Inne

Wywiad z Joanną Jabłczyńską

Myszasty, 28 stycznia 2008 17:18 42

Myszasty: Nie jest to Twoje pierwsze doświadczenie przy dubbingowaniu gier...

Myszasty: Nie jest to Twoje pierwsze doświadczenie przy dubbingowaniu gier...

Joanna Jabłczyńska: Tak. Chociaż pierwszych tego typu doświadczeń dokładnie nie pamiętam, ale ostatnio dubbingowałam pewną grę dla dzieci, no i Neverwinter „dwójkę”. To jest już gra, którą na pewno kojarzy więcej osób.

M: Jeśli jesteśmy już przy Neverwinter, to muszę Ci powiedzieć, że patrząc choćby na komentarze w internecie, trzeba przyznać, że Twoja praca została bardzo dobrze odebrana. Co więcej, sytuacja powtórzyła się choćby na naszym portalu, gdy pojawiła się informacja o Twojej pracy przy Legend. Powróciły wszystkie te pozytywne komentarze dotyczące roli Neeshki, niektórzy twierdzili nawet, że wypadłaś najlepiej ze wszystkich osób biorących udział w dubbingu.

JJ – No to bardzo mi miło. Powiem szczerze, że niestety nie dotarłam do tych dyskusji, więc tym bardziej jest mi miło, że mogę się teraz o tym dowiedzieć. Cieszę się przede wszystkim, że ktoś docenił pracę aktora dubbingowego. Najczęściej jest tak, że jeśli ktoś gra całym sobą, swoją twarzą, na przykład w popularnym serialu, to wszyscy go kojarzą. Natomiast wielu aktorów dubbingowych, którzy dubbingują czy to filmy animowane, czy to gry, jest niedocenianych – rola, jaką oni kreują, jest mniej zauważana. Cieszy mnie, że ktoś zaczął na to zwracać uwagę. Miłe jest również to, że właśnie moja rola spotkała się z tak przychylnymi komentarzami.

M – Dubbingowałaś także filmy, prawda? Dlatego chciałbym zapytać, jaka jest podstawowa różnica między podkładaniem głosu w filmie i grze? Jak wiadomo, w filmie mamy do czynienia z ciągłością fabuły, istnieje możliwość bezpośredniego odniesienia się do tego, co widać na ekranie. W grach jest to raczej niemożliwe. Czy nie stanowi to dodatkowej trudności?

JJ : Są tutaj dwa podstawowe aspekty. Z jednej strony, jeśli chodzi o gry, jest to ciekawszy dubbing, ponieważ więcej można samemu stworzyć. W dubbingu filmowym człowiek jest zamknięty w ramach czasowych, w jakich postać wypowiedziała daną kwestię, jest zamknięty w tak zwanych „kłapach” i musi się do nich dopasować. W grach jeszcze ani razu nie miałam okazji widzieć postaci, co najwyżej na zdjęciach – nie podkłada się głosu bezpośrednio pod rozgrywkę. Można w zamian dać więcej od siebie, gdyż aktor nie jest ograniczony tymi sztywnymi ramami. Ale z drugiej strony jest to dużo trudniejsze właśnie z tego samego powodu. Nie widzi się tej postaci, tworzy się coś swojego, ale nie ma pewności, że to dobrze wyjdzie.

I to jest właśnie ta podstawowa różnica – nie widzi się zachowania odgrywanej postaci. Poza tym jest podobnie: tak samo siedzi się w studio, tak samo ma się słuchawki na uszach i tak samo słyszy się oryginał. Myślę, że najtrudniej byłoby chyba nagrywać coś takiego od początku, właśnie bez oryginału. Czyli – gdyby ktoś stworzył polską grę i byłabym pierwszą osobą, która dubbinguje jakąś postać. To byłoby na pewno dużo, dużo trudniejsze i zajęłoby o wiele więcej czasu. A gdy słyszę już oryginał, to mniej więcej wiem, jaka powinna być intonacja i o co chodzi w danym zdaniu.

M: Czyli, jak rozumiem, dubbing gry jest robiony w oparciu o wersję poprzednią, oryginalną?

JJ: Tak jest. Chociaż czasem jest to na przykład wersja japońska – z takim też się spotkałam przypadkiem – i wtedy nie jest ona zbyt pomocna, bo i tak nie wiem, o co im chodziło. (śmiech) Jeśli jednak oryginał jest po angielsku, to wtedy go zrozumiem, wiem o co chodzi, jak powinno być to zagrane, o co mogło chodzić w dialogu.

M: Mówiłaś o tym, że w przypadku dubbingowania postaci z gry możesz sobie pozwolić na pewną interpretację i swobodę. Ale czy przed przystąpieniem do czegoś takiego masz okazję poznać jakoś tę postać, jej charakterystykę, historię w jakiś głębszy sposób? Czy jest to po prostu od samego początku rzucenie się na głęboką wodę?

JJ: To różnie bywa. Generalnie do tej pory, jeśli chodzi o moje doświadczenia z grami... Może inaczej. Z zasady wygląda to tak, że idąc do studia dubbingowego, bardzo często nie wie się nawet, pod kogo będzie się podkładać głos. Wchodzi się do studia, jest jakaś postać, reżyser w skrócie mówi mi, o co chodzi. Ale nie zawsze. Jeżeli uważa, że postać nie jest skomplikowana, to musi wystarczyć krótkie wprowadzenie i od razu skacze się na głęboką wodę. Natomiast w tym przypadku, w przypadku Luny, miałam to przedstawione naprawdę wyśmienicie. Miałam zdjęcia, miałam wcześniej dialogi, dziś jestem nawet odpowiednio ucharakteryzowana, więc wiem, jak ona ma wyglądać – w tym przypadku jestem przygotowana w stu procentach. I powiem, że chyba nigdy nie byłam tak przygotowana do roli dubbingowej. Jestem naprawdę pod wrażeniem...

M: Uprzedziłaś właśnie moje kolejne pytanie, które miało dotyczyć tego, czy ta cała sytuacja – charakteryzacja, sesja zdjęciowa, czy Ci to w jakiś sposób pomogło? A w zasadzie może pomóc. Sesja nagraniowa ma być jutro...

JJ: Bardzo mi pomogło! Ja osobiście niezbyt dobrze orientuję się w takich klimatach, jak elfy, skrzaty, smoki i tym podobne. Bardzo wiele się właśnie tutaj dowiedziałam, a kiedy się człowiek przebierze za taką postać, na pewno jest łatwiej. I jest to super doświadczenie, nigdy nie miałam takiej charakteryzacji. Myślę, że trudno byłoby znaleźć gdzieś indziej taką rolę czy okoliczność, żeby mnie właśnie tak przebrali.

To wszystko naprawdę jest super i bardzo mi się podoba. Najbardziej jestem chyba pod wrażeniem tych uszu, których trochę boję się dotknąć, żeby nie odpadły, ale naprawdę są niesamowite. I to też jest ciekawe i nowe doświadczenie, które jest mi dane dzięki tej roli. Myślę, że niewiele osób miało i ma okazję poczuć się choć przez chwilę jak prawdziwy elf. (śmiech) Sama rola jest bardzo ciekawa i znacznie odbiega od niektórych wcześniejszych moich doświadczeń. Zdarzało się bowiem, że cała praca przy dubbingu polegała po prostu na wyraźnym czytaniu komend: „Naciśnij czerwony przycisk, a wyskoczy takie okienko. Naciśnij zielony przycisk, a wyskoczy takie okienko. Idź dalej. Idź naprzód. Idź w prawo. Idź w lewo.” I tak przez cały czas.

Ja generalnie dubbing bardzo lubię, lecz czasem jest to tak monotonne, że człowiek modli się wręcz: „Boże, żeby się wreszcie skończyło o tych przyciskach...”. (śmiech) Tutaj jest zupełnie inaczej, to dużo bardziej przypomina film, nie chodzi tylko o wyraźne, ale „płaskie” czytanie, tak żeby gracz zrozumiał – tu jest dużo więcej gry aktorskiej. Poza tym dialogi są naprawdę ciekawe i dowcipne, i z tego, co widziałam – podobnie, jak na przykład w Shreku – przystosowane do polskich realiów. Odzywki zabawne w niemieckim czy angielskim nie zawsze są zrozumiałe dla Polaków i tutaj zwrócono na to uwagę.

M: Teraz kolej na pytanie, które po prostu musi paść – czy sama grywasz w jakiekolwiek gry?

JJ: Powiem szczerze, że kobiety chyba mniej grają w gry. Oczywiście nie chcę tu nikogo dyskryminować, bo pewnie są ogromne fanki i znawczynie gier komputerowych. Ja podwyższam nieco tę średnią kobiet grających w gry komputerowe, ale są to najczęściej takie „kobiece” gry. Simsy, SimCity, raczej w tym kierunku. Chociaż sama mam wielu przyjaciół, z których część gra dość namiętnie, więc w temacie trochę się orientuję. Znam Diablo i inne podobne gry, takie bardziej „męskie”, ale to już głównie z obserwacji. Czasem próbuję troszkę podegrać w jakiegoś na przykład Tomb Raidera, ale to zazwyczaj jedynie przy okazji. Najczęściej też, niestety, nie mam na to czasu. Ale myślę, że w tę grę, ponieważ tyle się wokół niej dzieje, będę chciała zagrać. Tym bardziej, że gdy dubbinguje się grę, nie widzi się tej drugiej osoby, z którą prowadzi się dialog, nie ma się często z nią żadnego kontaktu. Warto więc byłoby zagrać, żeby chociażby zobaczyć, jak wyszły te wszystkie dialogi z drugą osobą. Z tego właśnie powodu będę się starała przejść całą tę grę, żeby posłuchać efektu końcowego. Co prawda na grach tego typu zbyt dobrze się nie znam, ale myślę, że nie jest to na tyle trudne, żebym nie mogła przez nią przejść do końca. (śmiech)

M: Dziękuję za wywiad i życzę powodzenia. JJ: Ja również dziękuję za miłą rozmowę.

najnowsze

Chwała Wodzowi! - recenzja Beholder 2

W Beholder 2 przenosimy się do totalitarnego państwa i zaczynamy karierę w Ministerstwie na samym dole urzędniczej drabiny - dokąd zajdziemy?