Supergirl – Peter Safran odniósł się do kiepskich wyników finansowych filmu
Supergirl jest dopiero drugim filmem w nowym DCU rozwijanym przez Jamesa Gunna i Petera Safrana. Z tego powodu trudno już teraz przesądzać, że cała strategia studia okazała się nietrafiona. Sam Safran podkreśla, że pojedynczy wynik kasowy nie powinien być traktowany jako pełna ocena długofalowego planu dla marki.
Choć Supergirl nie spełniła naszych oczekiwań kasowych, jest tylko jednym z elementów szerszej, długoterminowej strategii DC Studios, w którą nadal wierzymy.
Takie stanowisko nie powinno dziwić, ponieważ DC Studios dopiero buduje nową tożsamość swoich kinowych produkcji. Przed wytwórnią znajdują się kolejne premiery, w tym Clayface, którego debiut zaplanowano na październik. Ten projekt ma być znacznie tańszy, ponieważ jego budżet wynosi około 45 milionów dolarów, co automatycznie zmniejsza presję związaną z wynikiem finansowym.
W przypadku Supergirl uwagę zwraca jednak skala inwestycji. Film, który miał być jedną z pierwszych wizytówek nowego DCU, otrzymał bardzo wysoki budżet, mimo że za kamerą stanął Craig Gillespie, twórca bez większego doświadczenia w kinie blockbusterowym. Scenariusz przygotowała natomiast Ana Nogueira, dla której była to pierwsza pełnometrażowa produkcja fabularna. Przy tak dużych kosztach decyzja o postawieniu na taką konfigurację twórczą może budzić pytania.
GramTV przedstawia:
The New York Times zwrócił także uwagę na szerszy problem filmów superbohaterskich z kobiecymi bohaterkami na pierwszym planie. W tekście pojawiła się sugestia, że część takich produkcji była w ostatnich latach odrzucana przez widzów, być może również z powodu uprzedzeń wśród najbardziej zaangażowanej, w dużej mierze męskiej części fanów. Jako przykłady wskazano między innymi Marvels oraz Madame Web.
Taka diagnoza wydaje się jednak niepełna. W obu przypadkach kluczowe znaczenie miały także jakość samych filmów, chłodne reakcje odbiorców oraz słaby marketing. Supergirl mogła paść ofiarą podobnych problemów. Letnie zwiastuny, umiarkowany entuzjazm widzów i zmęczenie kinem superbohaterskim coraz częściej przekładają się na wyniki finansowe. W ostatnich latach sama obecność znanego logo nie wystarcza już, aby przyciągnąć publiczność do kin.
Dziś największą odporność na kryzys gatunku wydają się mieć przede wszystkim marki pokroju Spider-Mana, Batmana czy Avengers. Pozostałe produkcje muszą znacznie mocniej walczyć o uwagę widzów, a przede wszystkim przekonać ich, że oferują coś więcej niż kolejny rozdział wielkiego uniwersum. Supergirl na starcie najwyraźniej tego nie zrobiła.
Supergirl to po prostu kiepski film. I można było naprawić sytuację po prostu robiąc dobry film.
Jak się bierze inspiracje ze scenariusza (komiksu) od byłego agenta CIA który ma jakieś kryzysy egzystencjonalne, to się dostaje historie o apatycznych "heroinach" które przeczą idei bohaterstwa - bohater to ktoś bezinteresowny, no ale bohaterstwo wdg wpółczesnych standardów w Hollywood to skupianei się na sobie i "it's ok to be messy". I jeszcze ta ściema że to niby nie Gunn to kręcił tylko jakiś jego pomagier... ta ten film wogóle nie przypomina innych filmów Gunna, co nie?
Zatrudnili aktorkę która pisała dla teatru a w wypadku ekranu miała tylko jedno short story. I dodam że ten scenariusz najwyraźniej "przerósł oczekiwania Gunna" więc ciekaw jestem jakie w ogóle miał oczekiwania. Bo scenariusz jest najbardziej krytykowany w recenzjach zaraz obok głównego złego.
Akurat ona nie była taka zła do tej roli (choć osobiście za nią nie przepadam). No ale po prostu film jest zły, a ona jeszcze na domiar zaczęła "Zeglerować" - nie miała aż takiego wpływu na wyniki jak ta druga, ale na pewno nie pomogła w promocji filmu otwierąjc swoje usta w wywiadach (i np. atakując "christian dads")... To niesamowite jak bardzo ci "celebryci" nie umieją powiedzieć prostych słów w stylu "hej, film pewnie nie wszystkim się spodoba, ale dajcie mu szansę!". I tyle.
Zawsze jest ta sama dyskusja. Niby faceci są problemem. Ale ja się zapytam - czemu w takim razie filmy skierowane do kobiet które głównie oglądają kobiety ponoszą porażkę dlaczego wtedy też wini się facetów? Mamy jakiś obowiązek oglądać coś czego nie chcemy oglądać? A jeżeli wiedzą że nie będziemy chcieli oglądać to czemu to robią? Żeby mieć powód do płaczu? Masochizm?
Myślę że upór. Idą w zaparte w imię swoich wymyślonych ideii i nie chcą przyjmować rad, próśb a koniec końców krytyki. Wolą słuchać głosów które im przytakują. No ale trwają w bańce w której nawet Nolan okazał się być na to podatny.
Faceci poszliby oglądać Supergirl gdyby to był dobry film. Tak samo kobiety. Ale to nie jest dobry film i taka jest prawda. Zamiast narzekać może trzeba było odwalić lepszą robotę. Zamiast winić innych może warto spojrzeć w lustro.
"Sukcesy" filmów takich jak Marvels nic ich nie nauczyły. Chcesz sukcesu? Adaptujesz scenariusze/postacie które się sprawdziły i na boga - nie zmieniasz ich wdg "wpółczesnych wrażliwości", co najwyżej wprowadzasz drobne zmiany wynikajace z procesu adaptacyjnego.
koNraDM4
Gramowicz
29/06/2026 13:44
wolff01 napisał:
Bye bye James Gun(n) - "strzeliłeś" sobie w kolano tym filmem (hehe).
"W tekście pojawiła się sugestia, że część takich produkcji była w ostatnich latach odrzucana przez widzów, być może również z powodu uprzedzeń wśród najbardziej zaangażowanej, w dużej mierze męskiej części fanów." - jak słyszę po raz kolejny te dziennikarskie wypociny to mi się śmiać chce. Supergirl NIGDY nie była popularnym komiksem. Co to oznacza? Że możemy oczekiwac dokałdnie takich samych rezultatów dla filmu. I tak - czy się im to podoba czy nie ta "męska część widowni" to ich główna widownia. Kto kupuje komiksy Supergirl? Mężczyzni. Ale to że postać nie jest popularna no to cóż - nie każda postać bedzie, a adaptowanie komiksu Kinga który mówiąc krótko... furory nie zrobił to niczym w tym powiedzeniu że "szaleństwo to kiedy robisz dokładnie to samo i oczekujesz innych rezultatów"...
Może jak w Holywood wreszcze, po jakiś 10 latach, zrozumieją kto jest ich docelową widownią to może ich filmy zaczną znowu zarabiać? Bo jeżeli ta widownia się "od nich odwróciła" a ta "modern audience" którą tak usilnie próbują zdobyć od tych 10 lat się nie stawia, to może czas zmienic nawyki?
To było więcej niż 10 lat bo takie sequele SW mają swój początek w końcówce 2015 roku, a nie one rozpoczęły ten "trend", sam ruch Black Lives Matters to rok 2013. Chyba, że mówimy typowo o Cancel Culture to takie coś było cały czas w Hollywood, kwestia tego co akurat było na cenzurowanym ale za wypowiedzi czy czyny od dziesiątek lat niektórzy aktorzy i reżyserzy spadali z rowerka.
dariuszp
Gramowicz
29/06/2026 13:03
wolff01 napisał:
Bye bye James Gun(n) - "strzeliłeś" sobie w kolano tym filmem (hehe).
"W tekście pojawiła się sugestia, że część takich produkcji była w ostatnich latach odrzucana przez widzów, być może również z powodu uprzedzeń wśród najbardziej zaangażowanej, w dużej mierze męskiej części fanów." - jak słyszę po raz kolejny te dziennikarskie wypociny to mi się śmiać chce. Supergirl NIGDY nie była popularnym komiksem. Co to oznacza? Że możemy oczekiwac dokałdnie takich samych rezultatów dla filmu. I tak - czy się im to podoba czy nie ta "męska część widowni" to ich główna widownia. Kto kupuje komiksy Supergirl? Mężczyzni. Ale to że postać nie jest popularna no to cóż - nie każda postać bedzie, a adaptowanie komiksu Kinga który mówiąc krótko... furory nie zrobił to niczym w tym powiedzeniu że "szaleństwo to kiedy robisz dokładnie to samo i oczekujesz innych rezultatów"...
Może jak w Holywood wreszcze, po jakiś 10 latach, zrozumieją kto jest ich docelową widownią to może ich filmy zaczną znowu zarabiać? Bo jeżeli ta widownia się "od nich odwróciła" a ta "modern audience" którą tak usilnie próbują zdobyć od tych 10 lat się nie stawia, to może czas zmienic nawyki?
Supergirl to po prostu kiepski film. I można było naprawić sytuację po prostu robiąc dobry film. Zatrudnili aktorkę która pisała dla teatru a w wypadku ekranu miała tylko jedno short story. I dodam że ten scenariusz najwyraźniej "przerósł oczekiwania Gunna" więc ciekaw jestem jakie w ogóle miał oczekiwania. Bo scenariusz jest najbardziej krytykowany w recenzjach zaraz obok głównego złego.
Tyle że ja jako facet poszedłem obejrzeć pierwszy film Wonder Woman i wiele innych produkcji z kobietami w roli głównej które spełniały jakieś minimum jakości. Oni mają jakieś idiotyczne przekonanie że jako facet oglądam tylko facetów. Oczywiście że nie. Z grami to samo. Jest mnóstwo gier z kobietami w roli głównej które ograłem. Krytykuje Ghost of Yotei za idiotyczny scenariusz ale jednak przyznaje że gameplay był OK. I w grę grałem i ją nawet przeszedłem.
Ale nie jestem małpą która staje po jakiejś stronie barykady i krzyczy slogany z danej strony bezmyślnie. Jestem w stanie spojrzeć na grę i powiedzieć że scenariusz jest kiepski a jednocześnie że gameplay jest dobry.
Dla porównania - nigdy nie skończyłem DMC: Devil May Cry. Bo nie lubiłem głównej postaci którą musiałem kontrolować a ta postać była facetem. Bo płeć nie ma znaczenia. Dobra postać broni się sama. Zła jest złą niezależnie jaką ma płeć.
Powiem lepiej - oni są po prostu oderwani od rzeczywistości. I nic tego lepiej nie pokazuje niż historia z Aniołkami Charliego z 2019. Reżyserka, E. Banks powiedziała że w przeciwieństwie do oryginałów, ten film będzie kierowany do kobiet. Jak film był klapą to obwiniała facetów. Ale wiecie co w tamtej historii było najbardziej zabawne? 66% widowni to był kobiety i to kobiety uznały film za kiepski. Ale prawdziwym gwoździem do trumny ich narracji jest fakt że ten film był tak kiepski że więcej kobiet poszło obejrzeć Rambo które wg nich było skierowane do mężczyzn a który wyszedł w tym samym okresie (2 miesiące wcześniej) niż Aniołki Charliego.
Zawsze jest ta sama dyskusja. Niby faceci są problemem. Ale ja się zapytam - czemu w takim razie filmy skierowane do kobiet które głównie oglądają kobiety ponoszą porażkę dlaczego wtedy też wini się facetów? Mamy jakiś obowiązek oglądać coś czego nie chcemy oglądać? A jeżeli wiedzą że nie będziemy chcieli oglądać to czemu to robią? Żeby mieć powód do płaczu? Masochizm?
Faceci poszliby oglądać Supergirl gdyby to był dobry film. Tak samo kobiety. Ale to nie jest dobry film i taka jest prawda. Zamiast narzekać może trzeba było odwalić lepszą robotę. Zamiast winić innych może warto spojrzeć w lustro.