swobodnej rozgrywki. Nie na tyle jednak, by wystawić wyższą, niż niezłą, ocenę.

inFamous: First Light PS4

  • grywalność w swobodnym trybie
  • oprawa audiowizualna
  • przyzwoity scenariusz
  • krótka
  • powtarzalne, nudne misje
  • brak większych nowości
  • polski dubbing
Fetch zabrakło mocy 6.0
Chwała Wodzowi! - recenzja Beholder 2
Śmierć autentyczności - recenzja filmu Narodziny gwiazdy
Gris - recenzja - pochwała karmi sztukę
Kosmiczni piraci kontra cały świat - recenzja Ancient Frontier: Steel Shadows
najnowsze

Chwała Wodzowi! - recenzja Beholder 2

W Beholder 2 przenosimy się do totalitarnego państwa i zaczynamy karierę w Ministerstwie na samym dole urzędniczej drabiny - dokąd zajdziemy?