Dostaliśmy wtedy Bohatera ostatniej akcji. Dla wielu fanów Schwarzeneggera było to zaskakujące doświadczenie.
W 1993 roku Arnold Schwarzenegger był bez wątpienia jedną z największych gwiazd kina akcji w Hollywood. Wtedy też do kin trafił jeden z jego najbardziej zaskakujących filmów. Widzowie byli przyzwyczajeni do postrzegania go jako niepowstrzymanego bohatera, otoczonego śmiertelnymi przeciwnikami, ogromnymi eksplozjami i wieloma niezapomnianymi one-linerami. Ale wraz z filmami takimi jak Terminator, Predator i Pamięć absolutna Schwarzenegger miał na koncie także komedie. Jego role obejmowały m.in Bliźniaków, czy Gliniarza w przedszkolu. Potem pojawił się film, który wziął wszystkie te znajome składniki i kompletnie je przemodelował.
Bohater ostatniej akcji
33 lata temu dostaliśmy Bohatera ostatniej akcji
Jak zauważa ComicBook.com, Bohater ostatniej akcji zdawał się obiecywać dokładnie to, z czego dobrze znany był Schwarzenegger. Aktor ponownie imponował muskulaturą, były w filmie eksplozje, a bohaterowie nie wahali się chwycić za broń. Ale jedna rzecz dezorientowała publiczność – film bardziej przypominał parodie kina akcji, niż kino akcji. I dziś wydaje się to największą zaletą filmu.
Bohater ostatniej akcji opowiada o młodym chłopcu o imieniu Danny Madigan, który ma obsesję na punkcie fikcyjnego bohatera akcji Jacka Slatera (oczywiście Schwarzenegger). Danny zostaje magicznie przeniesiony do najnowszego filmu Slatera i odkrywa w nim zasady filmów akcji. Postacie mogą przetrwać większość obrażeń, złoczyńcy są przewidywalni, a bohater zawsze wygrywa dzięki zbroi fabularnej. Znamy to? Znamy. Ale potem wszyscy wchodzą do prawdziwego świata i te zasady znikają.
Widzowie nie zrozumieli tej zmiany. Produkcja zarobiła w pierwszy weekend rozczarowujące 15,2 miliona dolarów. Problemy wynikały z kampanii marketingowej. Film został wydany jako letni hit, który ma nam dać Schwarzeneggera w typowej dla siebie roli. Tak się jednak nie stało. Bohater ostatniej akcji to zgrywa. Film skupia się na wskazywaniu gatunkowych absurdów. Pod tym względem był trochę jak Krzyk wobec horrorów, ale parodystyczny charakter był tu wyraźniejszy.
GramTV przedstawia:
Nawet sam Schwarzenegger staje się częścią żartu, gdy film ujawnia, że Jack Slater jest po prostu postacią graną przez Arnolda. To było w zasadzie proszenie widzów o śmiech z formuły Schwarzeneggera-bohatera akcji, którą przyszli zobaczyć. Sprytne? Absolutnie. Widzowie to kupili? Nie bardzo. Ludzie pojawili się na kolejnym przeboju Arnolda, a zamiast tego dostali… film wyśmiewający przeboje Arnolda. Częściowym problemem filmu mogło być to, jak bardzo podważył oczekiwania widzów. Ale film nie był po prostu próbą naśmiewania się z filmów akcji lub publiczności. Był badaniem fantazji, którą filmy akcji stworzyły wokół gwiazd takich jak Schwarzenegger, na dobre i na złe.
Jack Slater jest praktycznie niezwyciężony, ponieważ publiczność oczekuje, że będzie. Może odejść od eksplozji, pokonać pozornie niekończących się uzbrojonych wrogów i dostarczyć doskonałe one-linery. Dostosowując tę postać do prawdziwego Schwarzeneggera, film ujawnia różnicę między aktorem a jego większym niż życie wizerunkiem.
Po 33 latach warto przypomnieć sobie film, który z perspektywy czasu wydaje się co najmniej ciekawym dziełem w dorobku ikonicznego aktora. Warto jednak zweryfikować swoje oczekiwania względem niego.
Dziennikarz filmowy, krytyk. Lubi otwarte podejście do kina i popkultury. Fantastykę w każdej postaci przeplata seansami klasyki. Gdy akurat nie gra w Diablo 4, nie pogardzi dobrym komiksem i książką.
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Napisz komentarz jako pierwszy!