Mieliśmy kilka kultowych Wormsów 2D, później robaki wpełzły do świata 3D, by następnie wrócić nieco z podkulonym ogonem do klasycznej perspektywy. Teraz przyszła pora na rozgrywkę taktyczną i… to się może udać!
Podczas tegorocznego Gamescomu miałem okazję zagrać kilka potyczek w Worms Galactic Tactics i ku mojemu zaskoczeniu taki rodzaj rozgrywki pasował mi do robali idealnie. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że główny trzon rozgrywki prawie w ogóle się nie zmienił poza perspektywą i towarzyszącymi grze elementami gatunku rouglite. Zacznijmy jednak od początku.
Worms Galactic Tactics
Taktyczne Wormsy to świetny pomysł
Powiedzmy, że Worms Galactic Tactics ma jakiś zarys fabuły. Rozgrywka rozpoczyna się podczas Galaktycznej Rękawicy. Turniej został zorganizowany przez Imperatora Flugga, a rozgrywka polega na tym, aby przebrnąć przez te zawody prowadząc swój trzyosobowy oddział robaczków (który można spersonalizować wizualnie wieloma zabawnymi elementami). Jak przystało na Wormsy, te dysponują śmiercionośną bronią w ogromnej ilości, począwszy od klasycznej bazooki, granatów, rozpadających się bananów, aż po kultowe wybuchające owce, święty granat oraz palec śmierci. Jeżeli chodzi o arsenał to z pewnością poczujecie się jak w domu.
Worms Galactic Tactics
Elementy rouglike objawiają się tym, że po każdej rundzie decydujemy czy wskrzesić lub uleczyć jakiegoś robaczego żołnierza, czy może jednak usprawnić jakąś broń lub kupić nową. Na wszystko to potrzebna jest kasa, którą zdobywa się za zwycięstwa lub z otwierania skrzynek rozstawionych na mapie. Dzięki temu gra zyskała więcej taktycznej głębi, a każda kolejna potyczka przynosiła nieco inny scenariusz do którego musiałem się zaadaptować. Sama batalia Wormsów przebiegała w dość klasyczny dla serii sposób z kilkoma małymi zmianami. Standardowo dla serii co kilka rund poziom wody na mapie podnosi się o jeden stopień (mapy składają się z sześcianów podobnie jak w Minecrafcie). Na terenie walk rozstawione są apteczki, skrzynki z bronią i pieniędzmi, osłony, które absorbują bardzo wiele obrażeń, a także konstrukcje, które można wykorzystać do porażenia rywala prądem. Wormsy mając odpowiednie narzędzie mogą nawet przyciągać niektóre obiekty do siebie, zyskując w tym samym sporą przewagę w niektórych sytuacjach.
Worms Galactic Tactics
Każdy robal w trakcie swojej tury ma jakiś konkretny zakres ruchu oraz jedną lub dwie szanse na atak w zależności od broni trzymanej „w kieszeni”. Generalnie rozgrywka opiera się na bardzo klasycznych zasadach gier taktycznych. Atak z dołu zada mniejsze obrażenia, z kolei strzał z wysokości może pozbawić wrogiego robala znacznie więcej punktów życia (w tym miejscu doceniam poczucie humoru twórców, którzy od razu załapali przytoczoną scenę z Anakinem Skywalkerem i Obi-Wanem Kenobim). Można też wykorzystać stojące na mapie wybuchające beczki, które mogą bezpośrednio uszkodzić przeciwnika lub siłą odrzutu wypchnąć go np. do wody, gdzie tam oczywiście się utopi.
Worms Galactic Tactics
GramTV przedstawia:
Bronie takie jak bazooka mają też swój tor lotu, więc bywa, że przeszkody nie pozwolą na oddanie strzału. Tzn. strzelić można ale trafimy na przykład w skałę, a to oczywiście nie przyniesie żadnego efektu poza rozwaleniem kawałka mapy. Możemy atakować bronią precyzyjną lub obszarową, generalnie opcji na uśmiercenie wrogich robali jest naprawdę sporo, ale jest jedna istotna rzecz, która akurat mocno zmienia rozgrywkę jaką znamy od lat w serii Worms. Są to zręcznościowe mini gry. Zamiast paska z siłą wystrzału z bazooki pojawia się okrąg z żółtą kropką na środku. Wewnątrz szybko przesuwa się kolejny okrąg, a my musimy zatrzymać go na wspomnianej żółtej kropce. Jeśli nam się uda, wówczas trafimy wroga pociskiem. Jeśli trafimy idealnie w środek co bywa trudne to przeciwnik przytuli obrażenia krytyczne. Jeśli jednak nie trafimy, to tak samo nasz robal da ciała na ekranie i jego tura będzie zmarnowana. Mini gry różnią się od siebie w zależności od broni, ale generalnie wszystkie mają na celu sprawdzenie refleksu gracza, więc powodzenie podczas strzelania nie będzie takie oczywiste.
Worms Galactic Tactics
Finalnie rozegrałem trzy takie rundy. Dwie „normalne” i dwie na kodach twórców, aby sprawdzić więcej broni. Rozgrywka była bardzo przyjemna i mniej skomplikowana niż w takim X-COM czy Final Fantasy Tactics, ale twórcy nie chcieli szaleć, bowiem nowe Wormsy mają być jednak nieco bardziej przystępną produkcją dla szerokiego grona odbiorców. Myślę, że na pewno będzie to fajna gra imprezowa, a już na pewno polecam dać jej szansę za całkiem świeże podejście do tematu w serii. Zastanawia mnie tylko ile opcji zmian scenariusza i sytuacji na polu bitwy będzie dostępnych w pełnej wersji gry. Wydając pieniądze na modyfikacje i leczenie robaczków, miałem bardzo ograniczone, powtarzające się opcje. Mam jednak świadomość, że to jedynie pokazowy build na trzy mapy, więc twórcy raczej nie chcieli od razu odkrywać wszystkich kart. Jeśli jednak dostępnych modyfikacji między rundami będzie naprawdę sporo, to wówczas rozgrywka nabierze dodatkowych rumieńców. Warto jeszcze nadmienić, że intuicyjność sterowania oraz prostota rozgrywki świetnie wpasowują się w granie na handheldach, co potwierdzili sami twórcy, że gra jest projektowana z myślą o takich urządzeniach.
Worms Galactic Tactics
Na koniec miła niespodzianka. Jeden z deweloperów pochodzących z Węgier na pytanie o polską wersję językową, powiedział, że w zespole bardzo zabiegał o takową, a CEO studia potwierdził, że dzięki niemu zrozumieli jak ważny to element dla polskich graczy, dlatego Worms Galactic Tactics będzie w naszym rodzimym języku. Panowie nie potwierdzili, że od razu, ale będzie na pewno. Czyli Polak Węgier dwa bratanki nadal aktualne!
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Napisz komentarz jako pierwszy!