Alone in the Dark: Near Death Investigation - zapowiedź

Mastermind
2007/07/20 16:36
2
0

Tajemnica Central Parku

Grafika w grze ma być ostra jak brzytwa

Tajemnica Central Parku

Tajemnica Central Parku, Alone in the Dark: Near Death Investigation - zapowiedź

Już chyba tylko najstarsi górale pamiętają czasy świetności serii Alone in the Dark. Ostatnia część, niesławne Alone in the Dark: Koszmar Powraca, nawiązywała do wielkich przodków wyłącznie tytułem i postacią głównego bohatera. O filmie Wyspa Cienia, autorstwa Uwe „Schrzanię Każdą Grę” Bolla, nie ma co wspominać, chyba tylko w kontekście faktu, że jegomość ów (Uwe) przygotowuje drugą część swego porażającego dzieła. Uffffff... Z tym większym niepokojem, ale może i zainteresowaniem warto śledzić prace nad piątą już odsłoną cyklu. Wedle marketingowego hurraoptymizmu, ma to być jeden z najbardziej przerażających survival-horrów w historii komputerowej rozgrywki. Gra, powstająca dla Atari w Eden Studios prowadzonym twardą ręką Davida Nadala (producent i dyrektor, na którego słowa będziemy się w niniejszej zapowiedzi powoływać), ma zjadać na śniadanie serię Resident Evil i zakąszać Silent Hillem. Ile w tych szumnych zapowiedziach prawdy, przekonamy się, jak to zresztą zawsze bywa, po premierze. Już teraz, warto natomiast poznać kilka pikantnych szczegółów.

Alone in the Dark: Near Death Investigation na wzór części czwartej, zostanie osadzone w czasach współczesnych i ponownie da nam pokierować losami Edwarda Carnby’ego. Historia opowiadać będzie o paranormalnych wydarzeniach, które mają miejsce w nowojorskim Central Parku. Detektyw-parapsycholog wpadnie na trop przerażającej zagadki i postanowi zbadać, co takiego dzieje się z umarłymi po ich śmierci. Autorzy zapragnęli zgrabnie wybrnąć z paradoksu, którym jest wiek głównego bohatera. Jak bowiem pamiętamy, pierwsze gry z cyklu osadzone były w latach 20. ubiegłego stulecia. Jak łatwo wyliczyć, Edwardowi przybyło od tamtych czasów ponad 80 wiosen. Pojawia się zatem pytanie – dlaczego nadal wygląda jak brat Maxa Payne’a, czyli oględnie mówiąc, facet po przejściach, ale jednak w sile wieku.

I właśnie odpowiedź na to pytanie ma zostać inteligentnie wpleciona w fabułę. Jak? Tego autorzy nie precyzują, ale zapewniają, że będziemy mieć do czynienia z tajemnicą przez duże „T”. Lokacje dostępne w grze nie będą sprowadzać się jednak tylko do najsłynniejszego amerykańskiego parku. Zwiedzimy również pobliskie zoo, teatry, restauracje, podziemia, tunele, plątaniny korytarzy i miejscówki stanowiące prawdziwie kulturowy tygiel. Sam Central Park, to ogromna, otwarta przestrzeń, która, zdaniem autorów, ma kontrastować z ciasnymi, klaustrofobicznymi budynkami i wąskimi korytarzami, na których większość horrorów opiera swojej atuty. Zresztą tych ostatnich w Alone in the Dark: Near Death Investigation również nie zabraknie. Cały gameplay nie będzie jednak sprowadzał się wyłącznie do eksploracji, przy której rzecz jasna poczujemy dreszczyk emocji. Sporo czasu poświęcimy także rozwiązywaniu zagadek, działaniom w ukryciu, jeździe pojazdami, a nawet walce wręcz z napotkanymi przeciwnikami. Coming up next

Ponieważ gra ma być bardzo interaktywna i Edward będzie mógł wykonać mnóstwo czynności przy użyciu rąk, potrzebny był odpowiedni system fizyki. Za tą odpowiada, sprawdzony w wielu grach, Havok 3.0, poddany stosownym modyfikacjom. Dzięki temu można, np. tłuc przedmioty i składać je ponownie z wielu kawałków, powodować małe eksplozje i masowe destrukcje. Te ostatnie znakomicie obrazuje opublikowany niedawno filmik z gry. Widać w nim, jak Carnby wspina się po gzymsach wysokiej budowli. W dole czeka na niego płonąca ulica i wraki samochodów, które raz po raz, wyrzucane wybuchami, szybują w powietrzu. Stosowne porcje kodu otrzymało zachowanie lin, kabli elektrycznych, a także ubrań, za które chwytać można przeciwników. W omawianym filmiku można zobaczyć, np. jak bohater gustownie huśta się na linach, by wspinać się wciąż wyżej i wyżej, wśród spadających gzymsów i cegieł. Najważniejszym jednak atutem, dynamizującym rozgrywkę, będzie coś, co autorzy lansują jako przeniesienie filmowych środków znanych z seriali (Zagubieni, 24 godziny) na komputerowy grunt.

Otóż, cała gra zostanie podzielona na sekwencje, na które trzeba będzie poświęcić od trzydziestu do czterdziestu minut. Faktycznie, już tu nasuwają się serialowe podobieństwa, bo właśnie tyle trwa przeciętnie jeden epizod. W czasie takich segmentów Edward będzie rozwiązywał jedną z zagadek składających się na ogólną całość. W trakcie pojawią się charakterystyczne dla seriali elementy zaskoczenia i zwroty akcji, po to by zakończyć każdy z epizodów efektownym „cliff-hangerem” i słynnym „coming up next”. W kolejnym, krótka filmowa sekwencja przypomni wydarzenia z poprzedniego, a potem udzieli nam odpowiedzi na pytanie, co stało się dalej. Trzeba przyznać, że pomysł jest bardzo zacny i faktycznie może się sprawdzić. Będzie to tym samym ukłon w stronę mniej hardcore’owych graczy, którzy na granie nie mogą poświęcić zbyt wiele czasu. Wedle zapowiedzi Davida Nadala, każdy epizod zostanie tak mocno naszpikowany atrakcjami, że nikt nie powinien się nudzić.

Oprócz wymienionych elementów, autorzy zaimplementują też do Alone in the Dark: Near Death Investigation szereg elementów zręcznościowych i minigier. Jedną z nich jest tzw. włam do samochodu (hot-wiring a car). W którymś momencie Carnby będzie musiał uruchomić auto, nie mając do niego kluczyków. Jeśli uda nam się mu w tym pomóc, odjedziemy na czterech kółkach, ale w przeciwnym razie przeciwnicy zostaną zaalarmowani. Nie zabraknie również sekwencji, w których trzeba będzie użyć odpowiednich kombinacji klawiszy, po to, aby uchronić się przed jakimś zagrożeniem. Z użyciem pięści oraz broni (jakich? To nadal tajemnica) rozstrzygane będą również pojedynki ze „złolami” wszelkiej maści. To wszystko zbliży Alone in the Dark do tytułów w stylu Fahrenheita, co powinno wyjść grze na dobre.

New York, New York

Teraz warto poświecić kilka słów technikaliom, bo też i od nich zależy, jaki produkt końcowy otrzymamy. O Havoku była już mowa, ale nie tylko z niego korzystają programiści. Gra powstaje na trzeciej wersji silnika Twilight, napędzającego Test Drive Unlimited, który jak pamiętamy wygenerował całkiem realistyczne Hawaje. Czy sprawdzi się również w przypadku Nowego Jorku? Sądząc po screenach i filmach – tak. Jeden z jego elementów pozwala renderować środowisko, używając w tym celu zdjęć, danych satelitarnych i cyfrowych modeli po to, by nadać całości jeszcze bardziej realistyczny wygląd. Dla porównania można dodać, że w przypadku TDU precyzja, z jaką można było odwzorować w grze, np. prawdziwe położenie dróg, wynosiła 10 metrów. Tym razem wartość tę zmniejszono do 50 cm! A przyznacie, że liczba ta robi wrażenie...

Ponieważ Alone in the Dark: Near Death Investigation będzie operował głównie na cieniach, półcieniach i efektownej grze świateł, w silniku TDU konieczne było jeszcze kilka innowacji. Zaimplementowano mianowicie dynamiczne oświetlenie, liczone w czasie rzeczywistym, wolumeryczną mgłę oraz specjalną mapę poziomów, która pozwala naturalnie przedstawiać wszystkie obiekty w mroku. Niesamowicie ważne ma być również wykorzystanie ognia w zabawie. Na drodze do nadania mu jak największej naturalności, programistom udało się sprawić, by – niczym w rzeczywistości – stopniowo przemieszczał się po łatwopalnych materiałach. Sceny pożarów mają być w grze niezwykle efektowne. Wyobraźcie sobie te płomienie, które najpierw błyskawicznie zmiatają tkaniny, a potem stopniowo wspinają się po ścianach w stronę stropów. Miodzio!

GramTV przedstawia:

Nie mniej ważna jest również muzyka, która w horrorach współtworzy przecież klimat. Również w tym względzie ekipa Eden Studios postanowiła zrobić coś nowego. Stworzono mianowicie interaktywną bazę loopów i instrumentów (skrzypce, bass, trąbki), którą powiązano z pewnymi wydarzeniami w grze (np. ruchem kamery, działaniem wykonywanym przez gracza, wejściem w pewną strefę itp.). Ideą było osiągnięcie takiego efektu, który sprawia, że rytm muzyki podąża za działaniami gracza. Co ciekawe, oznacza to również, że muzyka „zachowa się odpowiednio”, gdy gracz zechce niespodziewanie wrócić w odwiedzone miejsca. I nie oznacza to z kolei, że zacznie grać w ten sam sposób!

Przejażdżka roller-coasterem

Edward C. okaże się również niezłym kierowcą. W tym zakresie ekipa chciała nie tylko wykorzystać doświadczenia z TDU, ale nieco je zmodyfikować. Zatem zamiast dopracowanej i szczegółowej symulacji otrzymamy raczej pościgi w stylu filmowym – z mnóstwem zderzeń, tłukącymi się szybami, odpadającymi elementami aut i z poślizgami na granicy realizmu. Choć skorzystać będzie można ze wszystkich dostępnych w grze aut (o ile oczywiście uda się je uruchomić), autorzy nie ujawniają jeszcze, jakie wozy zobaczymy. Zresztą podkreślają, że choć model jazdy zostanie znakomicie dopracowany, to ten element nie będzie wcale najważniejszy.

O wiele większy nacisk zamierzają położyć na fabułę, za którą odpowiada Lorenzo Carcaterra (autor m.in. Uśpionych oraz Gangstera, producent i scenarzysta serialu Prawo i porządek). Nazwisko Carcaterra jest w tym miejscu przywoływane nie bez powodu. To autor bestsellerowych powieści z blisko 20-letnim stażem, który wychował się i mieszka właśnie w Nowym Jorku. Trudno zatem o kogoś lepiej zorientowanego w klimatach Wielkiego Jabłka. Na potrzeby gry Carcaterra stworzył ponoć – jak brzmią zapowiedzi, „niezrównaną historię, która przykuwa uwagę od pierwszej do ostatniej minuty, sprawiając, że gracze nigdy jej nie zapomną”. Z oczywistych względów jej szczegóły nie zostały ujawnione, ale jak zapewnia sam autor, wymyślanie apokaliptycznej wizji Nowego Jorku przyniosło mu sporo satysfakcji. Na potrzeby pomysłu, który ulęgał mu się w głowie, powołał ponoć postaci z krwi i kości, niektóre złe, niektóre dobre, które z ochotą zmierzą się z siłami, o jakich im się nawet nie śniło. Autor nieskromnie podkreśla, że całość będzie jawić się graczom niczym przejażdżka roller-coasterem.

Poczekamy, zobaczymy – jak mawiał ślimak na środku autostrady. Czego by jednak o piątej odsłonie Alone in the Dark nie mówić, to zapowiada się dość atrakcyjnie. Z drugiej jednak strony dla wielu graczy seria jest już legendą, a wiadomo, że z odświeżaniem takich legend bywa różnie. Jedno jest raczej pewne. Po tym, co widać w zapowiedziach i na screenach, gra nie może być gorsza niż Alone in the Dark: Koszmar Powraca. Bo gdyby była, to przecież prawdziwy koszmar...

Komentarze
2
Usunięty
Usunięty
28/05/2008 19:21

na pewno zagram lubię się bać i kocham strzelać!NIE ważne czy do zombi czy jak to bywa na wojnie do gostka z drugiej strony barykady-grunt to akcja i pełny magazynek.w alone ostatnio grałem na plejaka na pewno zagram z ciekawości

Usunięty
Usunięty
06/08/2007 19:08

Wiadomo ile będzie postaci grywalnych? Tylko Carnby, czy jak w czwórce Aline? Bez kobiety, choćby w postaci niegrywalej będzie jakoś nudno xC