Nie ma to jak wałkować jakiś temat z tygodnia na tydzień. Choć tytuł sugerować co innego, w dalszym ciągu będzie niemalże o tym samym, co w poprzednich wtorkowych felietonach. Pojawią się jednak tym razem konsole, a wraz z nimi generacje, kwestie zysków i amortyzacji, oraz ponure wizje roztaczane przez Naczelnego. Zapraszamy!
Jak zwykle nikt Wam nie każe zgadzać się z przedstawionym w tekście punktem widzenia. Można i nawet trzeba wygłaszać na forum własne opinie... Najpierw jednak wypadałoby zapoznać się z treścią felietonu:
W ciągu kilku tygodni nazbierało się biadolenia na temat kosztów, jakie pecetowi gracze ponoszą przez nadmiar graficznych wodotrysków. Najprawdopodobniej owe wywody czytali i konsolowcy, kiwając z politowaniem głowami. Pełni byli nacechowanego pogardą politowania dla biednych posiadaczy pieców. Przecież od dawna powtarzają, że właśnie na tym polega przewaga konsoli, kupując nie martwi się człowiek, czy gra mu śmignie, no i na jakich detalach. Maszynka do grania jest zawsze gotowa. Problem z głowy.
Pełen tekst znajdziecie tutaj