Recenzja - konsole

Robert Ludlum’s The Bourne Conspiracy - recenzja

Hakken, 07 czerwca 2008 15:17 7

Jason Bourne

Jason Bourne

Przez ryk morza i wiatru, przez nieożywione cierpienie statku przedarł się odgłos dwóch nagłych wystrzałów. Padły w nikle oświetlonej kabinie, która wznosiła się i opadała w rytm ruchów kadłuba. Z jej drzwi wybiegł chwiejnie mężczyzna. Jedną ręką chwycił się relingu, drugą przyciskał do brzucha.*

Kim Jest Jason Bourne, spytacie. Odpowiedź nie jest tak prosta, jak mogłoby się wydawać. Jest on bronią za 30 milionów dolarów, byłym agentem rządu USA, ale przede wszystkim bohaterem książek Roberta Ludluma. Po raz pierwszy zadebiutował w roku 1980 w książce pod tytułem Tożsamość Bourne'a i od tego czasu doczekał się już pięciu powieści, miniserialu telewizyjnego, trzech filmów a niebawem ma się ukazać kolejna opowieść z nim w roli głównej. Aż dziwne zatem się wydaje, że ten zabójca o ludzkiej twarzy czekał tak długo na komputerową adaptację swoich przygód. Jednakże już niebawem gra Bourne Conspiracy autorstwa High Moon Studios będzie miała swoją światową premierę. My już mieliśmy przyjemność w nią grać i dziś podzielimy się z Wami naszymi wrażeniami.

Jak wiadomo, gry bazujące na filmach z reguły nie należą do najbardziej udanych. Wszystkie je trapią zazwyczaj te same problemy. Większość z nich jest niedopracowana, a producenci filmowi wymagają sztywnego trzymania się fabuły, nie zostawiając developerom zbyt dużo swobody działania. Dlatego też można powiedzieć, że J. Bourne miał sporo szczęścia. Ostatni film z nim w roli głównej pojawił się już ponad rok temu, a poza tym sama gra i tak oparta jest na pierwszej części cyklu. Dzięki temu twórcy gry mogli rozwinąć skrzydła i stworzyć prawdziwie wciągającą grę akcji, która miejscami przypomina wręcz interaktywny film. Nie będziemy Was zatem dłużej trzymać w niepewności. Bourne Conspiracy to tytuł naprawdę udany, który pomimo kilku niedociągnięć wciąga na długie godziny i choć przez chwilę pozwala poczuć się jak broń za 30 milionów dolarów.

Tożsamość Bourne'a – (...)Jestem lekarzem, twoim lekarzem. Nazywam się Geoffrey Washburn. A ty? - Ja? - Pytałem, jak ci na imię. Nieznajomy poruszył głową i zapatrzył się w białą ścianę, gdzie rysowały się ostre cienie wczesnego poranka. Później zwrócił niebieskie oczy na Washburna i powiedział: - Nie wiem. - O mój Boże...*

Z całą pewnością jednym z największych atutów tej gry jest postać jej głównego bohatera. Jason Bourne to jedna z najciekawszych postaci literatury i kina akcji. Mamy tu bowiem do czynienia z świetnie wyszkolonym zabójcą na usługach rządu USA, który w wyniku postrzału traci pamięć. Kiedy próbuje poznać swoją tożsamość, okazuje się, że agencja, dla której pracował, uznała go za zbiega i postanowiła wyeliminować. Jednakże, paradoksalnie, amnezja staje się dla Jasona prawdziwym darem. W czasie ucieczki odkrywa on bowiem swoje prawdziwe ja, zrzuca wszystkie maski, pod którymi skrywał przez tyle lat swoją osobowość i z niejakim zdziwieniem dowiaduje się, iż nie tylko jest on idealną bronią, ale również człowiekiem. Targają nim zupełnie ludzkie uczucia, takie jak ciekawość, pragnienie zemsty czy na koniec miłość. Bourne niejednokrotnie się waha. Wbrew pozorom czyni to jednak z niego przeciwnika podwójnie niebezpiecznego dla agencji i projektu Treadstone 71; nie tylko świetnie wyszkolonego, ale również nieprzewidywalnego. Co prawda w grze nie ukazano całej jego złożonej osobowości, mamy tu jednak do czynienia z tytułem, w którym najważniejsza jest akcja, a nie dylematy moralne. Poza tym twórcy wyszli zapewne z założenia, że Jason jest już ikoną kulturową i raczej nie trzeba go graczowi przedstawiać. Sama fabuła oparta jest na Tożsamości Bourne'a, choć dużo bliższa jest filmowi niż książkowemu pierwowzorowi. Zapewne właśnie dlatego na samym początku gry trochę przeszkadza brak twarzy i głosu Matta Damona, który w wersji kinowej odgrywał głównego bohatera. Jednakże postać stworzona na potrzeby gry jest na tyle wiarygodna, że bardzo szybko można się do niej przyzwyczaić.

Krucjata Bourne'a Londyn (AP) - Broń i kobiety, granaty i eleganckie ubrania, wypchany portfel, bilety lotnicze na egzotyczne trasy i luksusowe apartamenty w kilkunastu stolicach świata - oto portret terrorysty ery samolotów odrzutowych, którego ścigają obecnie tysiące policjantów na całym świecie.*

Jak już wspominaliśmy, fabuła gry oparta jest na tej, którą stworzono na potrzeby filmu. Wszystko zatem zaczyna się od sceny, w której widać Bourne'a unoszącego się swobodnie we wzburzonych wodach Morza Śródziemnego. Następnie lekarz wydobywa z niego folię, na której zapisany jest numer konta bankowego i adres banku w Zurychu, a dalej akcja toczy się już dobrze znanym torem. W grze na własnej skórze możemy odegrać sceny, które dobrze znamy z filmu. Mamy tu zatem ucieczkę z amerykańskiej ambasady, polowanie na zabójcę w podparyskiej posiadłości czy wreszcie napad na paryską placówkę Treadstone 71. Na szczęście fabuła gry nie ogranicza się tylko i wyłącznie do tego, co mogliśmy zobaczyć na ekranie kin. Jej twórcy wstawili tu kilka dodatkowych misji, o których można było przeczytać w książkach.

Zaczynamy zatem od polowania na zabójcę, którego wysłał przeciw nam prezydent Wombosi. Jest to w rzeczywistości samouczek, który pokazuje nam jak walczyć i wykorzystywać zdolności Bourne'a, takie jak jego instynkt i adrenalinę. Następnie musimy dostać się na statek tego afrykańskiego dyktatora i go wyeliminować. Inne misje, których nie znajdziemy w filmie, to na przykład polowanie na zbiegłego terrorystę czy też zabójstwo litewskiego notabla i ucieczka ulicami Wilna. Cokolwiek byśmy jednak robili, wszystko cechuje niesamowite tempo akcji i ogromna widowiskowość. Często widoki migają tak szybko, że nawet nie mamy czasu się im dobrze przyjrzeć.

Ultimatum Bourne'a Któryś z rybaków chwycił go z tyłu za szyję. Podopieczny Washburna uderzył pięścią w okolice jego miednicy, potem zgiął się wpół, przycisnąwszy łokieć napastnika do lewej strony gardła. Nachylił się jeszcze mocniej i kiedy nogi rybaka straciły kontakt z podłożem, Jean-Pierre cisnął nim daleko, na drugą stronę łodzi. Jego przeciwnik zamachał w powietrzu nogami, po czym utkwił szyją i twarzą między kołami pokładowego dźwigu.*

Głównym atutem tej gry nie jest fabuła, która choć niezła, swą siłę zawdzięcza głównie pierwowzorowi literackiemu. Tym, co ją wyróżnia spośród wszystkich tytułów dostępnych na rynku, jest przede wszystkim niesamowite natężenie akcji i widowiskowość. Jak już wspominaliśmy na początku, w pewnych momentach przygodom Bourne'a bliżej do interaktywnego filmu, niż do gry. Objawia się to wieloma Quick Time Events, czyli przerywnikami filmowymi, w których będziemy musieli w odpowiednim momencie nacisnąć któryś z przycisków, by naszemu bohaterowi powiodła się jakaś szczególnie karkołomna akcja. Całość przedstawiona jest z punktu widzenia osoby trzeciej.

Jednakże tym, co naprawdę pozwala nam wczuć się w "broń" za gruba kasę, jest bardzo efektowna, wręcz filmowa walka. Ten efekt osiągnięto wprowadzając do gry współczynnik nazwany adrenaliną. Przybywa jej wraz z kolejnymi celnymi ciosami lub strzałami (choć akurat w tym wypadku dzieje się to niestety dużo wolniej). Kiedy uzbiera się jej już dostatecznie dużo, Bourne jest w stanie dokonywać naprawdę spektakularnych akcji. Po wciśnięciu odpowiedniego przycisku uruchamia się krótka animacja, pokazująca w lekko zwolnionym tempie jak pozbywamy się natrętnego przeciwnika. Ciosy te wyprowadzane są kontekstowo, w zależności od rodzaju wroga, jego uzbrojenia oraz otoczenia. Dzięki temu jest ich naprawdę wiele i rzadko się powtarzają, a widok przeciwnika rozbijanego o ścianę czy podtapianego w zlewie kuchennym daje naprawdę sporą frajdę. Jakby tego było mało, kiedy Jason jest naprawdę mocno naładowany adrenaliną, możemy w ten sposób pozbyć się więcej niż jednego przeciwnika naraz. Podobnie jak w poprzednim przypadku, uruchamia się wówczas krótka scenka, jednakże tym razem musimy w odpowiedniej kolejności wcisnąć wyświetlające się na dole ekranu przyciski. Jeżeli nam się to powiedzie, możemy się napawać widokiem naprawdę spektakularnego pokazu walki wręcz. Podobny trik został zastosowany również przy użyciu broni palnej.

Sama walka zrobiona jest nad wyraz prosto. Przyciski: górny i lewy odpowiadają za ciosy silne i szybkie, przycisk dolny pozwala wykonywać uniki i bloki, a po użyciu prawego uaktywniamy adrenalinę. Dodatkowo, jeżeli przytrzyma się dłużej któryś z ciosów, Bourne wyprowadza powolne, lecz niemożliwe do zablokowania kopnięcie. Całość oczywiście łączy się w rozmaite kombosy, dzięki którym eliminujemy wrogów. Taki sposób walki na pewno przywoła wyraz zniesmaczenia na twarzach hardcorowych miłośników bijatyk, jednakże w grze akcji w zupełności wystarcza. Poza tym należy pamiętać, że większość ciosów i tak służy tylko naładowaniu paska adrenaliny.

Niestety, dużo gorzej wygląda sprawa ze strzelaniem. Co prawda mamy tu wszystkie elementy, które stają się w konsolowych shooterach już powoli standardem, czyli przyklejanie się do przeszkód i limit noszonej przy sobie broni, jednakże samo strzelanie wypada już nie najlepiej. Winę za to ponosi głównie kiepski system autocelowania, przez który czasem naprawdę ciężko jest trafić we wroga, nie mówiąc już o upragnionym "headshocie". Do tego podczas strzelania pasek adrenaliny podnosi się bardzo powoli, więc rzadko można jej użyć. Prowadzi to do zachowań wręcz absurdalnych, kiedy specjalnie dąży się do walki wręcz, by uzupełnić adrenalinę i dzięki niej zabić bezproblemowo (i spektakularnie zarazem) kilku następnych wrogów.

Innym zastosowaniem adrenaliny jest instynkt Bourne'a. Dzięki niemu możemy bez problemu dostrzegać ważne elementy otoczenia, takie jak beczki, które eksplodują po trafieniu, broń czy wrogów. Teoretycznie pozwala nam on również na łatwiejsze celowanie do wrogów, w praktyce jednak jest to mało użyteczne i rzadko kiedy z tego się korzysta.

Jednak tym, co sprawia w grze największą frajdę, są pojedynki z bossami. Co jakiś czas Jason napotyka zabójcę wyższej klasy, z którym przyjdzie stoczyć mu pojedynek, a zazwyczaj nawet kilka, gdyż skubańcy mają niemiły zwyczaj wymykać się przed zadaniem im ostatecznego ciosu. Są to głównie bijatyki, niekiedy poprzedzone krótką strzelaniną. To wyraźne nawiązanie do filmowej tradycji Bourne'a, gdzie najwięksi twardziele zawsze rozwiązują sprawy wręcz. Walki te różnią się od tych ze zwykłymi przeciwnikami głównie tym, że bossowie są znacznie twardsi i zwykle znają kilka niemiłych sztuczek.

Nie wystarczy już potraktować ich jednym ciosem specjalnym, by grzecznie poszli lulu – to są prawdziwi twardziele i do ich eliminacji potrzeba najczęściej kilku mocnych sekwencji ciosów. Problem pojawia się w momencie, kiedy nagle to my zaczynamy dostawać serię ciosów specjalnych. Bossowie także potrafią nieźle dać w kość. Szczęśliwie Bourna uczono też obrony. Kiedy trzeba zapobiec przerobieniu twarzy Jasona w surrealistyczną rzeźbę, wystarczy odpowiednio szybko wcisnąć przycisk, który wyświetla się u dołu ekranu, by nasz bohater wyprowadził kontrę i dzięki temu zapobiegł upokarzającemu sponiewieraniu po ziemi. Przede wszystkim jednak należą się brawa autorom za świetne przygotowanie lokacji, w których te walki się odbywają. Dzięki nim wyglądają one naprawdę spektakularnie, zwłaszcza gdy przeciwnicy dźgają się ołówkami, biją książkami czy rozwalają sobą meble.

Dziedzictwo Bourne'a - Masz wydatny podbródek. Śmiem twierdzić, że kiedyś była na nim zmarszczka. Została usunięta. Kość policzkowa, na górze - policzki też masz wydatne; najpewniej wpływ krwi słowiańskiej sprzed pokoleń. Więc na policzku też są mikroskopijne ślady blizny chirurgicznej. Będę strzelał - tu usunięto ci jakieś znamię, pieprzyk. Nos masz angielski. Dawniej musiał być większy niż teraz; został delikatnie wymodelowany. Twoje rysy zostały złagodzone, wszystkie ostrości rozmyte. Rozumiesz, o czym mówię?*

Od strony technicznej gra również prezentuje się świetnie. Całość zrobiona jest na silniku Unreal 3, co powoli staje się już normą. Bez zarzutu działa też PhysX, dzięki któremu wrogowie upadają naturalnie, otoczenie ulega zniszczeniu, a my mamy wrażenie, że działamy w środowisku rzeczywistym. Równie dobra jest muzyka, dzięki której można wczuć się w nieraz oszałamiające tempo akcji.

Niestety, mimo że Jason Bourne jest bronią idealną, nie można tego samego powiedzieć o grze. Autorzy nie uniknęli kilku potknięć. Poza wspomnianymi już problemami związanymi ze strzelaniem, największym grzechem twórców było wprowadzenie etapu z pościgiem samochodowym. Prawdę powiedziawszy woła on o pomstę do nieba. Zapewne w zamierzeniu miał być ciekawym przerywnikiem miedzy kolejnymi bijatykami i strzelaninami, jednakże wyszedł nudny i nieco irytujący. Samochód prowadzi się tak, jakby nic nie ważył, ma się wrażenie jakby ślizgał się w powietrzu, a do tego wszyscy paryscy kierowcy to ewidentnie samobójcy, którzy koniecznie chcą spowodować wypadek.

Ponadto gra jest tak naprawdę trochę za mało urozmaicona, szczególnie w swej środkowej części. Później twórcy jakby to dostrzegli i dodali więcej ciekawych i filmowych akcji. Poza tym całość jest bardzo liniowa i nie da się zboczyć z wyznaczonej trasy nawet o milimetr. Zostało to zapewne podyktowane chęcią jak największego zagęszczenia akcji, ale brak choćby iluzorycznego wyboru sprawia, że miejscami gra się dość monotonnie. Do tego zupełny brak gry wieloosobowej skraca stanowczo czas, który spędzimy przy tym tytule. Co prawda dodatki, które odblokowują się wraz z znajdowanymi paszportami, są dość ciekawe, ale nawet ich poszukiwanie nie wydłuża zbytnio czasu rozgrywki.

Mimo tych kilku niedociągnięć, gra stanowczo jest warta świeczki. Grając w nią, nie ma czasu na nudę, a interaktywne przerywniki sprawiają, że naprawdę mamy wrażenie jakbyśmy brali udział w filmie. Walka jest bardzo spektakularna i dynamiczna, a przeciwnicy zróżnicowani. Bardzo ciekawi są bossowie, z których każdy ma swój własny charakter oraz styl walki. Dzięki temu pojedynki z nimi naprawdę zapadają w pamięć. Za kontekstową walkę z wykorzystaniem otoczenia należą się twórcom duże brawa. Miejmy nadzieję, że wyciągną oni wnioski ze swoich błędów i następne "Bourny" będą już dużo lepiej dopracowane.

*Wszystkie cytaty pochodzą z Tożsamość Bourna Robert Ludlum w przekładzie Zdzisława Nowickiego

Robert Ludlum's The Bourne Conspiracy X360

  • Niezwykle widowiskowa walka
  • tempo akcji
  • ciekawi bossowie
  • Problemy z autocelowaniem
  • scena pościgu
  • w środku trochę zbyt monotonna
8.0
najnowsze

Chwała Wodzowi! - recenzja Beholder 2

W Beholder 2 przenosimy się do totalitarnego państwa i zaczynamy karierę w Ministerstwie na samym dole urzędniczej drabiny - dokąd zajdziemy?