Felieton

Myślenie życzeniowe: Reksiu wróć!!!

Sławek Serafin, 20 marca 2013 23:29 23

Gdy wymienia się najlepsze gry wyprodukowane w Polsce, lista nie jest zbyt długa. I raczej stała. I zawsze brakuje na niej Reksia, niestety.

Kilka dni temu zorientowałem się, klikając gdzieś po stronie, że mamy w ofercie cyfrowej gry dla dzieci z gdańskiego Aidem Media, tak od niedawna jakoś. Od razu sprawdziłem dokładniej i... były. Gry z Reksiem. A konkretniej te pierwsze, dwuwymiarowe przygodówki familijne. Jedne z najfajniejszych gier, w jakie kiedykolwiek grałem, niesamowite wręcz i... całkowicie prawie nieznane w growym światku. Mają swoich fanów i to bardzo wielu, ale szersza grająca brać o nich nie słyszała. Na swoje nieszczęście. A tu taka okazja...

I od razu na ramionach pojawiły mi się te dwa stworki, wiecie, jak w kreskówkach. Nazwijmy je dla uproszczenia aniołkiem i diabełkiem, choć jeden tak naprawdę przypominał Cthulhu, a z kolei diabeł wyglądał jak posłanka Pawłowicz... No i ten aniołek każe mi napisać tekst o Reksiu, żeby więcej ludzi się dowiedziało, jakie świetne to są gry. Ok, odparłem. A na to diabeł, że zaraz ktoś powie, że to reklama, bo przecież mamy te gry w sklepie. Też racja, przytaknąłem. Aniołek odparł, że mam to pie..., ehkm, zignorować, bo raz, że nie o to chodzi, a dwa, że chodzi właśnie o to - o promowanie mało znanych, ale wspaniałych gier. Że to niby sens mojej pracy. Na to diabeł, że to będzie komercja, sodomia i bez prokreacji na dodatek. |I już miałem odpowiedzieć, ale wtedy aniołek palnął go w łeb z lugera, zarzucił ciało za plecy i znacząco przeładował broń, którą potem przystawił mi do skroni... I choć wiem, że z takiego małego pistolecika to by mnie nie zabił, a postrzał bolałby tyle co ukłucie igłą, to niestety uległem, bo ja to się boję igieł... I kocham Reksia.

Seria narodziła się jako cykl gier dla dzieci, z popularnym kreskówkowym psem w roli głównej. Miało być sporo humoru, trochę prostych łamigłówek i elementy zręcznościowo-logiczne, takie niezbyt trudne... ale też nie za łatwe, bo gra w zamierzeniu miała być familijna. Familijna, czyli taka, do której dziecko musi zawołać rodziców, bo nie może przejść jakiegoś fragmentu - i już tak ma zostać, mają grać razem i razem się bawić. Rodzica przy grze miał utrzymać w miarę dorosły humor obfity w popkulturowe nawiązania. No i radość dziecka też. Psychologowie jacyś im to wymyślili, czy coś, ten cały plan. Reksio miał być jak Shrek - niby dla dzieci, ale tylko z pozoru, bo pod warstwami cebuli miało być też coś dla dorosłych. I było... dopiero od drugiej gry, tak naprawdę. Pierwsza, Reksio i skarb piratów, była trochę zbyt prosta i widać, że autorom brakowało doświadczenia. Przy następnej nabrali już rozpędu i rozmachu - no i Reksio i Ufo już autentycznie dawało czadu, głównie wyśmiewaniem się z Gwiezdnych Wojen i Diuny tudzież Romea i Julii. Potem przyszedł czas na Reksia i czarodzejów, Reksia i wehikuł czasu oraz Reksia i Kapitana Nemo, które aż kipiały od nawiązań do Indiany Jonesa, Juliusza Verne'a, Harry'ego Pottera, Matriksa i polskiej klasyki komedii z Rejsem na czele. Jeśli graliście w The Book of Unwritten Tales i śmialiście się gdy jej twórcy żartowali sobie z popkultury na każdym kroku, to pewnie nie wiedzieliście, że gdański zespół prowadzony przez Krzysztofa Hrynkiewicza zrobił to samo wiele lat wcześniej i o wiele lepiej... Tyle, że w grach, które miały etykietkę "dla dzieci".

A ta etykieta im się nie należała, z wielu powodów. Głównie tego humoru, skierowanego przede wszystkim do osób dorosłych, zdolnych odczytać te aluzje i kpiny oraz lubujących się w nonsensownych żartach, które generalnie królują w grach z Reksiem. Widać, że autorzy to wielcy fani Monty Pythona i absurdalnych skeczów. Ale te gry nie były też dla dzieci z powodu poziomu trudności, który rósł w każdej kolejnej części, w miarę jak okazywało się, że gra w nie coraz więcej dorosłych fanów - a to można było wywnioskować po liczbie listów, jakie przychodziły do twórców, listów z prośbami lub pogróżkami, a skupiających się zawsze na jednej kwestii - kiedy będzie następna część?! To dla nich w następnych grach tworzono coraz bardziej zawiłe zagadki logiczne i sekwencje zręcznościowe. Zwłaszcza te ostatnie potrafiły doprowadzić do szewskiej pasji. Wzorowane na 8-bitowych klasykach z przełomu lat 80. i 90., nie wybaczały błędów. Zdarzało się, że rozpracowywałem dany fragment przez godzinę czy dwie, podchodząc do niego więcej razy niż do wyścigu w pierwszej Mafii... co oczywiście sobie przypomniałem teraz, dosłownie przed chwilą, gdy próbowałem zagrać jeszcze raz. Wiecie, żeby sprawdzić, czy mi sentyment nie podkolorował wspomnień i czy gry oparły się próbie czasu.

I spieszę donieść, że owszem, oparły się. Głównie dlatego, że już wtedy były przestarzałe z tą swoją koślawą, dwuwymiarową oprawą graficzną oraz kocią muzyką i głosami podkładanymi przez osobników ani chybi pozostających pod wpływem środków psychoaktywnych... często lub cały czas. Wtedy ich archaizm nie przeszkadzał i teraz też nie - jak można się oburzać, że gra wygląda tak okropnie, skoro zestrzeliwuje się w niej latające spodki za pomocą buraków i pojedynkuje z Drobiem Chaosu za pomocą czaru Kula Budyniu? Nie można powiedzieć, że gra niedorzeczna jest niedorzeczna, bo zamiast obelgi oferuje się jej komplement - a każda kolejna część przygód Reksia była coraz bardziej absurdalna. I nawet nie były to przygody Reksia, bo już od drugiej części było jasne, że lubiany pies jest tylko figurantem, a prawdziwym herosem jest jego partner, kret Kretes. W odróżnieniu od Reksia, Kretes potrafił się wyrażać zrozumiale... co nie znaczy, że zawsze to robił, bo w niektórych jego komentarzach można bardzo długo szukać jakiegoś sensu. To Kretes szybko stał się twarzą serii i ulubioną postacią wszystkich fanów - a Reksia się lubiło przez sentyment.

I ten sentyment jest ciągle silny, nie tylko w odniesieniu do niego, ale i całej serii. Serii, która nadal rozbawia do łez nieustannymi żartami i wkurza kolejnymi zbyt trudnymi sekwencjami zręcznościowymi albo pozbawionymi sensu łamigłówkami. Mimo tego, że koślawy, że prymitywny, Reksio nadal jest lepszy od większości dorosłych przygodówek, nie tylko polskich, ale wszystkich w ogóle. Bo jest swojski, uroczy i nie obraża naszej inteligencji, wręcz przeciwnie, cały czas wystawia ją na próbę. I trochę smutny też, niestety, bo seria skończyła się całe lata temu na Reksio i Kapitan Nemo. Wtedy z Aidem Media odszedł Krzysztof Hrynkiewicz i jego zespół, który odpowiadał za Reksia - firma próbowała ciągnąć markę dalej, przenosząc ją w trójwymiar, ale już bez takich sukcesów...

I tak sobie myślę, jakie wielkie pole do popisu mieliby Reksio i Kretes teraz, po latach. Jest tyle nowej popkultury do wyśmiania, tyle nowych aluzji politycznych, które można gdzieś wcisnąć, tyle materiału do szydzenia. I nie trzeba by wiele więcej, bo dwuwymiarowa grafika jest w dzisiejszych czasach w większych łaskach niż była wtedy - można nawet rzec, że jest naprawdę modna. Czy nie dałoby się Reksia i Kretesa wyciągnąć z trzeciego wymiaru i wrzucić do nowej gry, takiej porządnej, już bez udawania, że dla dzieci? Konkretnej komedii, takiej jak Deponia czy The Book of Unwritten Tales? Jasne, że by się dało... teoretycznie, bo oryginalni twórcy tych perełek pracują już gdzie indziej i nad czymś innym, jakimiś gierkami na smartfony, z tego co słyszałem ostatnio. Ale pomarzyć zawsze można, zwłaszcza jeśli przy okazji przypomną się tamte wspaniałe gry - jeszcze kilka miesięcy temu praktycznie nie do zdobycia legalnymi sposobami, a teraz dostępne w formie cyfrowej za śmieszne grosze, nie powiem w jakim sklepie.

I wiem, brzmi to jak ordynarna reklama, artykuł sponsorowany czy inne kłamliwe badziewie, ale jeśli mam być szczery i uczciwy, to nie mogę nie powiedzieć wszystkim tu i teraz, że kocham Reksia i Kretesa. I że jeśli ktoś ma choćby szczątkowe poczucie humoru, to najprawdopodobniej pokocha ich także, zwłaszcza jeśli zacznie przygodę z serią od razu od drugiej części, tej z ufo. Pierwsza jest wyraźnie słabsza - i chyba jako jedyna naprawdę nadaje się dla najmłodszych - a każda kolejna stopniowo lepsza. Tylko ostrzegam, może być naprawdę trudno miejscami. I lepiej odpalać gry w zgodności z Win XP, bo to starocie i gryzą się z nowymi systemami.

I tyle ode mnie. Zagrajcie. Niech wszyscy zagrają. Tak z dziesięć milionów Polaków. Może wtedy Aidem Media i Hrynkiewicz z zespołem znów się zejdą i zrobią następnego prawdziwego Reksia. Z Kretesem, oczywiście.

najnowsze

Chwała Wodzowi! - recenzja Beholder 2

W Beholder 2 przenosimy się do totalitarnego państwa i zaczynamy karierę w Ministerstwie na samym dole urzędniczej drabiny - dokąd zajdziemy?