Jak to jednak często bywa z tego typu projektami, początki były trudne. I to nawet bardzo.
Dziś trudno wyobrazić sobie granie na PC bez Steama. Można na platformę Valve narzekać, ale nie można jej odebrać, że pod wieloma względami była ona rewolucyjna.
Jak to jednak często bywa z tego typu projektami, początki były trudne. I to nawet bardzo.
Przypomnijmy, że Steam kilka miesięcy przed premierą wielkiego hitu Valve, jakim był Half-Life 2. Nowa odsłona przygód Gordona Freemana wymagała instalacji dziwnego oprogramowania, co spotkało się z ogromnym niezadowoleniem graczy. Tym oprogramowaniem był właśnie Steam. Jak się okazuje, do decyzji o stworzeniu własnego launchera, chociaż wtedy nikt chyba jeszcze tak o nim nie myślał, pchnęły Gabe’a Newella problemy z ówczesnym wydawcą, Sierra Entertainment. Mowa tutaj o firmie, która wcześniej wypuściła na rynek stworzone przez Valve Half-Life, Counter-Strike czy też Team Fortress.
Jak jednak wspomina Minh “Gooseman” Le, twórca oryginalnego CS-a, Newell miał dość “użerania się” z pośrednikami:
Wydaje mi się, że Gabe był po prostu gościem, który wyszedł i powiedział: “Mam w nosie tych wszystkich wydawców”, ponieważ miał z nimi, powiedzmy, dość trudne relacje – co dzisiaj jest już chyba wiedzą powszechną. Myślę więc, że można już o tym otwarcie mówić. Krótko mówiąc, Valve współpracowało wtedy z firmą Sierra, która była ich wydawcą. Współpraca z Sierrą okazała się jednak tak nieprzyjemnym doświadczeniem i zostawiła u Gabe’a tak duży niesmak, że po prostu uznał: “Koniec z tym, nigdy więcej nie chcę mieć do czynienia z wydawcami”. Wtedy właśnie wpadł na pomysł stworzenia Steama – czyli w gruncie rzeczy cyfrowej platformy, na której Valve mogłoby sprzedawać swoje gry bezpośrednio.
Dziś posiadanie własnej platformy jest już branżowym standardem dla największych graczy, ale wtedy, w odległym 2003 roku, było to coś przełomowego. Jak zresztą przyznał Gooseman w rozmowie z kanałem Indie Game Joe na YouTube, wielu pracowników Valve oraz jego znajomych nie było do końca przekonanych do tego pomysłu. Trudno się zresztą dziwić – czasy szerokopasmowego internetu, dostępnego niemal wszędzie, były jeszcze przed nami.
To było gdzieś w latach 2001-2002. Internet był wtedy fatalny, strasznie wolny. A gry kupowało się w zwykłych sklepach: trzeba było pójść i kupić fizyczną płytę. Wtedy nikt nawet nie myślał o “pobieraniu gier”. Pamiętam, jak mój brat i moi znajomi, przyzwyczajeni do kupowania gier na nośnikach fizycznych, myśleli [o Steamie – przyp. red.]: “Co to w ogóle jest? To nigdy nie wypali”. Mówiliśmy: “Pobranie Half-Life'a zajmuje nam cały dzień”. Nie sądziliśmy, że Internet tak szybko stanie się tym, czym jest dzisiaj – stwierdził Le.
Jak to się popularnie mówi, reszta jest historią. Dziś Steam to prawdziwy hegemon gamingowego rynku PC, a niektórzy nazwą go nawet monopolistą. Chociaż akurat sam Gabe Newell niekoniecznie zgadza się z takim postawieniem sprawy.
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Napisz komentarz jako pierwszy!