Nowy tajemniczy film twórcy Coś za mną chodzi zadebiutował w kinach. Oceniamy, czy spełnia marzenia fanów science fiction o udanym powrocie prehistorycznych stworzeń.
Ulica Jurajska
Już dawno wydawało się, że czas dinozaurów przeminął. Park Jurajski Stevena Spielberga stał się odniesieniem do wszystkich kolejnych produkcji, które wykorzystywały te prehistoryczne istoty, ale z biegiem lat, twórcy zdali sobie sprawę, że nikt nie jest w stanie przebić tamtej produkcji. Popularność dinozaurów więc malała, ale co zaskakujące, kolejne odsłony Jurassic Park i późniejszego Jurassic World, wciąż przyciągały widzów na całym świecie, zarabiając ogromne pieniądze. Mimo to nie przełożyło się na powrót popularności prehistorycznych motywów. Na przekór wszystkiemu David Robert Mitchell, twórca docenionych Coś za mną chodzi oraz Tajemnic Silver Lake, nakręcił nowy film science fiction, w którym dinozaury, w tym ogromny T-Rex, odgrywają główną rolę. Wokół Końca ulicy Dębowej narosło wiele spekulacji i fanowskich teorii, ale ostatecznie to produkcja, która potrafi obronić się sama. Od czasu Jurassic World z 2015 roku nie było tak udanej produkcji z przerośniętymi gadami.
Koniec ulicy Dębowej
Historia rozpoczyna się na spokojnym amerykańskim przedmieściu pod koniec lat 80. Greg (Ewan McGregor) i Denise (Anne Hathaway) Platt przeżywają małżeński kryzys, a ich dzieci, Audrey (Maisy Stella) i Brian (Christian Convery), coraz bardziej wyczuwają, ze ich rodzina zmierza do końca. Problemy schodzą jednak na dalszy plan, gdy podczas gwałtownej burzy nad okolicą pojawia się tajemnicze zjawisko. W jednej chwili zwyczajna dzielnica zostaje przeniesiona do świata, w którym znów żyją dinozaury. Plattowie muszą szybko nauczyć się funkcjonować w zupełnie nowych warunkach, odpierać kolejne ataki prehistorycznych stworzeń i przede wszystkim przestać walczyć ze sobą, jeśli chcą przetrwać i wyrwać się z prehistorycznej pułapki.
Już sam pomysł na przeniesienie całej dzielnicy do prehistorycznych czasów jest niedorzeczny i absurdalny. Co zaskakujące, właśnie to działa najlepiej. Koniec ulicy Dębowej nie próbuje na siłę tłumaczyć tego całego szaleństwa, ani też budować skomplikowanej i w zasadzie niepotrzebnej mitologii. Dzielnica nadal pozostaje tą samą dzielnicą, podobnie jak domy i ich wyposażenie, tylko za oknem zamiast sąsiada koszącego trawnik, można spotkać śmiertelnie niebezpiecznego drapieżnika. To kontrast, który od pierwszych minut zapewnia filmowi własny charakter. Zaletą produkcji Davida Roberta Mitchella jest więc prostota. Reżyser nie próbuje zrewolucjonizować gatunku science fiction, czy nadać zupełnie nowe spojrzenie na dinozaury. Koniec ulicy Dębowej jest tylko i aż kinem przygodowym, w którym widać echa Parku Jurajskiego, Strefy mroku, czy też innych bardziej familijnych dzieł Spielberga. Nie oznacza to jednak bezmyślnej i prostackiej kopii, a wręcz przeciwnie i film chętnie wykorzystuje znajome rozwiązania, aby zbudować swoją własną tożsamość, nadać historii odpowiedni rytm, a przede wszystkim pozwolić widzom bawić się podczas eskalacji kolejnych spotkań bohaterów z dinozaurami, w tym jednego niesamowicie zaskakującego.
Koniec ulicy Dębowej
I właśnie tutaj reżyser pokazuje, że potrafi znakomicie opowiadać historię samym obrazem. Z wielką przyjemnością ogląda się kolejne starcia z prehistorycznymi gadami, które są nie tylko odpowiednio skomponowane, ale również niezwykle czytelne. W filmie nie brakuje budowania napięcia wyłącznie zarysowaniem obecności dinozaura, który znajduje się gdzieś z boku kadru, czy też za sprawą drobnych szczegółów. To duży triumf Końca ulicy Dębowej, który dostarcza rozrywki za sprawą efektowności, zarówno pod względem świetnych zdjęć autorstwa Michaela Gioulakisa, ale również montażowi, który nadaje scenom akcji odpowiedni rytm. Co najlepsze, te sceny wcale się nie nudzą, chociaż konstrukcja fabularna oparta jest na schemacie ciągłego zagrożenia. Tutaj objawia się kunszt Mitchella, który nabierał doświadczenia jako twórca horroru i to procentuje w jego najnowszym dziele, szczególnie w końcówce. Z jednej strony jest efektownie i dynamicznie, ale z drugiej wciąż całość opiera się na napięciu i atmosferze ciągłego zagrożenia.
T-Rex w składzie porcelany
Chociaż w filmie akcji jest sporo, to twórcy nie zapominają o tym, co jest najistotniejsze, czyli budowaniu relacji między bohaterami. Kryzys jest w rodzinie Plattów obecny od dawna, a nagła i niespodziewana katastrofa staje się katalizatorem do rozwiązania problemów i możliwością zaciśniecie więzów. Szczególnie dobrze widać to na przykładzie Grega, który zmaga się z presją ekonomiczną i poczuciem, że nie potrafi odpowiednio zadbać o rodzinę. Z kolei Denise próbuje odnaleźć własną drogę w życiu i to przy trudnym okresie dojrzewania ich dzieci. Dinozaury są więc zagrożeniem, które czyha na nich na zewnątrz, ale prawdziwym testem okazuje się to, czy potrafią działać jako prawdziwa rodzina. Tym samym Koniec ulicy Dębowej można odczytywać jako historię o kryzysie rodzinnym, starciu przeszłości z teraźniejszością czy lęku przed utratą kontroli. Wszystko to jednak przestaje mieć znaczenie, gdy rodzina musi mierzyć się z wielkim tyranozaurem. Wciąż można doszukiwać się tu metafor i analogii, ale nie zmienia to faktu, że na ekranie widzimy starcie z ogromnym dinozaurem i nawet bez dodatkowego kontekstu, to widowisko po prostu sprawia frajdę.
Koniec ulicy Dębowej
GramTV przedstawia:
Scenariuszowo film jednak ma kilka gorszych momentów. Przede wszystkim fabuła jest zbyt prosta i aż prosiło się o rozwinięcie niektórych wątków. Film świadomie stawia na przygodowy ton, ale czasami posuwa się w tym tak daleko, że konsekwencje wydarzeń przestają mieć odpowiednią wagę. Niektóre rozwiązania pojawiają się tylko po to, aby umożliwić kolejną scenę akcji, a kilka bardziej szalonych pomysłów sprawia wrażenie pozostawionych w filmie dlatego, że twórcom po prostu sprawiły frajdę.
Filmowi można jednak wiele wybaczyć ze względu na aktorstwo. Anne Hathaway znakomicie odnajduje się w połączeniu rodzinnego dramatu z kompletnie absurdalnym kinem przygodowym. Potrafi przejść od scen wymagających emocjonalnego zaangażowania do momentów, w których jej bohaterka musi chwycić za broń i zmierzyć się z dinozaurem, bez wrażenia, że coś tu się nie zgadza. Z kolei Ewan McGregor równie dobrze sprzedaje postać ojca, który musi zrzucić z siebie codzienne frustracje i zacząć działać, aby nie oszaleć. Maisy Stella i Christian Convery dobrze uzupełniają obsadę, samemu mając kilka scen, w których mogą się wykazać. Kolejnymi gwiazdami Końca ulicy Dębowej są jednak dinozaury, które zostały świetnie wykonane w efektach specjalnych. Widać, na co poszedł budżet tej produkcji.
Koniec ulicy Dębowej nie będzie przełomem ani dla science fiction z dinozaurami, ani też dla kina przygodowego. To proste, mało skomplikowane kino, które stawia na rozrywkę i świetnie wywiązuje się z tego zadania. Warto docenić to oryginalne widowisko, które co prawda oparte jest na znanych schematach i motywach, to jednak zrobione jest z wielkim sercem i pomysłem. David Robert Mitchell kolejny raz udowodnił, że jest jednym z najoryginalniejszych współczesnych hollywoodzkich reżyserów i warto było czekać te kilka lat na jego nowe dzieło. Miłe zaskoczenie końca tegorocznego sezonu letniego.
8,0
Koniec ulicy Dębowej to pełne energii, pomysłów i świetnie zrealizowanych dinozaurów kino przygodowe, które przypomina, że wielki blockbuster wcale nie musi być kolejną częścią istniejącej franczyzy.
Plusy
Świetnie zrobiona przygodówka sci-fi z dinozaurami
Bardzo dobre tempo
Warto docenić pracę kamery i wykorzystanie przestrzeni
Efektowne i dobrze zrealizowane dinozaury w CGI
Anne Hathaway i Ewan McGregor spisali się bez zarzutów
Dużo uroku i humoru
Mitchell pokazuje, że potrafi sprawnie odnaleźć się w kinie rodem ze złotej ery Stevena Spielberga
Minusy
Prosty, momentami zbyt naiwny scenariusz
Niektóre pomysły aż proszą się o większe rozwinięcie
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Napisz komentarz jako pierwszy!