Tom Clancy's H.A.W.X - recenzja

Rafał Dziduch
2009/04/05 17:00

Podniebna ekwilibrystyka na PC

Podniebna ekwilibrystyka na PC Tom Clancy's H.A.W.X - recenzja

W całym gąszczu gier niewiele jest tytułów sygnowanych bezpośrednio nazwiskami twórców, - czy to programistów, czy osób spoza branży - które, jak Tom Clancy właśnie, użyczają swojego popularnego nazwiska. Warto wspomnieć innego pisarza – Clive’a Barkera, który przyłożył rękę do horrorów Undying i Jericho oraz twórcę m.in. Alice, American Jamesa McGee. W tym gronie Clancy jest w zasadzie jak niewielka jednoosobowa fabryka. Od serii Rainbow Six spotkaliśmy się już z nim kilkakrotnie, a na koncie ma także Splinter Cell i Ghost Recon. I – poprzez takie podejście do produkcji gier, zdaniem jednych Clancy po prostu rozmienia się na drobne, a zdaniem innych popularyzuje swą twórczość literacką. Zawsze wszak znajdą się tacy, którzy po zagraniu w grę poszukają w księgarni jakiejś książki pisarza. Dość jednak o literacie, zajmijmy się najnowszym dziełem, a więc Tom Clancy's H.A.W.X, który na rynku PC-towym stanowi dość nietypowy kąsek.

Dlaczego nietypowy? Ano przede wszystkim dlatego, że na poczciwych blaszakach podobnych gier nie ma za wiele, a jeśli wziąć pod uwagę okres w którym toczy się akcja, a więc nieodległą przyszłość, to w zasadzie nie ma żadnych. Tom Clancy's H.A.W.X to przedstawiciel lotniczych gier akcji (nie mylić z symulatorami!). Wprawdzie mieliśmy świetną serię Blazing Angels (nawiasem pisząc zrealizowaną przez to samo studio co H.A.W.X), ale tam trafialiśmy do ogarniętej II wojną światową Europy. Była też słabiutka Pearl Harbor - zapomnijmy o niej. Z tym gatunkiem znacznie lepiej jest na konsolach, gdzie za serię o dość ugruntowanej pozycji uchodzi Ace Combat (wydano sześć części plus różne konwersje). Jest jeszcze Over G Fighters, łączący elementy zręcznościowe i symulację oraz leciwe, ale w swoim czasie grywalne Top Gun: Combat Zones czy Aero Elite: Combat Academy. Ale PC-towcy nie mają w tym gatunku zbyt dużego wyboru. Należy więc zastanowić się, czy powinni zwrócić uwagę na Tom Clancy's H.A.W.X.

Skoro H.A.W.X to gra akcji, fabuła nie powinna być zbytnio odkrywcza. Z drugiej strony, możnaby pomyśleć, że skoro przykładał do niej rękę twórca największych współczesnych bestsellerów, powinniśmy się spodziewać perełki. Niestety tak nie jest i tylko pierwsza sugestia jest prawdziwa – w warstwie fabularnej Tom Clancy's H.A.W.X leży i kwiczy, nie mając nic odkrywczego do zaproponowania. Oto mamy kolejny militarny konflikt przyszłości. Wszystko zaczyna się w 2012 roku, kiedy siła prywatnych armii tzw. Private Military Companies (PMC), stojących do tej pory na straży międzynarodowego porządku i ładu zbyt mocno wzrasta. Stają się one niezależne od rządów i prowadzą własną politykę.

Zdolne do działań na lądzie, wodzie i w powietrzu, posiadające dostęp do surowców stają się coraz ważniejszym ogniwem w układzie sił na Ziemi. Nasz bohater po odejściu z szeregów armii USA pracuje właśnie dla jednej z takich korporacji, zwanej Artemis, która chroni interesy możnych tego świata. Właśnie dla niej wykonuje zadania, które polegają na eliminacji uznanych za wrogie sił w różnych częściach globu. W trakcie zabawy w wątku fabularnym następuje pewien zwrot, o którym jednak nie ma sensu mówić zbyt wiele, by nie psuć wam zabawy. Chociaż po prawdzie wyczuć go można na długo przed tym, zanim nastąpi... Obfitość podniebnych maszyn bojowych

Zostawmy jednak aspekty fabularne i zajmijmy się czystym graniem. Tom Clancy's H.A.W.X. daje nam możliwość pokierowania sterami kilkudziesięciu samolotów, zdobyczy najnowszej techniki. Znalazły się w tym zestawieniu np.: F-16 Fighting Falcon, F-22 Raptor, Dassault Rafale C, FA-18E Super Hornet, Eurofi ghter Typhoon, Saab-39 Gripen, AV-8B Harrier II, F-117 Nighthawk, Saab-35 Draken czy Saab-37 Viggen. Trzeba przyznać, że obfitość maszyn jest spora, ale jeszcze raz przywołajmy jedno stwierdzenie, które już padło. H.A.W.X. to gra akcji, a nie symulator! Wielbiciele dokładnego odwzorowania wszelkich niuansów w prowadzeniu podniebnych ptaków nie mają najzwyczajniej czego tu szukać.

Nie ma skomplikowanych procedur startowych, nie ma dziesiątków przełączników, które trzeba włączyć, ani parametrów, na które należy zwracać uwagę podczas lotu. Ba! Awionika nie została odwzorowana w najmniejszym stopniu, bo takiego celu autorzy sobie nie stawiali. Tutaj po prostu lecimy i strzelamy, do wszystkiego, co się rusza i przed nami ucieka lub goni nas. Ma to też tę dobrą stronę, że nie trzeba przyswajać sobie skomplikowanej klawiszologii. Każda z maszyn została opisana kilkoma parametrami. Są to prędkość, pancerz i zwrotność, ale po prawdzie niezbyt wiele z tych parametrów wynika. Jakoś zbytnich różnic w pilotowaniu maszyn się nie wyczuwa.

Do rozegrania mamy kilka trybów zabawy. Jest kampania, tryb sieciowy (online i LAN) oraz tzw. free flight. W tym ostatnim możemy jedynie polatać nad pozbawionymi wrogów (!) mapami, co jest raczej mało interesujące, zwłaszcza jeśli wcześniej bawiliśmy się na tych mapach z przeciwnikami. W każdej chwili można także rozegrać dowolną odblokowaną już misję ponownie. Jeśli mowa o kampanii dla pojedynczego gracza, to przystępując do niej, wykonujemy po prostu szereg misji, nie mając żadnego wyboru co do ich kolejności. Latamy sobie nad Afganistanem, Brazylią czy Meksykiem. Trafiamy do Centralnej Afryki nad Morze Karaibskie na Trynidad, nad amazońską dżunglę i jeszcze w kilka innych miejsc, co sprawia, że widoczki z kokpitu ciągle się zmieniają i w zasadzie się nie nużą. Każda misja składa się z kilku zadań, pomiędzy którymi zapis dokonuje się samoczynnie.

Ma to i złe, i dobre strony. Nie trzeba powtarzać zaliczonych już zadań, ale gdy chcemy przerwać w połowie całej misji, wszystkie wykonane do tej pory zadania zostają wykasowane. Po ponownym odpaleniu gry trzeba misję zacząć od początku. Kończąc misje, nasz podwładny uzyskuje punkty doświadczenia. Jednak nie przydzielamy ich do jakiś umiejętności, nie rozwijamy żadnych atrybutów. Wszystko dokonuje się automatycznie, a awans na levele oznacza po prostu dostęp do nowych samolotów, uzbrojenia i rang. Każdą z misji możemy rozegrać na jednym z trzech poziomów trudności. Nawet jednak na najłatwiejszym trafiają się misje, które sprawić mogą sporo kłopotu zwłaszcza początkującym graczom. O ile pierwszych kilka zadań wykonuje się w zasadzie z marszu, o tyle potem niektóre z celów na naszych radarach pojawiają się szybko, daleko i niezbyt łatwo je wypełnić.

Tak jest dla przykładu w misji, w której musimy bronić konwoju, przed nadciągającymi ze wszystkich stron eskadrami wrogich maszyn. Zważywszy na to, że pędzą szybko, a wytrzymałość konwoju nie jest duża, możemy mieć spory kłopot, aby się z nimi uporać. Na szczęście w kwestii zadań, jakie wykonujemy autorzy zaserwowali nam spore urozmaicenie. Spotkamy się z obroną pewnej rafinerii przed zmasowanym atakiem helikopterów, czołgów i samolotów, niszczeniem wyrzutni SAM, obroną Rio de Janerio czy amerykańskiej floty, zabezpieczeniem strefy zrzutu dla oddziałów piechoty, a potem wspieraniem z powietrza tejże, czy poruszaniem się w taki sposób, aby nie zostać wykrytym przez wrogie radary. To zresztą wcale nie pełny katalog.

Z asystentem czy bez?

Nasze maszyny na początku standardowo posiadają jeden tryb pilotażu dostępny w trzech widokach (z kokpitu, FPP i TPP). Polega to na tym, że widzimy teren walki przed nami, a horyzont przesuwa się, odwzorowując ruchy nosa naszego powietrznego okrętu. A więc standard. W tym trybie doskonale prowadzi się ostrzał zarówno z rakiet jak i karabinów maszynowych, oraz namierzanie przeciwników (w przypadku rakiet mamy oczywiście auto namierzanie). Jednakże już od misji w Rio de Janeiro dochodzi drugi tryb pilotażu, na który możemy się przełączać używając CTRL. To tzw. asystent (w oryginale Assistance ON/OFF), który usprawnia namierzanie i całą nawigację – coś jak autopilot.

GramTV przedstawia:

Do asystenta trzeba się początkowo przyzwyczaić, bowiem maszyna reaguje na ruchy wolanta zupełnie inaczej niż w standardowym trybie. Widok oddala się od samolotu, który ukazany jest nieco z boku i krąży po ekranie w dość dziwnych trajektoriach. Chodzi o to, że po wybraniu celu, automatycznie przyjmuje on na niego kurs, mimo, że często nie widać go na ekranie. Przy pomocy drążka musimy dokonywać wówczas tylko drobnych korekt, obserwując przy okazji, co dzieje się dookoła maszyny. W trybie asystenta o wiele łatwiej (po dojściu do wprawy) unika się zagrożeń ze strony wrogich rakiet, czy wywołuje przeciążenie, co w pewnych momentach może się okazać kluczowe. Widać też o wiele większy wycinek pola walki Utrudnione jest natomiast namierzanie kolejnych najbliższych jednostek wroga, bo w zasadzie prawie nigdy nie widać kogo i w jakiej odległości się namierzyło.

Ogólnie oceniając przydatność systemu trzeba stwierdzić, że jest on jeszcze bardziej zręcznościowy niż tryb główny. Początkowo korzystanie z niego może wywoływać zakłopotanie, tym bardziej, że wbudowany w misję samouczek jest dość oszczędny i nie do końca wyjaśnia wszystkie aspekty. Kiedy się jednak już z nim oswoimy ciężko z niego zrezygnować (również za sprawą widowiskowości), choć na namierzanie nowych celów praktycznie zawsze przełączałem się w tryb główny. Przy okazji pilotażu warto również wspomnieć o skrzydłowych.

Zazwyczaj mamy do pomocy dwie jednostki, którym możemy wydawać nieskomplikowane komendy również głosowe (wzorem EndWara). Tu jednak odniosłem wrażenie, że interpreter jest mniej czuły i czasami zdarzało mu się niepoprawnie interpretować komendy lub nie przyjmować ich wcale. Testowałem grę w oryginalnej wersji, ale we wspomnianym EndWar takich problemów nie napotkałem.

Gra, buczy i wygląda efekciarsko

Pora przyjrzeć się bliżej oprawie graficznej H.A.W.X-a, bo również od jej poziomu zależą wrażenie z gry. Najogólniej pisząc jest nieźle, ale nie doskonale. Nie mamy do czynienia z megawypasioną graficznie produkcją, ale na pewno z poprawną. Gra obsługuje DX 10, ale różnica do 9 nie jest zbyt wielka. Lokacje wyglądają przepięknie, ale zwłaszcza wtedy, gdy leci się wysoko. Wówczas widoczki przypominają zdjęcia satelitarne, bardzo ładnie odwzorowane. Gdy zniżymy lot i przelecimy nad lasami czy zabudowaniami, dostrzeżemy jednak pewne uproszczenia. Poziom szczegółowości nie jest zbyt wyrafinowany, a domki wyglądają jak pudełeczka kartonowe. Na szczęście wszelkie efekty walki (wybuchy, dym, tory lotów rakiet, rozpadające się samoloty) prezentują się znakomicie. Inna sprawa, że jak na szybką grę akcji przystało trwają te wirtuozerskie pokazy nie długo, bo samoloty poruszają się szybko. Jeśli uda nam się uchwycić w kadrze eksplozje wrogiej maszyny, będziemy mogli zaliczyć się do szczęściarzy.

Gra prezentuje się dynamicznie i efektownie w obu trybach walki i każdy ma nieco inne atuty. W zwykłym, włączając kokpit możemy poczuć się (prawie) jak w prawdziwej maszynie. Z kolei w widoku TPP i FPP mamy dostępny HUD, który wyświetla ważniejsze parametry. Możemy włączyć również specjalny tryb naprowadzania się na cel. Wyświetla się wówczas specjalny kolorowy korytarz, który ułatwia nawigację. Bez niego zrealizowanie niektórych celów jest w zasadzie niemożliwe. Oceniając udźwiękowienie muszę stwierdzić, że jest jak najbardziej poprawne. Ani się nie wybija, ani nie notuje jakiejś zniżki. Jest takie, jakie powinno być. Normalny poziom prezentują również odbywane między pilotami rozmowy i komendy, które padają w czasie walk. Ot standard.

Przed finalną oceną warto jeszcze wspomnieć o trybie multi. O ile kampanię solo opłaca się przejść w zasadzie jednokrotnie, bo jest liniowa, o tyle multi sprawia sporą przyjemność zwłaszcza w aspekcie rywalizacji z żywymi graczami. A ta potrafi być mega zacięta – bo nie od dziś wiadomo, że człowiek jest lepszym przeciwnikiem niż maszyna. Piloci obecni na serwerach żywo reagują na wydarzenia na froncie, nie odpuszczają i o wiele trudniej zrzucić ich z ogona niż AI. Możemy rozegrać grę rankingową lub nierankingową na dowolnej mapie (maksymalnie 8 graczy). Do tego dochodzi niezwykle ciekawa opcja trybu co-op w każdej z misji kampanii (maksymalnie do 4 graczy). Wówczas dodawane są cele i zwiększa się liczba wrogów, aby zapewnić wszystkim godziwe żniwa. Co ciekawe wzrost umiejętności naszego pilota następuje zarówno w trybie multi jak i single. Przyzwoity kawał akcji

Na zakończenie finalna ocena. Tom Clancy's H.A.W.X to znakomita propozycja dla tych wielbicieli podniebnych zmagań, którzy czują się na PC-etach niedopieszczeni. Gra świetnie wpisuje się w istniejącą od jakiegoś czasu niszę. Szybka akcja, zręcznościowy tryb rozgrywki i masa wyzwań, które czekają na wirtualnych pilotów to jej niepodważalne atuty. Minimalnie rozczarowała nas grafika i zauważalna sterylność aren (w zbliżeniach), ale na szczęście efekty działań naszych i wrogich rakiet poprawiają ogólny wynik graficzny. Do atutów można również zaliczyć bardzo udany co-op i w zasadzie nieskończoną radochę z multi w trybie do 8 zawodników. Jeśli zatem jesteście miłośnikami podniebnych akrobacji, którym potrzebna jest spora dawka adrenaliny, Tom Clancy's H.A.W.X dostarczy je w dowolnym momencie. Wystarczy odpalić grę.

8,0
Efektowne i dynamiczne bujanie wśród obłoków.
Plusy
  • tryb co-op i multi, wiele samolotów i broni, zróżnicowane zadania w kampanii, dynamiczne akcje i strzelanie, znakomite wybuchy i efekty specjalne.
Minusy
  • w zbliżeniach ziemi grafika taka sobie, mało przydatny tryb free flight, banalna fabuła
Komentarze
68
Usunięty
Usunięty
18/04/2009 10:15

Jedyne co w HAWXie mi się naprawdę podoba, to niesamowite pojedynki w multi, które przywołują stare dobre czasy Ił2 (bez jaj!) - cóż, stoczyłem parę sesji na "odblokowanym" demie i jestem... wniebowzięty :D.

Usunięty
Usunięty
18/04/2009 08:51

Cóż mam nadzieje że to będzie już ostateczna data premiery ... ;/

Usunięty
Usunięty
17/04/2009 23:25

Dokładnie - też chcę wiedzieć kiedy będzie polska premiera PC? Ciągle przekładana...W demie X52 sprawuje się nieźle, więc nie mogę się pełnej doczekać xD




Trwa Wczytywanie