Call of the Elder Gods – Bogowie wzywają, ponownie

Mateusz Mucharzewski
2026/05/27 09:00
0
0

Skoro jedna z najlepszych przygodówek ostatnich lat doczekała się kontynuacji, może jednak jest jakaś nadzieja dla tego gatunku.

Call of the Elder Gods – Bogowie wzywają, ponownie

Walking simulatory i przygodówki – trudno znaleźć inne gatunki, które mają obecnie równie duży problem, aby zgromadzić wokół siebie sensowną widownię. Ktoś jednak wziął jedno i drugie, połączył i… o dziwo odniosło to na tyle duży sukces, że zdecydowano się na kolejną tego typu grę. Mowa oczywiście o wydanym w 2020 roku Call of the Sea, które skorzystało na tym, że byliśmy pozamykani w domach ze względu na pandemię i znacznie chętniej sięgaliśmy po gry wideo. Warunki są nie do odtworzenia, a więc deweloper decydując się na kontynuację musiał mocno zaryzykować. Warto było?

Call of the Sea było bardzo ładną grą, która swoją urodę zawdzięczała nie tylko subtelnej oprawie wizualnej, ale też tropikalnej wyspie, która robiła za miejsce akcji. Całość oplotły macki tajemniczych stworzeń, które stały bardzo blisko Cthulhu. Atmosfera, łącząca sielankę z mrocznymi siłami, zapewniła grze duży sukces. Na wysokim poziomie stała też historia o kobiecie poszukującej śladów swojego męża, który wyruszył na tropikalną wyspę w poszukiwaniu lekarstwa mającego ją uratować. Ten kontekst fabularny warto przypomnieć, bo nawet na samym początku Call of the Elder Gods gra pyta nas, czy pamiętamy co się wydarzyło w pierwszej części. Recenzowałem ją, ale to było ponad 5 lat temu, a więc zaznaczyłem opcję przeczącą. O dziwo jednak gra jakby to zignorowała i nie uraczyła mnie krótkim przypomnieniem poprzedniej opowieści.

Kto teraz odkryje pradawnych bogów?

Troszkę tego nie rozumiem, bo mimo że nowa historia rozgrywa się kilkanaście lat później, powiązania fabularne są dosyć istotne. Sama główna bohaterka pierwszej gry pełni tutaj rolę narratorki, nadając opowieści nowy, bardzo ciekawy wymiar. Główną rolę przejmuje młoda studentka, którą nawiedzają dziwne wizje mistycznego świata. Tym kto może jej pomóc jest mąż głównej bohaterki Call of the Sea. Na nim z kolei ciąży wspomnienie żony i nieudanej wyprawy. Połączenia fabularne są wyraźne, a więc nie rozumiem, dlaczego twórcy mocniej nie pomagają graczom, którzy nie znają Call of the Sea. Nawet ja potrzebowałem nieco czasu, aby przypomnieć sobie o co tam w ogóle chodziło.

Zostawmy na bok poprzednią grę. W nowej historia jest zupełnie inna – znacznie bardziej rozbudowana, z dwoma grywalnymi postaciami, tajemniczym kultem, pradawną cywilizacją i spiskami. Zmieniają się też lokacje – zamiast jednej wyspy odwiedzimy wielką posiadłość profesora, mroźny Szpicbergen czy pustynną Australię. Pojawią się też dialogi i znacznie większa liczba zwrotów akcji. Call of the Sea było grą o tajemnicy, którą samodzielnie odkrywaliśmy. Call of the Elder Gods to z kolei opowieść w stylu Indiana Jones, gdzie na szali znajdują się losy świata. Ma to swój urok i dynamikę, chociaż też nie mogę napisać, że czułem się czymś rzucony na kolana. W zasadzie jedyne co mnie mocno uderzyło to rysowane slajdy występujące w miejsce scenek przerywnikowych. Nie jest tak, że prezentowały się wyjątkowo dobrze. Wręcz przeciwnie, sprawiały wrażenie namalowanych niezwykle amatorsko, jakby przez ucznia, a nie artystę.

W kwestii mechaniki nie zaszły istotne zmiany w porównaniu do poprzedniej gry. Twórcy nadal łączą walking simulator z przygodówką, chociaż tego drugiego jest jednak wyraźnie więcej. Na pewno na plus należy uznać tempo prowadzenia rozgrywki. Twórcy sprawnie łączą liniowe sekcje, w których więcej obserwujemy narracji i otoczenia, z zagadkami – zarówno tymi bardziej rozbudowanymi w większych lokacjach, jak i mniejszymi. Na pewno pozytywnie wpływa to na dynamikę gry i powoduje, że niewiele jest miejsc, w których możemy się zaciąć.

GramTV przedstawia:

Są jednak miejsca, gdzie można się solidnie zatrzymać. Gra ma kilka większych lokacji, w których na naszej drodze staną bardziej rozbudowane zagadki logiczne. Jedna przykładowo mocno przypomina grę The Case of Golden Idol, gdzie ze strzępków informacji musimy wywnioskować kto jest kim i jaką pełni funkcję. Przyznam, że nawet mimo bardzo rozbudowanego notatnika, który w Call of the Elder Gods pełni kluczową rolę, rozwikłanie jej było wyjątkowo trudne. Fani dawnych przygodówek powinni być jednak zachwyceni, zwłaszcza że na rynku nie ma wielu innych tego typu gier.

Przez większość gry można przejść w miarę płynnie, ale tych dosłownie kilka miejsc potrafi napsuć nieco krwi. Osobiście nie uważam tego za atut, ale rozumiem też, że miłośnicy przygodówek mogą spojrzeć na to inaczej, a to jednak do nich skierowana jest ta gra. Call of the Elder Gods to jednak nie jest pozycja dla miłośników narracji, którzy nie lubią jakichkolwiek przeszkód. Na szczęście w grze znajduje się całkiem rozbudowany system podpowiedzi, który w kilku krokach pozwala poradzić sobie z problemem. Każda z zagadek ma kilka plansz wyjaśniających jej działanie – od ogólnego opisu do niekiedy wręcz gotowego rozwiązania. Do tego bez żadnego systemu, który to limituje. Kto chce sobie pomóc, ma do tego pełen dostęp. Gra nie jest jednak samograjem, bo w kilku miejscach, z jakichś powodów, nie możemy otrzymać gotowego rozwiązania.

Jeśli więc miałbym się czegoś czepiać, na siłę zwróciłbym uwagę na niemal brak zagadek związanych z przedmiotami. Większość z nich wymaga od nas przeskanowania otoczenia, przeczytania notatek i rozrysowania w notatniku kluczowych informacji, a później obsługę jakiegoś urządzenia. Raz jest to maszyna dawnej cywilizacji, innym razem Enigma. W końcu gra rozgrywa się w czasach krótko po drugiej wojnie światowej. Nie jest to wielki zarzut, ale na pewno można byłoby wprowadzić nieco więcej różnorodności. Z drugiej strony zupełnie inne podejście do historii i wiele lokacji sprawiają, że Call of the Elder Gods nie jest tak jednowymiarowe jak Call of the Sea.

Czy Call of the Elder Gods to coś więcej niż dobra przygodówka?

Czy jest jednak na tyle lepszą grą, abyśmy, tak jak w 2020 roku, zauroczyli się tym pomysłem? Myślę, że mamy jednak zupełnie inne czasy, z innymi oczekiwaniami i priorytetami. Dzisiaj takie gry jak Call of the Elder Gods nie mają szans na większą karierę. Pozostaną tylko wspaniałą atrakcją dla wąskiej grupy miłośników przygodówek, którzy tęsknią za czasami, w których gry oparte na łamigłówkach i ciekawej historii były w mainstreamie. Dla nich recenzowana produkcja to pozycja obowiązkowa.

Czy Call of the Elder Gods to coś więcej niż dobra przygodówka?, Call of the Elder Gods – Bogowie wzywają, ponownie

A co z pozostałymi? Polecam sięgnąć po Call of the Sea, a jeśli po tym będziecie chcieli więcej tego samego, Call of the Elder Gods na pewno nie zawiedzie Waszych oczekiwań – nawet jeśli, mimo wielu pozytywnych zmian i większej skali, nie jest to dużo lepsza gra.

7,3
Większy rozmach sprawia, że Call of the Elder Gods to warta grzechu produkcja dla fanów przygodówek. Niestety tylko dla nich.
gram poleca
Plusy
  • Nadal bardzo ładna oprawa wizualna
  • Przez większość czasu dobra dynamika rozgrywki
  • Bardzo ciekawe dekodowanie Enigmy
  • Duża różnorodność lokacji
  • System podpowiedzi potrafi uratować przed utknięciem
Minusy
  • Bardzo brzydkie rysowane przerywniki
  • Kilka zagadek odstaje nadmiernym poziomem trudności
  • Znikome przypomnienie historii pierwszej gry
Komentarze
0



Nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Napisz komentarz jako pierwszy!